
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Smith Lisa Jane Wizje mroku 1 Tajemnicza moc.Opętany.Pasja
- Jane Lisa Smith Pamiętniki wampirów 04 Mrok
- 08. Smith Deborah Legendy
- Guy Gavriel Kay Sarantine 2 Lord of Emperors
- Robert Louis Stevenson wyspa skarbow
- Bielajew Aleksander Wyspa zaginionych okrętów
- Diana Mars Wyspa szczęśliwych rozwodów
- Guy N. Smith Kraby 01 Noc krabĂłw
- Smith Guy Trzesawisko 2 Wedrujaca Smierć
- Jordan Penny Dynastia z Sycylii
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
a jej nawoływania paraliżowały mu mózg.
Nawet gdy się w końcu uspokoił, była tu nadal, drwiła z niego, pogardzała nim, był jej zabawką. Pozwalała mu opuścić łóżko -
ale nawet wówczas nie był w stanie od niej odejść.
Jake zaszczekał krótko, z dezaprobatą. Frank zakrył dłońmi zalaną potem twarz, gorąco rozlewające się w dole ciała paliło go
wstydem. Wił się w duchowej agonii; próbował płakać, ale łzy nie płynęły. Chwycił poduszkę, miął ją, skręcał i chciał, aby
kobiety na dole go słyszały.
Po długim czasie zapadł w sen. Męczyły go potworne sny, w których erotyzm mieszał się z przerażającymi zjawami; wszystko
to przerywało posępne wycie Jake'a. Wi-
72
chura dosięgła zenitu, grad nieprzerwanie walił w szyby okien, jak gdyby nawet niebo potępiało go, za to, co zrobił.
Frank obudził się z bólem głowy - czuł uderzenia pulsu w skroniach, tępy ból rozsadzał mu głowę, tak że nawet szarość
zimowego poranka, była dlań zbyt jaskrawa. Dzień brutalnie wtargnął w jego zmaltretowany, zmęczony mózg. Stoczył się z
łóżka, chwycił za kotary i z przerażeniem wpatrywał się w matowe szkło szyby. Spływały po nich strużki wody. a wiatr próbował
wyrwać je z ram. Na morzu szalała burza, słyszał dalekie uderzanie fal w Kotle. Wiedział już, że łódz dziś nie przypłynie.
Jake wstał, przeciągnął się i przyglądał się badawczo swemu pana. Frank pogłaskał go, zatrzymał dłoń na głowie psa, ale ten
strząsnął dłoń. ,,Przepraszam, Jake. Musimy coś zrobić, żeby się ich pozbyć. Chodz, zejdziemy na dół".
Owczarek ociągał się, zawarczał i wyszczerzył zęby.
"No, chodz, nie bądz głupi! Nie możemy tu zostać przez cały dzień. Wyjąwszy wszystko inne, mamy dziś trochę roboty z
owcami. Chodz!"
Frank schodził stopniowo na dół, trzymając się poręczy, Jake za nim. Zanim jeszcze doszli do drzwi na dole, ostry zapach
uderzył w ich nozdrza. Smażony bekon: słyszeli skwierczenie na patelni.
- Dzień dobry, Frank. Dobrze spałeś? - Samanta była ubrana, stała razem z trzema dziewczętami, a jej szybkie, niemal lękliwe
spojrzenie rozproszyło początkowe obawy farmera, że jej bluzka mogłaby wciąż być rozpięta. Ruth smażyła bekon, Janet
opiekała chleb przy kominku, a Debbie kładła sztućce i talerze na wyczyszczonym sosnowym stole. Ellen wciąż leżała owinięta
w koce i spała. "Co za dziecko - pomyślał Frank - leniwy, mały brzdąc".
- Dziękuję, dobrze spałem - skłamał, zmuszając się do uśmiechu. - A wy?
- Cudownie. Wszystkie.
- To dobrze - czuł się nieswojo, był zmieszany; nie nawykł do tego, że ktoś przygotowuje mu śniadanie, nie
73
wiedział, co ze sobą zrobić Niepewnie usiadł przy stole, zauważył, ze Jake znów ułożył się w najdalszym kącie po-koju,
spoglądając na mego, z płasko położonymi uszami i podwiniętym pod siebie ogonem Nic me zmieniło się od poprzedniego
wieczora
- Jakie jajka lubisz9 - Ruth odwróciła się od pieca, jej pełne czerwone usta rozciągnęły się w uśmiechu, d zielonkawe oczy
zdawały się pytać o cos więcej mz wygłoszone konwencjonalne, domowe pytanie - utkwione w nim, penetrujące,
przeszukujÄ…ce go
- Ja - Frank z trudnością wykrztusił - Hm takie średnio usmażone Nie jestem wybredny Jajka to jajka
Odwróciła się do patelni, a on nie mógł od mej oderwać wzroku, instynktownie wyczuwając pod wytartymi dżinsami twarde
pośladki i dziewczęce biodra Gdy z trudem oderwał od niej wzrok Samanta przyglądała mu się z dezaprobatą Zazdrośnie
Przełknął ślinę skrępowany
- Ranek dziś niezbyt ładny - czuł, ze musiał cos powiedzieć, zęby uratować sytuację - Grad znów zmienił się w ulewny deszcz,
niesiony gwałtownymi podmuchami wichru
- No cóż, sztorm się me skończył - Samanta nie patrzyła teraz na mego, koncentrując się na układanych na stole sztućcach -
Wygląda na to, ze łódz jednak me przypłynie - Jej głos brzmiał dwuznacznie
- Zadzwonię do portu - zatrzymał się Zapomniał zupełnie, ze telefon me działa Poczuł się jak człowiek złapany w potrzask -
było to cos w rodzaju paniki "To ja zostałem porzucony na bezludnej wyspie, nie wy" - Może, jeśli wichura osłabnie, łódz
przypłynie za godzinę czy dwie Zdarzało się JU%7ł, ze docierali tu dopiero koło południa Na wyspach wszystko zależy od pogody
- wiedział, ze wiatr me zmniejszy siły, i ze na pewno prom dziś nie przybędzie, ale nie chciał tak łatwo dać za wygraną
Rzucił ukradkowe spojrzenia w kierunku drzwi i stwierdził z ulgą, ze strzelba stoi oparta tam, gdzie ją zo-
74
stawił zeszłej nocy. Dało mu to przez moment cień nadziei. Było to głupie; wiedział, że nie mógłby użyć strzelby wobec
gromady kobiet. W stosownym momencie powinien ją rozładować i odłożyć w bezpieczne miejsce.
- Zniadanie gotowe! - Ruth zaczęła ustawiać na stole talerze pełne bekonu, smażonych jaj i chleba.
- No, chodzcie wszyscy, bo ^ostygnie! Hej, Ellen ciągle leży w łóżku! Wstawaj, Ellen! Zniadanie!
Dziecko poruszyło się, otworzyło oczy, ale zanim siadło, leżąc przypatrywało się jakiś czas obecnym.
- Nie chcę wstawać - rzekła nadąsana. - I nie chcę żadnego śniadania.
Samanta spojrzała na Ruth i rozluzniła zaciśnięte usta, powstrzymując się od wybuchu gniewu. Były przecież w obcym domu.
Rzekła więc tylko, wzruszając ramionami:
- Dobrze, proszę bardzo, rób jak chcesz. Ale jeśli będziesz głodna przed obiadem, nie zawracaj nam głowy.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]