
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2. Rodzinne więzy Bevarly Elizabeth Niewolnica miłości [318. Harlequin Desire]
- 2000 09. Gwiazdka miłości 2. Steffen Sandra Kto się boi świąt
- Boge Anne Lise Grzech pierworodny 04 Dziecko miłości
- Miłość pod choinkę 04 Barnett Jill Daniel i anioł
- Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 160 Lucyfer i anioł
- Duquette Anne Marie Ocalony przez miłość
- 260. Landon Juliet Gra w miłość
- 0128. Cross Melinda Legenda o miłości
- O'Brien Anne 03 Pierwsza miłość
- Jack London Michael, Brother of Jerry
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
niego, choćby wyjaśnienia, powinna go odnalezć.
Gwałtownie odstawiła szklankę.
- Masz absolutną rację. Kocham cię, Ruth. Gdybyś była
mężczyzną, chyba oddałabym ci serce.
- Drobnostka - zachichotała zakłopotana przyjaciółka. - Nie
jestem w twoim typie. Ty uważasz, że zdrowo jest się wypocić.
Ja natomiast twierdzę, że zdrowie to miękka skóra na piętach.
Znajdz tego faceta i daj mu w kość. Jak będzie trzeba, napluj mu
w twarz. Ja na wszelki wypadek zaczekam na ciebie z
,,Południowym pocieszeniem".
- Chyba nie usiedzisz w domu - zażartowała Gretchen. -
Pobiegniesz do ,,Toad's Place" wypatrywać nowego kochasia.
Ruth uśmiechnęła się tajemniczo.
- Może tak, może nie. Może dam sobie na razie spokój i
przeczytam parę książek? Szukaj mnie w domu, jeśli będziesz
potrzebowała.
RS
156
Ruth zawsze łatwo znalezć. Cliffa o wiele trudniej, lecz nie
trudniej niż bezimienną kobietę poznaną w leśnej głuszy. Skoro
jemu się udało, Gretchen również się powiedzie! Powinna iść za
głosem serca, nawet w realnym, cywilizowanym świecie. Ruth
podkreśliła przecież, że nie ma nic do stracenia.
Po powrocie do biura zamknęła drzwi swojego gabinetu na
klucz, aby nikt jej nie przeszkadzał, i połączyła się z informacją
w Nowym Jorku.
- PoproszÄ™ numer telefonu pana Powella, mieszkajÄ…cego na
Manhattanie.
Telefonistka była przerażona.
- To całe trzy strony w książce telefonicznej!
- Na imiÄ™ ma Cliff.
Przez chwilę panowała cisza, przerywana tylko szelestem
przewracanych kartek.
- Clifton Powell, ulica West Tenth.
- Czy to w pobliżu Lincoln Center? - spytała Gretchen z
nadzieją w głosie.
Telefonistka zdenerwowała się.
- Przepraszam, ale chyba nie mogę pani pomóc. W książce
jest kilka kolumn C. Powellów.
- No cóż. - Gretchen westchnęła, ale w głowie zaświtała jej
pewna myśl. - A numer telefonu ,,Wielkiej włóczęgi"?
- Słucham? - zniecierpliwiła się kobieta z informacji.
- To nazwa sklepu. Czy może pani znalezć? Telefonistka
podała numer biura centrali sieci handlowej i wyłączyła się.
Gretchen natychmiast wykręciła numer.
- ,,Wielka włóczęga", czym mogę służyć? - odezwała się
sekretarka.
Gretchen wzięła głęboki oddech, aby opanować drżenie głosu.
- Chciałabym mówić z panem Cliffem Powellem.
- Pani nazwisko?
- Gretchen Sprague.
RS
157
- Pana Powella dzisiaj nie ma. Jeśli pani sobie życzy, przekażę
wiadomość.
- Nie, nie, dziękuję.
Położyła słuchawkę na widełki i westchnęła ciężko. A więc
porażka! Sekretarka najpierw spytała, kto dzwoni, a dopiero
potem powiedziała, że Cliffa nie ma. Czyżby zostawił jej
instrukcje na wypadek telefonu od Gretchen? Nie mogła
uwierzyć w taką perfidię.
Znów westchnęła i omiotła wzrokiem pokój. Przypomniała
sobie dzień, kiedy pracowali tu razem. Pochylił się nad nią,
masował jej kark... A przedtem przysłał bukiet rumianków. Stał
przez jeden dzień na blacie. Nazajutrz wyrzuciła go do śmieci.
Cliff odnalazł ją, chociaż odmówiła podania imienia.
Odnalazł i przysłał kwiaty. I mimo że wzgardziła rumiankami i
spaliła liścik, przyjechał do niej.
Dlaczego tak łatwo straciła wiarę w siebie? Przecież była
równie silna, jak on. Niosła plecak prawie tak samo ciężki, jak
plecak Cliffa. Uważał ją za tygrysicę, za poe tkę, za najtwardszą
i najodważniejszą kobietę, jaką spotkał w życiu. Cóż, właśnie
dała pokaz twardości i odwagi...
O drugiej odsunęła analizę renowacji terenów zielonych, nad
którą pracowała. Zdjęła żakiet z oparcia krzesła, wyjęła torebkę
z szuflady i wkroczyła do gabinetu szefa.
- Ralph, muszę dzisiaj wyjść wcześniej. Mam sprawę do
załatwienia w Nowym Jorku.
Mężczyzna podniósł wzrok znad biurka.
- A co z projektem Greenfielda? Chyba pracujesz nad nim?
Gretchen zawahała się.
- Wezmę się do tego w poniedziałek - zapewniła. - Mam
naprawdę bardzo ważną sprawę. Zresztą, dwa tygodnie temu
pracowałam w sobotę nad raportem dla Bentona i Martella -
przypomniała.
Ralph zastanawiał się tak intensywnie, aż twarz mu
poczerwieniała.
RS
158
- Hm, ważna sprawa... W porządku, Gretchen. Jedz i rozerwij
się. Do zobaczenia w poniedziałek.
Jadąc windą, pomyślała, że najtrudniejszą przeszkodę
pokonała.
Na szczęście, godzina szczytu jeszcze się nie zaczęła.
Dokuczał tylko upał. Kiedy dotarła na przedmieścia Nowego
Jorku, nagle zdała sobie sprawę, że nie ma pojęcia, dokąd się
skierować. Tylko parę razy była w centrum i zawsze ktoś jej
towarzyszył. Jak przez mgłę pamiętała, gdzie znajduje się
gmach Lincoln Center. Zapytany przechodzień udzielił
dodatkowych wskazówek.
Zaparkowała w podziemiach i poprosiła strażnika o
wypożyczenie książki telefonicznej. Zdumiał się trochę, ale
uprzejmie wpuścił ją do swojej budki. Przyznała w duchu rację
telefonistce, która nie chciała odczytywać wszystkich C.
Powellów, figurujących w spisie. Znalazła za to adres ,,Wielkiej
włóczęgi".
Strażnik poradził, aby wzięła taksówkę. Zdecydowała jednak,
że taki zapalony piechur jak ona może odległość dziesięciu
przecznic pokonać na własnych nogach, i to szybciej niż
taksówką.
Powietrze było gorące i zadymione. Asfalt lepił się do butów.
Gretchen nie mogła pojąć, jak Cliff, miłośnik natury, może
mieszkać w tak zatłoczonym, hałaśliwym mieście. W
porównaniu z Manhattanem, New Haven wydawało się po
prostu wsiÄ….
Sklep ,,Wielka włóczęga" zajmował parter drapacza chmur.
Biuro sieci handlowej znajdowało się pod tym samym adresem.
Gretchen wkroczyła do sklepu. Dziwnie się czuła w żakiecie.
Sprzedawczynie były ubrane w lekkie czerwone fartuszki, zaś
klienci - w szorty i koszulki.
Podeszła do najbliższego stoiska i spytała o biuro.
- Główne biuro handlowe, tak? Proszę wejść w drzwi
obrotowe po prawej stronie i wjechać na drugie piętro.
RS
159
Gretchen podziękowała. Błogosławiła klimatyzację,
zainstalowaną w holu i w windzie. W mgnieniu oka znalazła się
w przestronnym korytarzu, mieszczÄ…cym administracjÄ™ sieci
sklepów ,,Wielka włóczęga".
Recepcjonistką okazała się zadbana starsza kobieta. Na widok
interesantki uśmiechnęła się. Gretchen dumnie uniosła głowę.
Sądziła, że w ten sposób doda sobie odwagi.
- Chciałabym się zobaczyć z panem Powellem - oświadczyła
tonem budzącym, jak przypuszczała, zaufanie.
- A kim pani jest?
Zbita z tropu, przygryzła wargę. Pamiętała, że sekretarka nie
chciała połączyć telefonu od Gretchen Sprague. Jeśli teraz się
przedstawi, recepcjonistka powie, że Cliffa nie ma.
Wpadła na pewien pomysł.
- Jestem jego narzeczonÄ….
- Kim? - Kobieta wyglądała na zaskoczoną.
- Pan Powell nie jest zaręczony.
- Teraz nie - brnęła Gretchen. - Ale kiedyś był. Przed paru
laty. Mam na imiÄ™ Jenny.
Skoro Cliff podał się za jej brata, czemu nie miałaby udawać
jego dawnej dziewczyny?
- Jenny? - Recepcjonistka z ciekawością zmierzyła ją
wzrokiem. Czyżby to imię coś jej mówiło? Na szczęście, nie
zadawała dalszych pytań. - Strasznie mi przykro, ale pana
Powella nie ma.
Zatem Cliff jej nie unikał.
- Czy istnieje szansa, że uzyskam od pani jego domowy
adres? Nie widzieliśmy się od lat, a właśnie jestem przejazdem
w Nowym Jorku i nie zniosłabym myśli, że się z nim nie
spotkam... Zamierzaliśmy się pobrać... i po tylu latach...
Oto Gretchen Sprague, kłamiąca jak z nut! Sama nie mogła
[ Pobierz całość w formacie PDF ]