
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Graham Lynne Ślub w samą porę
- 687. Michaels Leigh Ślub na życzenie
- 036. Armstrong Lindsay Ślub w Australii
- Chang Eileen Miłość jak pole bitwy
- Collins Eileen Pod wiatr
- Le Guin Ursula Hain 6 Słowo las znaczy świat
- Lorie O'Clare Lunewulf 04 In Her Nature
- Charmed 20 Die Saat des BĂśsen Torsten Dewi
- 143. Harlequin Romance Winters Rebecca Ich dwoje
- 23418727 Carl Gustav Jung The Psychological Types
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Sypialnia z balkonem znajdowała się w odległym naroż-
niku domu. Nie paliły się tu żadne światła i Annie, wpadając
do środka, zderzyła się z czymś, co stało tuż obok drzwi
sypialni była to masywna szafa.
Doskonale powiedział Jack, zamykając czym prę-
dzej drzwi i przechodząc błyskawicznie na drugi koniec
szafy. Pomóż mi ją popchnąć. Zablokujemy tym drzwi.
Pospieszyła mu z pomocą, ale szafa była straszliwie
ciężka. O, Boże, nigdy w życiu tego nie przesuną ani nie
przewrócą. A Deerbaum jest tuż, tuż. Drugi bok szafy
przesunął się o dwa centymetry... a teraz już o cztery
centymetry. Jeszcze trochę. Pchała całą sobą, czuła wysiłek
212 Eileen Wilks
Jacka obok, aż wreszcie szafa przewróciła się z łomotem
i zablokowała drzwi.
Popędzili do rozsuwanych przeszklonych drzwi na prze-
ciwległej ścianie. Znów usłyszeli strzał i posypały się drzazgi
z drzwi, które właśnie zabarykadowali.
Jack wycelował pistolet w tamtym kierunku i oddał
strzał. Rozległ się śmiech Deerbauma.
Annie rozsunęła drzwi. Balkon był mały i prowadził
donikąd. Dom był zbudowany na skarpie, do ziemi mieli
więc chyba dziesięć metrów, choć trudno było dokładniej
rozeznać się w ciemnościach.
Jeżeli nie damy rady zejść powiedział Jack wdra-
piemy się na górę.
Podał jej broń i usiadł okrakiem na balustradzie, cały czas
lekko się chybocząc. Jedną ręką trzymał się ściany domu
i wyginając do tyłu głowę, próbował zobaczyć dach. Kra-
wędz znajdowała się w zasięgu ręki, ale nie było czego się
złapać.
Głośne walnięcie w drzwi oznaczało próbę sforsowania
ich przez Deerbauma i usunięcie z drogi szafy. Znów
ogłuszający strzał. Nie udało mu się przedostać przez drzwi,
za to udało się kuli.
Jack zeskoczył z balustrady na balkon.
Stań na moich ramionach, Annie powiedział tak
cichym głosem, żeby Deerbaum nie mógł usłyszeć. To nie
będzie zwykła wspinaczka, ale się uda.
Zorientowała się, do czego zmierza, i potrząsnęła głową.
Dobry pomysł, tylko nie te ramiona. Podciągnę się na
dach, stojąc na twoich ramionach, ale nie dam rady wciągnąć
ciebie. Nie jestem na tyle silna. Idz pierwszy, a potem
wciÄ…gnij mnie.
Zawahał się.
Do licha, Jack, udzwignę twój ciężar przez parę
sekund. Tylko się nie zatrzymuj, żeby podziwiać widok.
Zlub w Las Vegas 213
Kiwnął głową i wrócił na balustradę.
Annie odłożyła pistolet i ustawiła się równo z balustradą,
opierając się o ścianę otwartymi dłońmi i rozstawiając nogi
na szerokość ramion dla lepszej równowagi. Modliła się,
żeby adrenalina pozwoliła jej zwiększyć siły, których w nor-
malnej sytuacji nie wydobyłaby z siebie. Uda się, powtarzała
sobie. Musi się udać.
Gotowa? zapytał szeptem.
Kiwnęła głową i wciągnęła powietrze.
Miażdżący ciężar ucisnął jedno ramię, potem drugie, po
czym ustąpił. Spojrzała do góry i zobaczyła błyskawicznie
znikajÄ…ce stopy Jacka.
Balustrada okazała się znacznie węższa, kiedy wspięła się
na nią, węższa, niż jej się zdawało, kiedy Jack wskakiwał
i zeskakiwał z niej. Stała na niej chwiejnie, bolały ją ramiona,
jedną rękę oparła dla równowagi o ścianę domu. Wyciągnięte
ręce Jacka już na nią czekały. Podała mu pistolet. Chwycił ją
mocno i pociągnął. Wierzgnęła nogami, odbiła się stopami od
ściany budynku i poderwała z całej siły do góry. Przez cienką
nocną koszulę krawędz dachu podrapała jej piersi i brzuch,
ale jednym kolanem była już na górze, a potem wjechała cała
noga. Zawadziła o coś stopą, o coś zimnego i metalicznego, co
zaczęło się zsuwać. Pistolet! Ale ani ona, ani Jack nie mieli
wolnej ręki, żeby go złapać, kiedy spadał z dachu.
O, Boże, stracili ich jedyną broń. Usłyszała, jak uderza
o ziemiÄ™ gdzieÅ› daleko stÄ…d, a potem Jack jeszcze raz
ją podciągnął i znalazła się na dachu obok niego. Oparł
się na rękach i na kolanach, spojrzał na nią i przytknął
palec do ust. Kiwnęła głową i także na czworakach podążyła
za nim.
Jeżeli dotąd Deerbaum ich nie usłyszał, to istnieje
możliwość, że nie połapie się, gdzie zniknęli. Może, pomyś-
lała z odrobiną nadziei, dojdzie do wniosku, że zeskoczyli na
ziemię. Może tam będzie na nich czekać. Podniesiony
214 Eileen Wilks
poziom adrenaliny sprawił, że nie docierało do niej wiele
rzeczy na przykład, jaki zimny jest wiatr i że przewiewa na
wylot jej koszulę i szlafrok. Ani też, jak szczypią ją za-
drapania na ciele.
Przykro mi z powodu pistoletu szepnęła.
Lekko dotknÄ…Å‚ jej policzka.
To nie twoja wina. Nie powinienem go tam kłaść.
Poza tym broń ręczna na niewiele się zda wobec potężnego
myśliwskiego karabinu.
Ale byłaby lepsza niż nic.
Co tu się właściwie dzieje, Jack?
Sam chciałbym wiedzieć. Ja... biegłem ścieżką, gdy
usłyszałem Deerbauma i Leah. Zamierzali się do nas
podkraść, i nie sądzę, żeby mieli dobre zamiary.
Ale Amos Deerbaum... czy mógł być w to zamieszany?
Mówiłeś, że jest tak bogaty, że...
Nie wiem. Wiem za to, że postąpiłem jak idiota,
przywożąc cię tutaj. Wymanewrował mnie.
Ale przecież detektyw też uznał, że to dobry pomysł...
Jack zbliżył usta do jej ucha. Jego oddech był ciepły.
Annie, odłóżmy tę rozmowę na pózniej. Teraz najważ-
niejsze jest to, że Deerbaum jest tutaj, ma karabin i zamie-
rza użyć go przeciwko nam. Skoncentrujmy się na tym, jak
stÄ…d uciec.
Rozejrzała się wokół.
Dokąd? Którędy?
Tędy szepnął Jack.
Wciąż na czworakach podpełzli do tej części domu, która
przylegała do klifu. Gdy Jack odwrócił głowę i Annie
zobaczyła wyraz jego twarzy, dotarło do niej, co zamierza.
Nagle pochylił się do przodu. Annie zaparło dech, ale on
już przesadził ponad metrową przepaść między dachem
i klifem. Tkwił jak pająk na granitowej ścianie. A gdyby
nawet znalazł kilka dobrych uchwytów, to co z tego? Czy jej
Zlub w Las Vegas 215
się to uda? Czy potrafi? Nigdy nie uprawiała wspinaczki bez
ubezpieczenia. Zawsze używała haków, lin...
Jack podnosił się na rękach wyżej i wyżej, cały czas wisiał
na rękach, podczas gdy stopy szukały, szukały, wreszcie
jedna stopa znalazła wyłom, po czym znów sięgnął ręką
i szukał kolejnego uchwytu.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]