
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Carranza Maite Wojna Czarownic Tom 1 Klan Wilczycy
- 122. Baxter Mary Lynn Moje maleśÂ„stwo
- Claudia Gray Wieczna noc 03 Ucieczka
- Gerber Michael Barry Trotter. Tom 2 Barry Trotter I Niepotrzebna Kontynuacja
- 036. Armstrong Lindsay śÂšlub w Australii
- Teksty z Egzorcyzmów Anneliese Michel oraz opinie internautów(1)
- Morgan Sarah Grecki specjalista
- Darwin Charles, The Next Million Years (how to kill off excess population) (1953)
- Debra Glass [Phantom Lovers 03] Watchkeeper (pdf)
- Chmielewska, Joanna Skradziona kolekcja
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
zerkaniem przez uchylone drzwi, gdy ktoś z personelu wchodził lub wychodził z sali. Pacjenci leżeli
oddzieleni od siebie parawanami, więc niewiele mogła zobaczyć, ale rozpoznała dłoń babci Róży na
kołdrze i za każdym razem patrzyła na nią, jak na dowód, że staruszka żyje. Wreszcie zza drzwi z mleczną
szybą wyszedł ten sam lekarz, który wcześniej nie chciał udzielić jej informacji. Podszedł do Tamary
i powiedział:
Dlaczego pani nie mówiła, że jest córką doktor Dobrosz? Rozmawiałem już z pani mamą, ale
prosiła, żebym to pani powtórzył. Stan pani znajomej jest stabilny. Na szczęście nie był to rozległy zawał
i udało się opanować sytuację. Poleży u nas jeszcze kilka godzin, a po obiedzie przewieziemy ją na
kardiologię. Jutro możecie ją panie odwiedzić. A dzisiaj radziłbym pojechać do domu i odpocząć.
Pacjentka jest co prawda przytomna, ale nie wolno do niej wchodzić. Zresztą i tak nie miałaby siły na
przyjmowanie gości.
Dziękuję, panie doktorze.
Zdecydowała, że najlepiej zastosować się do rady lekarza. Powinny odpocząć. Pomyślała
z niepokojem o rozpalonej kuchni w białym domku. Nie miała pojęcia, czy powinna była ją tak
zostawiać, czy nie stanie się nic złego. Poza tym był jeszcze Barnaba, na pewno głodny i obrażony,
a może zdezorientowany zniknięciem gospodyni. Sama też nie jadła nawet śniadania i teraz, kiedy nerwy
trochę opadły, poczuła burczenie w brzuchu. Marysia też powinna coś zjeść.
Kamil, jedziesz z nami?
Nie, dzisiaj nie mogę. Pomagam ojcu w warsztacie, wyrwałem się na chwilę, bo Majka dzwoniła,
ale obiecałem, więc& popatrzył na dziewczynę pytająco.
Leć uśmiechnęła się Majka. Już wszystko OK. Posiedzę z mamą.
To do widzenia pani pożegnał się Kamil.
Grzeczny chłopak. I taki miły pomyślała Tamara. Dobrze, że odpisałam na tę wiadomość. Dewiza
babci Róży jak zwykle się sprawdziła. Marysia jakby wyczuła, o czym myśli matka, bo nie patrząc na nią,
powiedziała:
Po feriach będzie mnie uczył matmy.
Ewa Dobrosz czuła się w tym szpitalu jak w domu. Spędziła tu wiele lat, pełniła niezliczoną ilość
dyżurów, wykonała pewnie tysiące zabiegów i operacji. Znała każdy zakamarek budynku, wiedziała, jak
najkrótszą drogą pokonać labirynt korytarzy i pięter, żeby dojść z jednego oddziału na drugi. Wyszkoliła
kolejne pokolenie lekarzy i wielu pracowników pamiętało ją jeszcze, chociaż od ośmiu lat była na
emeryturze. Dla tych, którzy nie znali jej osobiście, samo nazwisko mówiło wiele i gdy tylko się
przedstawiła, od razu traktowano ją z szacunkiem należnym starszej koleżance.
Po telefonie Tamary przez chwilę zastanawiała się, co począć. Mogła zadzwonić. Bez problemu
uzyskałaby wszystkie informacje, przekazała je córce i sprawę mogłaby uznać za załatwioną. Nie musiała
przecież robić nic więcej. Nie miała żadnych zobowiązań wobec Róży Marcisz. Przez lata zastanawiała
się nad tym wielokrotnie i kierując się tym, co zawsze ceniła najbardziej, czyli rozsądkiem, dochodziła
do takich właśnie wniosków. Po pewnym czasie w ogóle przestała się nad tym zastanawiać i pewnie
byłoby tak już do końca jej dni, gdyby nie tamten telefon. Stara Marciszowa wyskoczyła jak diabeł
z pudełka i przypomniała Ewie Dobrosz o tym, o czym tak bardzo chciała zapomnieć.
Wystarczy zadzwonić, a potem znowu zapomnieć. Tak byłoby najlepiej. Po co rozdrapywać stare
rany? Komu i do czego to potrzebne?
A jeżeli Róża Marcisz umrze? Odejdzie na zawsze? Ta myśl wywołała w Ewie Dobrosz uczucia,
których nie lubiła i które uznawała za przejaw słabości. Poczuła mieszankę żalu, tęsknoty i smutku.
Rozum podpowiadał jej, że jeżeli tak się stanie, to ona wcale nie uwolni się od tego, co zepchnęła na dno
serca i o czym chciała zapomnieć. Z pozoru wyglądało to na dobre rozwiązanie, bo wtedy jedyną osobą
znającą prawdę byłaby już ona sama, ale czy to sprawi, że będzie jej lżej?
Zmierć odbiera wszystkie szanse. Ewa Dobrosz doskonale o tym wiedziała. Wiele razy w swojej
lekarskiej karierze widziała rozpacz tych, którzy zostali. Rozpacz spowodowaną tym, że nie rozliczyli się
z bliskimi, nie zdążyli załatwić czegoś, co było ważne. Zmarłym było już wszystko jedno, ale żywi nie
umieli sobie z tym poradzić. Wtedy myślała o nich z politowaniem, pewna, że jej to nie dotyczy.
Wystarczy odpowiednie podejście i żelazna logika, by poradzić sobie z każdym problemem, każdym
uczuciem. Dzisiaj, gdy Tamara powiedziała o stanie Róży Marcisz, jej pewność legła w gruzach.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]