
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Helena Mniszkowna Czciciele szatana[JoannaC]
- Chmiel Katarzyna Karina Syn Gondoru 03 Ścieżka Umarłych
- Joanna Russ Female Man
- DeNosky Kathie Skradzione serce
- Chmielewska Joanna 19 Trudny trup
- Chmielewska Joanna Ladowanie_w_Garwolinie
- Chmielewska_Joanna_ _Nawiedzony_Dom
- tressie lockwood a choice between two
- Clancy Thomas Leo (Tom) 5 Zwiadowcy 3 Walka KośÂ‚owa
- śąydzi BolesśÂ‚aw Tejkowski Walka o wolnć… Polske z śąydo Masonami
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
W wydziale dewizowym zaksięgowano sumę jako dar obywatela Wiśniewskiego i
odesłano do skarbca. Sekretarkę wicedyrektora tegoż wydziału tajemniczy osobnik,
tak hojny dla ojczyzny, zaciekawił tylko przelotnie. Następna duża, szara
koperta przyszła w miesiąc pózniej. Była większa niż poprzednia, znacznie
bardziej wypchana i zawierała sumę sześciu tysięcy dolarów w różnych banknotach,
od jednego do stu. Otworzył ją sam prezes, który przyjrzał się przesyłce i
wezwał sekretarkę. - Zdaje się, że już mieliśmy coś takiego - powiedział. - Nie
przypomina sobie pani, czy to ten sam? - Ten sam - odparła sekretarka,
zajrzawszy do dokumentów. - Stanisław Wiśniewski, zamieszkały na Olkuskiej. Kto
to taki? - Nie mam pojęcia. Niech pani prześle do wydziału finansowego z uwagą,
żeby sprawdzili, czy nie fałszywe. Może on je produkuje? Dolary okazały się
najprawdziwsze w świecie. Suma wielkością nie wywołała wstrząsu wśród
pracowników NBP, przyzwyczajonych do dużych liczb, żadna sensacja zatem nie
wybuchła. Kopertę wyrzucono, tak samo jak poprzednią. W dwa tygodnie pózniej
tajemniczy Wiśniewski przysłał dwa tysiące, tym razem drobnymi. Zapisany
drukowanymi literami margines niesprecyzowanej gazety znów informował o
przeznaczeniu dóbr na skarb państwa. Kiedy w odstępie kilku dni przyszły jeszcze
trzy przesyłki, zawierające razem 7200 dolarów, sekretarka wicedyrektora
wydziału dewizowego poczuła się nieco zaintrygowana. Dwie ostatnie koperty wraz
z marginesami gazety na wszelki wypadek schowała i zadzwoniła do sekretarki
prezesa, która była jej przyjaciółką. - Słuchaj, co z tym Wiśniewskim od
dolarów? - spytała ciekawie. - Kto to jest? - Nie mam zielonego pojęcia. Pewnie
szaleniec. - A co minister na to?
- Nic. Mówi, że chyba jakiś patriota. Ale moim zdaniem patriota wymieniłby je po
urzędowym kursie na złote polskie, a nie dawał w prezencie. Uważam, że raczej
bogaty obłąkaniec. - %7łeby chociaż pisał, że na Zamek, to jeszcze można by
zrozumieć. Ale tak zwyczajnie, na skarb państwa i już? - Moja droga, ja sama się
dziwię... Kilka tygodni był spokój, po czym Wiśniewski popadł w szaleństwo.
Prawie codziennie albo co drugi dzień przychodziły szare, wypchane koperty,
zawierające gotówkę w obcej walucie. Całość wzbogacających skarb państwa
podarunków przekroczyła 50 tysięcy dolarów. Darowizny na rzecz państwa nie
stanowią tajemnicy urzędowej, wszyscy pracownicy NBP zdradzili zatem swoim
najbliższym szczegóły dziwnej postawy szlachetnego Wiśniewskiego. Najbliżsi,
mniej otrzaskani z sumami idącymi w dziesiątki tysięcy dolarów, poczuli-się
zaintrygowani i wzruszeni i puścili rzecz dalej. Wzruszyło się więcej osób, nikt
jednakże nie umiał znalezć rozsądnego wytłumaczenia. Wiśniewski po szaleńczym
zrywie niejako usystematyzował swoją działalność, przysyłając pieniądze
regularnie co dwa tygodnie. Trwało to jakiś czas, po czym przycichło. Po tym
nadeszło 5 tysięcy za jednym zamachem, drobnymi, tym razem ulokowane w pudełku
po dwóch kilogramach wafelków w czekoladzie produkcji fabryki "Olza" w
Cieszynie. W Cieszynie właśnie mieszkał mój kuzyn, Wiśniewski... Zaraz po owych
pięciu tysiącach drobnymi mąż sekretarki wicedyrektora wydziału dewizowego
wyjeżdżał w podróż służbową do NRD na trzy tygodnie i zostawiał żonę z
samochodem bez klaksonu. Pakując się, udzielał jej instrukcji. - Nie możesz tak
jezdzić - mówił z troską. - Pierwszy milicjant cię złapie. Ja już nie zdążę,
więc musisz to załatwić sama. Pojedziesz do elektryka na Olkuską, on jest czynny
do piątej, umówisz się z nim i załatwi ci od ręki. - Gdzie ta Olkuska? - spytała
sekretarka, niezadowolona z komplikacji. - Na Mokotowie. Od Puławskiej odchodzi,
pomiędzy Dolną a dworcem PKS. W razie gdyby on się uparł, że trzeba kupić
nowy... - Czekaj, czekaj! - przerwała sekretarka pośpiesznie. - Na jakiej,
mówisz? Na Olkuskiej? - Na Olkuskiej. Bo co? - Ależ na Olkuskiej mieszka ten
Wiśniewski, który przysłał nam już prawie siedemdziesiąt tysięcy dolarów! Tak,
oczywiście! Olkuska osiemdziesiąt sześć! - Co ty powiesz? - zdziwił się mąż,
wracając do pakowania i nagle znów się wyprostował. - Ile? Osiemdziesiąt sześć?
- Osiemdziesiąt sześć.
Mąż patrzył na sekretarkę zdumiony.
- Bzdura! Osiemdziesiąt sześć! Tam w ogóle nie może być takiego numeru! Ta cała
ulica składa się z paru domów, to jest taki kawałek jak stąd do najbliższej
latarni! Pomyliłaś się chyba? - Ależ skąd! Pamiętam doskonale, mam przecież te
koperty od niego. Może ta ulica jest tak dziwnie numerowana? Mąż za dwie godziny
miał samolot do Berlina, nie mógł zatem zająć się rozwikłaniem tajemnicy. Wrócił
do pakowania, bardzo zadowolony. - W ten sposób mam pewność, że pierwsze, co
zrobisz, to załatwisz klakson - rzekł z satysfakcją. - Z samej ciekawości
pojedziesz na tę Olkuską. Zrób to dla mnie i jedz w godzinach pracy, kiedy ten
elektryk będzie otwarty... Sekretarka odwiedziła ulicę Olkuską nawet dwa razy,
znalazła elektryka i przekonała się niezbicie, że numer 86 jest czystą i
nieskalaną fikcją. Bardzo przejęta, zadzwoniła do przyjaciółki. - Słuchaj,
powiedz ministrowi przy okazji, że ten Wiśniewski w ogóle nie istnieje. A jeśli
istnieje, to w każdym razie nie na Olkuskiej. Byłam i sprawdzałam, tam w ogóle
nie ma takiego numeru. Wiadomość błyskawicznie rozeszła się po całym banku i
wywołała lekkie poruszenie. Dobroczyńca najwyrazniej w świecie chciał pozostać
nie rozpoznany i podał fałszywy adres. Złośliwi wysuwali wprawdzie
przypuszczenia, iż na skutek zaburzeń umysłowych, których dowodem mogła być jego
[ Pobierz całość w formacie PDF ]