
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Helena Mniszkowna Czciciele szatana[JoannaC]
- Chmiel Katarzyna Karina Syn Gondoru 03 Ścieżka Umarłych
- Joanna Russ Female Man
- 2002 03. Świąteczne podarunki 2. Greene Jennifer Dzieci szczęścia Gwiazdkowy Dom
- Chmielewska Joanna 19 Trudny trup
- Chmielewska Joanna Ladowanie_w_Garwolinie
- Chmielewska, Joanna Skradziona kolekcja
- Modesitt, LE Forever Hero 1 Dawn For A Distant Earth
- D299. Hingle Metsy Dziecko miśÂ‚ośÂ›ci
- 2 New Moon
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
we wskazanym przez siostrę kierunku, ujrzał psa i oprzytomniał. Spojrzał zresztą
tylko dlatego, że przemocą odwracała mu głowę we właściwą stronę, omal nie
ukręcając karku.
Rany! wyszeptał z podziwem. Cały czas tak stoi w tym oknie?
Chaber uznał, że czas zaprosić państwa do współpracy. Obejrzał, się, wark-
nął jeszcze raz, opadł na cztery łapy i przyjął zwykłą, charakterystyczną pozę.
Znów obejrzał się na Janeczkę i znów zastygł w bezruchu z nosem wyciągniętym
w kierunku okna. Wystawiał złoczyńcę.
Pawełek podjął decyzję w mgnieniu oka.
Wyłazimy, prędzej! Rany, gdzie moje kapcie. . . ? Nie drzwiami, oknem,
drzwiami obudzisz cały dom! On tu przylazł, pewnie się ładuje na strych!
Chaber oknem nie wyjdzie! zaprotestowała rozpaczliwie Janeczka.
E tam, nie wyjdzie! Pomożemy mu! Prędzej!
Gdyby ktoś spytał któregokolwiek z rodzeństwa, w jakim właściwie celu wy-
łazili oknem i uprawiali polowanie na złoczyńcę, żadne nie umiałoby odpowie-
dzieć. Wiadomo było przecież, że schwytać go nie zdołają, ponadto schwytanie
nic by nie dało, cóż bowiem można mu było udowodnić? Aażenie po dachu i gu-
51
bienie rękawiczek. Nie są to przestępstwa najpotężniejszej kategorii. Niemniej,
równie dokładnie było wiadomo, że przepuszczenie okazji, pozostawienie go
w spokoju i rezygnacja z polowania stanowiłyby niedbalstwo wręcz karygodne!
Chaber aż drżał z niecierpliwości. Pawełek wylazł pierwszy, zeskoczył na
miękką, mokrą ziemię, wyciągnął ręce po psa. Chaber z łatwością wskoczył na
okno, wypadł z niego wprost Pawełkowi na głowę, zjechał po nim w dół, omal
go nie przewracając. Skoczył w ciemność przed siebie, ale Pawełek zatrzymał go
energicznym, rozkazującym syknięciem.
Chaber, stój! Do nogi! Tu, czekać!
Chaber niechętnie zawrócił. Kręcił się, ciągle drżąc nerwowo i przysiadając
na tylnych łapach jak na sprężynach. Janeczka, pełna obaw o psa, wyskoczyła
w okropnym pośpiechu. Pawełek nie zdążył znalezć kapci, obydwoje byli boso,
nogi od razu poczuły wilgotny, przenikliwy chłód.
Przytrzymując Chabra, przemknęli pod murem domu kilka metrów, aż mogli
dojrzeć skośny dach szopy nad garażem. W mroku wszystko było słabo widoczne.
Na dachu coś się kotłowało.
Jest! wyszeptała Janeczka bez tchu. Patrz!
Jest! przyświadczył Pawełek ledwo dosłyszalnie. Złazi. Mówiłem,
że był na strychu!
Zamarli pod ścianą budynku, trzymając i uspokajając zdenerwowanego psa.
Jakaś czarna postać lekko zeskoczyła z dachu i ruszyła przez ogród w kierun-
ku dziury w ogrodzeniu. Bardziej była słyszalna niż widoczna, bo opadłe liście
szeleściły jej pod nogami.
Do dziury było zaledwie kilka metrów. Postać wniknęła w nią i przestała sze-
leścić.
Niech przelezie szeptał Pawełek gorączkowo. Zaraz za nim pójdzie-
my. . .
Boso? zaniepokoiła się niepewnie Janeczka.
A co, będziesz teraz wracała po buty. . . ?!
Postać niewątpliwie oddaliła się już dostatecznie. Janeczka puściła psa i rów-
nocześnie z nim obydwoje poderwali się do biegu.
Szukaj, Chaber! Szukaj!
Chabra nie trzeba było zachęcać. Znikł z oczu od razu, przez dziurę przemknął
bezszelestnie. Zobaczyli go dopiero na ulicy, znikającego za skrzyżowaniem. Po-
pędzili za nim.
Rany, ale będziemy mieli brudne nogi! wydyszał Pawełek takim tonem,
jakby sprawiało mu to szaloną satysfakcję.
Podwiń spodnie poradziła Janeczka. Bo jeszcze będziesz musiał ro-
bić pranie.
Chaber się gdzieś zapodział, zatrzymali się na skrzyżowaniu niepewni i zdez-
orientowani, rozglądając się wokół. Wreszcie dostrzegli go dość daleko, przy na-
52
stępnej bocznej ulicy, oświetlonego bliską latarnią, zastygłego w bezruchu.
Jest! uradował się Pawełek. Chaber go wystawia jak kuropatwę!
Lećmy na tamtą stronę ulicy, wyjrzymy zza rogu!
Zanim zdążyli dopaść psa, usłyszeli warkot zapalonego silnika samochodu.
Chaber obejrzał się na nich, zniecierpliwiony i zdenerwowany, bo zwierzyna, naj-
wyrazniej w świecie, znów mu uciekła przez ich opieszałość. Oczekiwał zapewne,
iż zdążą ją zastrzelić.
Silnik ryknął głośniej, zza żywopłotu trysnęły światła reflektorów. Chaber bły-
skawicznie znikł z oczu, przywarował gdzieś w mroku, w cieniu gałęzi, zupełnie
jakby odgadywał intencje swoich państwa. Pawełek popchnął Janeczkę, razem
wtłoczyli się w mokry, kłujący żywopłot. Z bocznej ulicy wyjechał samochód,
skręcił w prawo, zamiótł światłami z daleka od nich i oddalił się, nabierając szyb-
kości.
Rodzeństwo wylazło z żywopłotu.
Nie widział nas stwierdził z zadowoleniem Pawełek, usiłując uwolnić
piżamę od kolczastych gałęzi. Chaber też się schował, rany, jaki to inteligentny
pies!
Janeczka szarpnięciem oderwała nogawkę od zieleni.
Przecież mówiłam. Chaber, chodz tu! Wracamy! Zauważyłeś, co to było?
Zwyczajny trabant. WSG dwadzieścia osiem i coś tam.
Na końcu było dwadzieścia dwa. Tyle widziałam.
To znaczy razem WSG 2822. On nie jest z Warszawy.
SkÄ…d wiesz?
Numery z województwa. Jakiś tam Pruszków albo co. Pośpieszmy się, bo
mi nogi zmarzły.
Teraz, kiedy emocja przestała ich rozgrzewać, poczuli, jak jest mokro i zim-
no. Klepiąc w chodnik bosymi stopami, przyśpieszyli powrót do domu. Chaber,
uszczęśliwiony rozrywką, biegł przed nimi.
Kochany, mądry pies powiedziała czule Janeczka, przełażąc przez dziu-
rę. Trzeba mu dać coś dobrego, zasłużył sobie.
Pójdę do kuchni po kawałek ciasta zaofiarował się Pawełek. On woli
ciasto niż mięso. Musimy wracać tą samą drogą, przez okno, bo drzwi są zamknię-
te od wewnÄ…trz.
%7łeby nas tylko nie dojrzeli! Zaraz wymyślą katar i będą okropne krzyki.
Te nogi musimy chyba umyć w gorącej wodzie.
Dla świętego spokoju możemy nawet zjeść aspirynę. Jest w szafce, w ła-
zience. . .
Myjąc nogi i usiłując usunąć z piżamy co widoczniejsze ślady nocnej wypra-
wy, Pawełek zawyrokował, że ten złoczyńca to półgłówek. Albo maniak. Aazi po
[ Pobierz całość w formacie PDF ]