
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Gordon Dickson Dragon 03 The Dragon on the Border (v1.3)
- Fred Saberhagen Vlad Tepes 03 Vlad Tapes
- 2002 03. Świąteczne podarunki 2. Greene Jennifer Dzieci szczęścia Gwiazdkowy Dom
- Holly Lisle World Gates 03 Gods Old And Dark
- Chmiel Katarzyna Karina Syn Gondoru 03 Ścieżka Umarłych
- Hill_Livingston_Grace_ _Bliżej_serca_03_ _Szkarłatne_róże
- Arthur Conan Doyle Sherlock Holmes 03 Pies Baskerville'Ä‚Å‚w
- Asprin, Robert Thieves World 03 Shadows of Sanctuary
- Alan Dean Foster Catechist 03 A Triumph Of Souls
- Debra Glass [Phantom Lovers 03] Watchkeeper (pdf)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
znak, byśmy weszli.
Otworzyłam drzwi. Za nimi znajdował się mały pokoik o skośnym suficie - stary
magazyn, może strych, przerobiony na ciasną sypialnię. Podwójne łóżko wypełniało niemal
całe wnętrze, a resztę przestrzeni zajmowały pudla z papierowymi wachlarzami i parasolami.
Jedyna lampa miała haftowany jaskrawo żółto-pomarańczowy abażur, który dawał
zaskakująco ciepłe i niemal ładne światło. Pośrodku łóżka, pod czarną jedwabną kołdrą
ozdobioną smokiem, oparty na kilku poduszkach, leżał Balthazar.
- Bianca? - Nie mógł uwierzyć własnym oczom. - Lucas?
- Lepiej wyglądasz - powiedziałam. Rzeczywiście tak było, choć jeszcze nie odzyskał
pełni sił. Jego podbródek i policzki wciąż znaczyły blizny. Balthazar nie miał na sobie
koszuli, więc widać było wyraznie ciemną gwiazdę pośrodku jego piersi - miejsce, gdzie
Lucas wbił kołek. Wszystko to jednak wydało mi się mało ważne wobec uśmiechu, jaki
rozjaśnił jego twarz. - Wspaniale widzieć was oboje. - Ucieszył się. - Ale to niebezpieczne.
- Nie wiesz, o co chodzi. - Lucas zamknÄ…Å‚ za nami drzwi. - Tym razem to my
uciekamy.
I - Co?
- Wpadłam - wyznałam. - Raquel zobaczyła, jak piję krew i... No cóż, wydała mnie.
Ledwie udało nam się uciec.
- Raquel? Niemożliwe, ona by tego nie zrobiła... - Po chwili zastanowienia zmienił
jednak zdanie. - Przykro mi.
- Porozmawiajmy o czymś innym - rzekłam pospiesznie. - Jeśli zacznę dzisiaj płakać,
chyba nic będę potrafiła przestać.
Balthazar usiadł na łóżku, krzywiąc się z bólu.
- Usiądzcie. Oboje - powiedział uprzejmie. Jedynym wolnym miejscem było jego
łóżko. Kiedy przysiadłam na materacu w nogach, ogarnęła mnie nieodparta chęć położenia
się, więc wyciągnęłam się w poprzek. Lucas usiadł obok mnie po turecku i gładził po łydce.
Aóżko Balthazara wydało mi się najwygodniejszym miejscem na ziemi. Dopiero teraz
uświadomiłam sobie, że od ponad sześciu tygodni nie spałam na prawdziwym materacu.
Prawie zapomniałam, że coś może być tak miękkie.
- Czego potrzebujecie? - spytał Balthazar.
- Forsy - wypalił bez ogródek Lucas. - Jeśli masz. Balthazar machnął ręką w stronę
rogu pokoiku.
- Mój portfel jest w kieszeni spodni. Wez go, dobrze?
Lucas wyjął portfel i rzucił go Balthazarowi. Patrzyłam szeroko otwartymi ze
zdumienia oczami, jak Balthazar wyjmuje siedem studolarowych banknotów i wciska w rękę
Lucasowi.
- Dałbym wam więcej, gdybym miał. Lucas zerknął na pieniądze.
- To... hm, tego jest sporo.
- Uratowałeś mi życie, Lucasie - odparł Balthazar. - Chyba jestem ci coś winny.
Lucas pokręcił głową.
- Nie masz życia, które mógłbym uratować, chłopie.
- Wiesz, o co mi chodzi.
- Tak, chyba tak. - Lucas milczał przez chwilę.
- Balthazarze, nie możemy ci zabrać wszystkich pieniędzy - zaprotestowałam.
Ku mojemu zaskoczeniu roześmiał się.
- To nie sÄ… wszystkie moje pieniÄ…dze.
Kiedy zmarszczyłam brwi zdezorientowana, Balthazar oparł się o zagłówek i
uśmiechnął.
- W XVIII wieku zainwestowałem w cukier. W XIX w węgiel. Na początku XX
kupiłem parę akcji Forda. Pod koniec XX wieku sprzedałem je i włożyłem pieniądze w
komputery. To nie pieniądze są moim problemem. - Westchnął. - Gdybyście mogli zostać w
Nowym Jorku jeszcze tydzień, mógłbym pójść do banku i wziąć dla was prawdziwą forsę.
- To wystarczy, krezusie - rzekł Lucas. - Teraz możemy się wydostać z miasta.
- Jeśli to z powodu dumy, to proszę, zastanów się i daj spokój. - Balthazar spojrzał na
niego z powagą. - Bezpieczeństwo Bianki jest ważniejsze niż nabijanie punktów.
- To nie ma nic wspólnego z dumą. - Lucas zmierzył go wzrokiem. - Nic możemy
zostać w Nowym Jorku ani dnia dłużej. Po południu będą obserwować pociągi i autobusy, o
ile już tego nie robią. - Nie macie czasu nawet, żeby odpocząć, co?
- Raczej nie - odparłam. Z żalem podniosłam się z miękkiego łóżka. - Czy będziemy
mogli cię tutaj znalezć?
- Minie jeszcze tydzień albo dwa, zanim stanę na nogi. Zostanę tu.
- Ale pózniej... Czy ci ludzie na dole będą mogli przekazać list? Albo czy mają
telefon, na który moglibyśmy zadzwonić? - Poczułam, że coś zaczyna mnie ściskać w gardle.
- Musi być jakiś sposób, żebyśmy mogli się skontaktować. Przecież nie żegnamy się na
zawsze, prawda?
Balthazar i Lucas spojrzeli na siebie. Wiedziałam, że obaj uważają, iż byłoby
bezpieczniej, gdybyśmy naprawdę rozstawali się na zawsze. Widziałam też, że Balthazar nie
chce, żeby to był koniec dla nas, a Lucasowi nie do końca się to podoba.
- Wezcie wizytówkę przy kasie na dole - powiedział Balthazar i spojrzał Lucasowi
prosto w oczy. - Możecie się do mnie dodzwonić, dopóki tu zostanę, a potem będę sprawdzał,
czy nie ma dla mnie żadnej wiadomości. Zapytajcie też o transport. Można się wydostać z
Nowego Jorku, nie korzystając z pociągu ani autobusu. - Zapadła chwila niezręcznego
milczenia. - Poproście ich o krew, zanim pójdziecie. Przynieśli mi wczoraj trochę ze szpitala,
więc pewnie jeszcze zostało - dodał pospiesznie.
- Powinieneś wiedzieć jeszcze o czymś. - Czułam się nieswojo, rozmawiając o tym z
Balthazarem, ale byłam pewna, że dowie się prędzej czy pózniej. Lepiej, żeby miał się na
baczności. - Charity jest w Nowym Jorku.
- Co? - Balthazar poderwał się gwałtownie. - Próbuje mnie znalezć? Potrzebuje
pomocy?
- Potrzebuje pomocy - odparł ze śmiertelną powagą Lucas. - Ale nie twojej.
Posłałam mu miażdżące spojrzenie.
- Ma się dobrze. Martwi się o ciebie, to wszystko. - Zastanawiałam się, czy
opowiedzieć mu o ataku, ale postanowiłam to przemilczeć. Balthazar był ranny i lepiej było
nie niepokoić go takimi nowinami.
- I jeszcze jedno - wtrącił Lucas. W pierwszej chwili myślałam, że chce dodać coś o
Charity, ale myślał bardziej konstruktywnie. - Czarny Krzyż podejrzewa że mogliśmy cię
wypuścić. Będą szukać i ciebie, więc nie zostawaj na Manhattanie dłużej, niż musisz.
- Rozumiem.
Przysunęłam się bliżej i objęłam Balthazara za szyję. Z powodu rany na piersi nie
mogłam się do niego przytulić, ani też naprawdę nie chciałam tego robić. Tak było dobrze.
Oparł głowę na moim ramieniu.
- Dziękuję - szepnęłam.
- To ja dziękuję - odparł. - Wam obojgu.
Dopiero teraz, gdy już wiedziałam, jakie to uczucie, stać pośrodku kręgu łowców
[ Pobierz całość w formacie PDF ]