
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Komuda Jacek Jurewicz Maciej 36 pięter w dół
- Ostatnie pięć dni Julie Lawson Timmer
- Balcerzan Edward Któż by nas takich pięknych
- Barton Beverly Cherokee Point 01 Piąta ofiara
- Linda Farstein AC 01 Final Jeopardy (v1.1)
- Lien_Merete_ _Zapomniany_ogród_06_ _Ucieczka
- Herbert Zbigniew BarbarzyśÂ„ca w ogrodzie
- F.OSSEDOWSKI Lenin
- Emily Bronte Wichrowe Wzgórza
- Cartland Barbara Kobiety teśź majć… serca
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ilemaszlat.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Dallas widzial jedynie z profilu.
- Pan Sloan, agent specjalny FBI, zgadza silll? - Rudowlosa
zmierzyla Dallasa od stop do glow.
- Sklld pani wie? - Dallas skierowal uwaglllna kelnerklll.
- Jestem Jazzy Talbot. Genny jest mojllnajlepszllprzyjaciolkll. Nie
mamy przed sobllzadnych tajemnic. - Skinllllaglowll w kierunku stolika,
przy ktorym siedziala Genny. - To Royce Pierpont. Tylko silllprzyjaznill,
chociaz chcialabym, zeby bylo z tego cos willlcej.
- Zycie prywatne paniMadoc mnie nie interesuje. Skoropowiedziala
pani, kim jestem, to na pewno wyjawila tez, po co przyjechalem do
Cherokee Pointe.
Jazzy skinllllaglowll.
- Powiedziala mi jeszcze, ze sPllldzilpan u niej zeszlll noc. - Jeszcze
raz zmierzyla go wzrokiem. - Doskonale pana opisala.
- Moglaby pani jej powiedziec, ze tu jestem? - poprosil Dallas. -
Nie chClllprzeszkadzac, ale szeryf Butler silllniepokoil. Chyba trochlllza
dlugo nie wracala z kolacjll.
- Uhm... Jacob rzeczywiscie martwi silll 0 Genny. Jak chyba
wszyscy. Wie pan, jest wyjlltkowll osobll. Bardzo Ufnlli troskliwll.
Jazzy czekala, jakby spodziewala sillljakiejs reakcji, ale Dallas
nie mial pojlllcia, co chciala uslyszec. Nie znal Genny, mogl opierac
sillljedynie na pierwszym wrazeniu, ktore najwyrainiej pokrywalo silll
z opinill Jazzy. Skinlll gloWll.
- Jacob przyglllda silllmlllzczyznom,ktorzy silllobok niej pojawiajllci~
nlllla Jazzy. - Od zawsze. Nie zeby bylo ich tak wielu. Ostatnio krlllci
silllkolo niej Royce. Jest w miescie od niedawna i Genny go lubi, ale nic
willlcej.Jest tez Brian MacKinnon, bogaty i wplywowy, ale Jacob go nie
lubi. Ja sarna tez nie przepadam za panem Kasiastym. Jednak Genny
uwaza, ze mozna go zmienic.
- Pani Talbot, dlaczego pani ... ?
- Genny potrafi dostrzegac w ludziach to, co najlepsze. To jeden
z jej darow. Ona widzi w panu to, co najlepsze, panie Sloan. Nie chClll
nawet myslec, ze moglby pan jll rozczarowac.
- Proszlllposluchac, nie wiem, co Genny pani 0 mnie powiedziala,
ale ...
- Powiedziala, ze byl pan dla niej bardzo mily rano, kiedy wybudzila
silllze ... ze swojej wizji. Jest po nich zupelnie wyczerpana i trzeba
wtedy przy niej bye. Cieszlllsilll,ze nie byla sarna.
Dallas spuscil glowllli przygllldal silllczubkom swoich przemoknillltych
butow. Najwyrazniej najblizsi Genny wierzll, ze ma wizje i szosty
zmysl. Widocznie latwiej nabierac ludzi, ktorzy cilllkochajll.
Zanim Dallas zdllzyl zastanowic silll nad odpowiedzill, Jazzy
podeszla do Genny i powiedziala jej cos na ucho. Dziewczyna spojrzala
na Dallasa. Jej usta rozci~nlllly silllw szerokim usmiechu. Wyci~nlllla
rlllklll i pomachala do niego. Royce Pierpont odwrocil silllpowoli i zerknlll
na Dallasa przez ramilll. Krysztalowo bllllkitne oczy patrzyly na niego
z ciekawoscill. I z zazdroscill? Genny powiedziala cos do Pierponta
i pochylila silll,zeby pocalowac go w policzek. Wzilllla stojllcll na stole
paczklll i ruszyla w stronlllDallasa.
Wyszedl jej naprzeciw i wzilll od niej pudelko. '
- Szeryf silll0 ciebie martwil.
- Przykro mi, ze Jacob silll niepokoil - powiedziala Genny. -
Zatrzymal mnie ...
- Chlopak? Czy moze powinienem powiedziec: jeden z twoich
chlopakow?
- Widzlll,ze rozmawiala z tobll Jazzy. - Genny spojrzala na niego
zaskoczona i westchnlllla.
- Gdzie masz plaszcz? - burknlll Dallas.
- OJ, kurczlll,zostawilam go na ...
Pierpont podszedl do Genny, stanlll za nill i zarzucil jej plaszcz
na ramiona. Zatrzymal dlonie na jej ciele nieco dluzej niz powinien,
a przynajmniej tak wydawalo silllDallasowi, ktory usilowal nie gapic silll
na zaborczy uscisk mlllzczyzny.
- Chyba nie masz zamiaru go zostawic - odezwal si~ Pierpont. -
Nie chc~, zebys przemarzla.
- Dzi~kuj~, Royce. - Genny poslala mu kolejny promienny
usmiech.
M~zczyzna spojrzal Dallasowi w oczy i wyci~n~J dlofi.
- Nazywam si~ Royce Pierpont, jestem jednym z absztyfikant6w
Genny.
Czyzby zartowal? Absztyfikant6w? Tego archaizmu nie uzywal
chyba nikt od czterech pokolefi.
- Agent specjalny Sloan. - Dallas podal mu r~k~. Uscisk Pierponta
byl delikatny, serdeczny i nie mial w sobie nic z samczego pokazu sHy.
Najwidoczniej nie postrzegal Dallasa jako rywala.
- Genny m6wi, ze b~dzie pan pracowal z Jacobem nad morderstwami
- zagadn~J Pierpont. - Nie s~dzilem, ze FBI zainteresuje si~
dwoma zab6jstwami tu, w Cherokee.
- FBI interesuje si~ lamaniem prawa wsz~dzie. Zawsze robimy
wszystko, zeby pom6c miejscowym organom ochrony porz~dku publicznego.
- Rozumiem.
- Gotowa? - Dallas wyci~n~ r~k~ i chwycil Genny pod rami~.
Skin~la glow~.
- MHego wieczoru - zwr6cila si~ do Pierponta, a p6zniej zerkn~la
na Jazzy. - Zadzwoni~ do ciebie p6zniej, 0 ile telefony zaczn~ dzialac.
- Ajezeli nie, to nie zostawi~ jej samej na noc - powiedzial Dallas
w chwili, kiedy slowa te przyszly mu na mysl.
Pierpont zmarszczyl brwi. Jazzy si~ usmiechn~la. Genny ze zdumienia
otworzyla mi~kkie, r6zowe usta.
o wp61 do 6smej Dallas Sloan i Genny opuscili gabinet szeryfa.
Zjedli razem przepyszn~ zup~ jarzynow~ i chrupi~ce kanapki z befsztykiem
wolowym, przygotowane przez Gertie. Posilek zakoficzyli
najlepszym pod sloficem jagodowym ciastem, upieczonym wedlug
przepisu pani Ludie, z jag6d rosn~cych na wzg6rzach Tennessee.
Chociaz wiedziala, ze dzis wieczorem do domu pojedzie z ni~ Dallas,
a nie Jacob, odczuwala niezwykle podniecenie, kiedy nowym, wynaj~tym
samochodem wjezdZal za jej trailblazerem na cz~sciowo oblodzony podjazd
przy domu. Na co wlasciwie liczyla? Prawd~ m6wi~c, nie wiedziala.
Nie miala jednak w~tpliwosci, ze mi~dzy ni~ i agentem FBI, kt6ry
pojawil si~ w jej Zyciu niecale dwadziescia cztery godziny temu, cos si~
zrodzilo. Cos niesamowitego. Wyj~tkowego. Gdyby go zapytac, pewnie
by zaprzeczyl, ale oklamywalby samego siebie. M6g1 odsuwac od siebie
nieuniknione, ale w koficu b~dzie musial spojrzec prawdzie w oczy.
Ledwie zd~Zyla otworzyc drzwi i wysi~sc, Dallas wyskoczyl z samochodu
i stan~l obok niej.
- Wejd~ z tob~ i rozejrz~ si~ po domu. Jezeli telefony nie dzialaj~
zabieram ci~ z powrotem do miasta.
- Tutaj b~d~ zupelnie bezpieczna - upierala si~ Genny.
Chwycilj~za r~k~ i delikatnie poci~n~l za sob~. Przeszli ostroznie
po laciatej snieznej pierzynie, przykrywaj~cej warstw~ lodu, kt6ra nadal
skuwala ziemi~.
Kiedyskierowal si~ w stron~ gl6wnego wejscia, przystan~la.
- Wejdzmy od tylu. B~dzie bezpieczniej, bo nie ma schod6w.
- Dobrze.
Otworzyla szklane drzwi werandy i podeszla prosto do drzwi
kuchennych. Wybrala jeden z p~ku kluczy na ozdobnym breloku,
wsun~la go w zamek i przekr~cila. Otworzyla drzwi, a Dallas wszedl za
ni~. WI~czyla swiatlo i w kuchni zrobilo si~ jasno. Drudwyn podni6s1
si~ z legowiska w rogu i przyczlapal do nich. Genny przykucn~la, obj~la
psa za szyj~ i przytulila.
- Chyba chcesz wyjsc, co, kolego?
Patrzyla, jak pies mija Dallasa i wybiega na werand~. Otworzyl sobie
szklane drzwi i znikn~ w ciemnosci.
- Pr~d juz jest - zauwaZyla Genny. - Sprawdz~ telefon.
- Dobrze.
Dallas przypatrywal si~, jak podnosi sluchawk~ aparatu. Kiedy
przyloZyla j ~ do ucha, uslyszala sygnal.
- Dziala.
- To dobrze. - Stal w drzwiach, nadal w kurtce, szaliku i sk6rzanych
r~kawiczkach.
- Zostaniesz na chwil~? - spytala. Sci~n~la r~kawiczki, czapk~
[ Pobierz całość w formacie PDF ]