
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Gordon Barbara (Zajączkowska Mitzner Larysa) Ewa wzywa 07... 114 Dolina nocy
- Cartland Barbara Najpiękniejsze miłości 160 Lucyfer i anioł
- GR695. McCauley Barbara Prywatne Ĺźycie gwiazdy
- Cartland Barbara Kobiety też mają serca
- Boswell_Barbara_Wiecej_niz_zycie_RPP078
- E book Alojzy Feliński Barbara Radziwiłłówna
- Cartland Barbara Ognista krew
- Delinsky Barbara Samotne serce
- McMahon Barbara Ballada o miloÂœci
- Archer, Jeffrey Co do grosza 2
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ulegały ewolucji, co jasno widać w Pae-stum, gdy porównamy archaiczną Bazylikę z świątynią Hery,
dziełem dojrzałego doryzmu. Najlepiej ilustruje to wysokość kolumn, która w pierwotnym doryku
wynosiła 8 modułów, pózniej 11 i 13.
Drugim zasadniczym błędem poszukiwaczy kanonu, szalejących z linią i ekierką po bezbronnych
schematach świątyń, było to, że nie liczyli się oni ani z wysokością budowli, ani z punktem
obserwacji, inaczej mówiąc, interpretowali proporcje liniowo, a nie kątowo. Teoria denominatorów
kątowych zastosowana do badania architektury greckiej wyjaśnia wiele nieporozumień i ustala istotne
znaczenie kanonu w sztuce. Są one bowiem wielkościami zmiennymi i stosowano je różnie, zależnie
od tego, czy budowano małą, średnią, czy dużą świątynię. Także proporcje entablamentu do kolumny
są tym większe, im większa jest wysokość porządku i im krótsza odległość obserwacji. Budowle
sakralne w Paestum stały w środku miasta, a więc widziane były z niewielkiego dystansu, co tłumaczy
między innymi potężny entablament świątyni Hery.
Tak więc sztuka grecka jest syntezą rozumu i oka, geometrii i praw widzenia. Przejawia się to także w
odstępstwach od kanonu. Tam gdzie geometra wykreśliłby linię prostą, Grecy stosowali nieznaczne
krzywizny poziome i pionowe: wygięcia podstawy świątyni stylobatu, i pochylenie do-środkowe
kolumn narożnych. Te estetyczne retusze dawały budowli życie, o czym nie mieli pojęcia naśladowcy
klasycznych dzieł. Paryska Zwięta Magdalena, Panteon Soufflota mają się tak d dzieł, które je
inspirowały, jak ptak z atlasu orni-' tologicznego do ptaka w locie.
Można sobie zadać pytanie, dlaczego porząde dorycki w naszym odczuciu najdoskonalszy z po-
rządków architektury antycznej ustąpił miejsca innym. Renesansowy teoretyk mówi: Niektórzy sta-
rożytni architekci twierdzili, że nie należy budować świątyń w porządku doryckim, gdyż mają błędne i
niewłaściwe proporcje". W pózniejszych okresach szeroko dyskutowano problem rozmieszczenia try-
glifów tak, żeby znajdowały się nad każdą kolumną i interkolumnium, na osi kolumny i na osi in-
terkolumnium, oraz stykały się na narożach fryzu. A przecież był to problem raczej ornamentacyjny
niż konstrukcyjny. Zwiadczył jednak o tym, że świątynie przestały być miejscem kultu, a stały się
ozdobÄ… miasta.
Sztuka Dorów głębiej i naturalniej była związana z religią niż pózniejsze porządki architektury
antycznej. Nawet samym swoim materiałem. Marmur stylu jońskiego i korynckiego oznaczał chłód,
oficjalność i pompę. Wykwintni bogowie stracili swoją moc. Nie jest rzeczą obojętną, czy składa się
ofiarę Atenie ze złota i kości słoniowej, czy z surowego kamienia. Dla Dorów była ta bogi-
' księżniczką nomadów, błękitnooką dziewczyną o mięśniach efeba, ujeżdżającą konie. Także Dio-
nizos, niegdyś patron ciemnych sił i orgii, stał się potem poczciwym, brodatym opilcem.
%7łeby w pełni zrekonstruować świątynię Dorów, trzeba by pomalować ją na jaskrawe czerwienie,
błękity i ochrę. Zadrżałaby przy tym ręka najbardziej brutalnego konserwatora. Chcemy widzieć
Greków wymytych przez deszcze, białych, pozbawionych pasji i okrucieństwa.
Dla całkowitej rekonstrukcji należałoby odtworzyć także to, co się działo przed świątynią. Czymże
jest ona bowiem bez kultu? Jest skórą zdartą z węża, powierzchnią tajemnicy.
O wschodzie słońca, gdy składano hołd bóstwom niebieskim, o zachodzie lub w nocy, gdy
przedmiotem kultu były potęgi podziemne, szła procesja z mistagogiem na czele do ołtarza ofiarnego,
znajdującego się przed świątynią.
Stary rycerz Nestor umył ręce, rozdał jęczmień i długo modląc się do Ateny ucinał włosy z głowy
zwierzęcia i wrzucał do ognia. Po czym inni modląc się rzucali jęczmień przed siebie. Nagle syn
Nestora, mężny Trasymedes, przystąpił i zadał cios: topór przeciął ścięgna karku i krowę życia
pozbawił. Zawiodły śpiew modlitewny córki i synowie...
Głowę zwierzęcia podniesiono w górę i trzymano z daleka od ziemi o drogach szerokich. Ciął wódz
Pejsistratos, pociekła czerwona krew, dech od kości odleciał..."
Tak było; teraz snują się tu wycieczki, przewodnik beznamiętnym głosem podaje wymiary świątyni z
dokładnością buchaltera. Uzupełnia także liczbę brakujących kolumn, jakby przepra-
szając za ruinę. Wskazuje ręką ołtarz, ale ten porzucony kamień nikogo nie wzrusza. Gdyby zwie-
dzający mieli więcej wyobrazni, zamiast trzaskających kodaków, przyprowadziliby byka i zabili przed
ołtarzem.
Zresztą krótki wypad z autokaru nie daje pojęcia o tym, czym jest świątynia grecka. Trzeba spędzić
wśród kolumn przynajmniej jeden dzień, aby zrozumieć życie kamieni w słońcu. Zmieniają się one
zależnie od pory dnia i roku. Rankiem] wapień Paestum jest szary, w południe miodowy, o zachodzie
słońca płomienisty. Dotykam go i czuję ciepło ludzkiego ciała. Jak dreszcz przebiegają po nim zielone
[ Pobierz całość w formacie PDF ]