
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Ann Charlton Mąż pani dyrektor
- Ann Rule Everything_She_Ever_Wanted
- Krentz Jayne Ann Damy i awanturnicy 02 Poszukiwacz skarbow
- Jayne Ann Krentz Jak woda na pustyni
- Krentz Jayne Ann Książę ciemności
- DWIE LEWE NOGI_Zeydler Zborowski Zygmunt Dwie lewe nogi
- Wolverton Dave śÂšcieśźka bohatera
- Jedyna_ocalona
- 100. Arnold Judith Na szlaku miśÂ‚ośÂ›ci
- Alex Kava Whitewash (v4.0) (pdf)
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Dobre pytanie.
- No, może jednak dotknął cię taki los, jakiego się obawiali, jak myślisz? - Serenity uśmiechnęła się
ponuro.
- Moja przeszłość jest tak niepewna, nawet nie wiem, jak wyglądali moi rodzice. Ty przynajmniej
masz zdjęcia matki i ojca. Ja nie.
- To musi być dziwne uczucie.
- Jest dziwne - szepnęła Serenity. - Ale czasami odczuwam z nimi jakąś więz. Zeszłej nocy ten
talizman uratował mi życie. - Instynktownie sięgnęła do gryfa, który znowu wisiał na jej szyi. - To
cały mój spadek po nich. No i jeszcze pomogły mi lekcje Blade'a. Gdyby nie to, już bym nie żyła.
- Nie przypominaj mi - mruknÄ…Å‚ ponuro Caleb.
Serenity opuściła rękę.
- To dziwne, prawda?
- Co, mianowicie?
- Jak wszyscy są ze sobą połączeni, nawet jeśli myślimy, że jesteśmy zupełnie sami na świecie,
nawet jeśli właściwie nie chcemy być połączeni. To jest tak, jakby w nas, czy tego chcemy, czy nie,
utkwiło to i owo z innych ludzi. Wezmy na przykład ciebie i Blade'a.
- Co masz na myśli? - Caleb się skrzywił.
- Obydwaj uczestniczyliście wczoraj w wydarzeniu, które musiało na was zostawić niezatarte piętno.
I tak naprawdę nikt poza nim i tobą nie wie, co tam się rzeczywiście wydarzyło. I już do końca życia,
kiedykolwiek to sobie przypomnicie, każdy z was pomyśli o tym drugim, bo razem przez to
przeszliście.
- Psychicznie związany z Blade'em na wieki. Cóż za wspaniała perspektywa! - Caleb z brzdękiem
odstawił filiżankę. - Wydaje mi się, że wkroczyliśmy w metafizyczną atmosferę. To mi trochę nie po
drodze. Jestem doradcą finansowym, zapomniałaś już?
- Jednym z najlepszych na całym Północnym Zachodzie. Albo tylko tak mówisz.
- O nie, to święta prawda. I teraz, jeśli się nie obrazisz, wolałbym operować na jednej
matematycznej płaszczyznie. Wracajmy do wuja Franklina.
- Zamieniam się w słuch.
- Zacząłem ci już tłumaczyć, zanim mi tak niedelikatnie przerwano, założenia mojej teorii. Zakładam,
że miał te zdjęcia i wysłał je tobie, licząc na to, że gdy się zorientujesz, że gra skończona, to po cichu
zejdziesz ze sceny.
A gdybyś mimo to nie zrezygnowała i zaryzykowała powiadomienie mnie o zdjęciach, to ja bym
wtedy z tobą zerwał, tak przynajmniej przypuszczał.
- Ale ty, zamiast się wypiąć na mnie i mój projekt, pojechałeś za mną do Witt's End. Powiedziałeś
mi, że żadne z nas nie może się wycofać z kontraktu. Ty z powodu tych swoich cennych zasad.
Caleb uniósł brwi i napił się kawy.
- Moja teoria zakłada, że kiedy wuj Franklin zorientował się, że jego plan nie odniósł skutku, a ja
nadal byłem bardzo zaangażowany, i to do tego stopnia, że przywiozłem cię do domu, wpadł w
panikę i przystąpił do bardziej drastycznych posunięć.
- Zadzwonił do ciebie i powiedział, że jest szantażowany.
Caleb kiwnął głową.
- Powiedział też, że muszę cię przestać widywać, bo ktoś grozi, że pośle zdjęcia do Ventress Valley
News .
- I w ten sposób nazwisko twej szlachetnej rodziny ponownie zostałoby zmieszane z błotem. -
Serenity zastanawiała się nad tym przez chwilę. - W gruncie rzeczy to nie jest takie głupie. Ale kilka
spraw nadal należałoby wyjaśnić.
- Tak, niewątpliwie. - Caleb oparł się wygodnie na krześle i popatrzył przez okno na wejście do
sklepu Serenity. - Pierwsza z nich, to skąd wuj w ogóle wiedział o tych zdjęciach?
- No właśnie. Na litość boską, przecież jest bankierem, a nie kimś, kto się spotyka z mieszkańcami
Witt s End! Kto mógł mu powiedzieć, że są takie zdjęcia i że może je kupić od Ambrose'a?
- Może sam Asterley? - zasugerował Caleb. - Cały czas mam wrażenie, że to on wszystko zaczął. Ale
nie po to, by powstrzymać proces zmian w Witt s End, miał prostszy cel. Chciał pieniędzy. Z tego, co
słyszałem o twoim przyjacielu Asterleyu, zawsze próbował kogoś naciągnąć na pożyczkę, żeby kupić
nowy sprzęt, zgadza się?
- No, tak- przyznała niechętnie Serenity. - To prawda.
- Jeśli przyjmiemy, że wiedział z gazet o starym skandalu, to możemy także przyjąć, że przysłał cię do
mnie, bo od razu obmyślił sobie dochodowy interes.
- Nadal jednak trudno mi w to uwierzyć, ale mogę przypuścić, że Ambrose tak rozpaczliwie
potrzebował pieniędzy, że wysławszy mnie do ciebie skontaktował się z twoim wujem.
- Powiedział Franklinowi, że dobre imię Ventressów jeszcze raz będzie zagrożone wplątaniem w
skandaliczną aferę, i zaproponował mu kupno zdjęć.
- A on je kupił za pięć tysięcy dolarów - powiedziała Serenity. - Najpierw próbował mnie nimi
nastraszyć. Kiedy to się nie udało, zwrócił się do ciebie, twierdząc, że jest szantażowany.
- Teraz to wszystko trzyma siÄ™ kupy.
- Pozytywną stroną twojej teorii jest fakt, że nie musimy się martwić drugim szantażystą -
powiedziała Serenity.
- Cała sprawa zamyka się pomiędzy chciwością Asterleya a troską Franklina o dobre imię rodziny.
- Ale jak wytłumaczyć zaginięcie negatywów? - upierała się Serenity. - Sprzedaż zdjęć była legalna,
Ambrowe miał rachunek, więc nie było mowy o szantażu. Nie miał nic do ukrycia. Wolno mu było
sprzedać zdjęcia.
- Może negatywy też sprzedał Franklinowi? Wuj z pewnością chciał je mieć.
- Może. No więc co teraz zrobisz? - zapytała Serenity.
Spojrzenie Caleba było tak tajemnicze jak zródło wizji.
- Wracam do Ventress Valley, żeby zweryfikować moją teorię.
Serenity zaniepokoiła się, ale robiła co mogła, żeby tego po sobie nie okazać.
- Aha. W jaki sposób zamierzasz odkryć, czy masz rację co do powiązań twojego wuja z
Ambrose'em?
- Zrobię małe przedstawienie. Zbiorę w pokoju całe towarzystwo, to znaczy Franklina, Phyllis i
dziadka, i przycisnę wuja do ściany. Zmuszę go, żeby się przyznał do udziału w tej aferze.
- Caleb, to chyba nie jest najlepszy pomysł.
- Franklin prawdopodobnie uważa, że będę chodził wokół tej sprawy na paluszkach. Zakłada, że dla
dobra rodziny przemilczę ten pseudo szantaż. Ale się myli. Po wiem o wszystkim.
- Franklin próbuje tylko ocalić dobre imię rodziny.
Przyznaję, że posunął się za daleko, ale na pewno rozumiesz, dlaczego to zrobił. Uważam, że
powinieneś pod chodzić do tej sprawy z dużą delikatnością i taktem.
- Mówisz o delikatności i takcie? - Uśmiech Caleba był chyba jeszcze zimniejszy niż jego wzrok. -
Przez całe życie postępowałem z rodziną w ten sposób i co mi to dało? Robiłem to, czego ode mnie
oczekiwano. Spełniałem wszystkie żądania, robiłem to, o co mnie prosili, próbowałem wszystkich
zadowolić. Ale to zawsze było za mało.
- Jak to za mało ?
- Niezależnie od tego, co zrobiłem, nigdy nie udało mi się wymazać winy moich rodziców. Za
każdym razem, kiedy dziadek i inni na mnie patrzyli, nie widzieli mnie, ale fatalny upadek mojego
ojca i złą krew matki. Za każdym razem, gdy patrzyłem im w oczy, widziałem, że obserwują mnie i
czekają na ten dzień, kiedy udowodnię, że ich podejrzenia są uzasadnione.
- Och, Caleb. - Serenity wyciągnęła rękę i dotknęła go.
- I ten wielki dzień w końcu nastąpił. - Caleb wstał i zdjął kurtkę z oparcia krzesła.
- Zaczekaj! - zawołała szybko Serenity. - Proszę cię, nie działaj pochopnie i bez zastanowienia.
- Pochopnie? W twoich ustach brzmi to dość zabawnie. - Pochylił się i pocałował ją mocno w
otwarte usta.
Kiedy uniósł głowę, wzrok mu błyszczał. - Ty mnie nauczyłaś, co znaczy to słowo.
Kiedy ruszył do wyjścia, złapała go za rękaw.
- Słuchaj, jeśli w takim humorze przystąpisz do konfrontacji, możesz doprowadzić do rozbicia
rodziny.
- Myślisz, że mi zależy?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]