
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 48.Michael Reaves Era Powstania Imperium Noce Coruscant III. Ścieżki Mocy
- Chmiel Katarzyna Karina Syn Gondoru 03 Ścieżka Umarłych
- Armentrout Jennifer L. Onyx . Tom 2
- Hal Clement Ocean on Top
- 0752. Drake Dianne Lekarstwo dla zakochanych
- 052._Graham_Heather_ _Pod_ćąĂ˘Â€Ĺźwietlistym_niebem_raju
- James Doohan Flight Engineer Volume 1 The Rising
- Cartland Barbara Kobiety teśź majć… serca
- Krentz Jayne Ann Ksić…śźć™ ciemnośÂ›ci
- Loius L'Amour K
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
pod³odze, miecz wype³nia³ ich... zimnem stali, uczuciem nieskoñ-
czonego rozrostu, strachem przed po¿¹dan¹ Smierci¹, spokojem ro-
sn¹cym wewn¹trz, wieczn¹ rzek¹ Swiat³a, mi³oSci¹.
Wyspa kreatorów dr¿a³a i pulsowa³a od zrodzonego w jej wnê-
trzu ryku. Rozpad³ siê stary sto¿ek wulkaniczny. Eksplozja wywo³a-
³a fale wielkie jak góry. Zalewa³y dziób ³odzi. Dym wznosi³ siê jak
monolityczny obsydianowy pióropusz, a niebo zakryte by³o warstw¹
popio³Ã³w. Nawet piêæ mil od brzegu panowa³y ciemnoSci. B³yska-
wica uderzy³a w górski szczyt. Phylomon zmusza³ siê, by na to pa-
trzeæ, by to wszystko ch³on¹æ. Kamienie wielkoSci królików spada³y
z nieba.
Szare ptaki lecia³y prosto w czarn¹ Scianê popio³Ã³w, bezrozum-
nie ulegaj¹c rozkazowi wydanemu, zanim zginê³y kreatory. Krwio-
pijce b³¹ka³y siê po pla¿y otêpia³e od ultrawysokich czêstotliwoSci
wywo³anych przez rezonatory harmoniczne. Robaki na stokach gór
by³y mia¿d¿one, gotowa³y siê w jêzorach lawy.
Phylomon patrzy³ prawie nieSwiadom tego co siê dzieje. Nie
móg³ powstaæ z klêczek. Darrissea siedzia³a na dziobie, z jej gard³a
dobywa³ siê urywany szloch. Zmaga³a siê z wizjami. Kiedy minê³a
ostatnia z nich, Phylomon spokojnie rozsiad³ siê, rozkoszuj¹c ¿y-
ciem znacznie bardziej satysfakcjonuj¹cym ni¿ jego w³asne.
Na równinie, na po³udnie od Bashevgo, Owocowy Oddech pod-
nios³a siê ze Sniegu. Setki Hukmów obudzi³o siê i le¿a³o ciê¿ko dy-
sz¹c. Oszo³omiona patrzy³a na pó³noc, nie potrafi³a zrozumieæ w pe-
³ni tego, co w³aSnie zobaczy³a, co poczu³a, ale wiedzia³a, ¿e jej pasja
do zrozumienia miêsojadów sta³a siê g³êbsza.
Wia³ ciep³y wiatr z po³udnia, topi³ Snieg, tak ¿e tu i ówdzie uka-
zywa³y siê kêpy s³odkiej trawy. Zapach ¿yznej gleby i s³odkich traw
sprawi³, ¿e Slina nap³ynê³a jej do ust, ale nie ruszy³a siê z legowiska.
Usiad³a w Sniegu, wiatr rozwiewa³ jej bia³e futro. Wyci¹gnê³a z wor-
ka wielki drewniany flet i zaczê³a na nim wygrywaæ melodiê mówi¹-
c¹ o wielkim spokoju, który w sobie czu³a.
Tull wypuSci³ z objêæ Swiat i Erydañczyków pozwoli³ odejSæ
b³yskawicom ich dusz. S³ysza³ ich lament, czu³ ich rany, ich si³ê.
335
Thunatra, Kobieta Snów, nadal tañczy³a wko³o i Spiewa³a, a w Kra-
inie Kszta³tów szala³a burza. Wiatr smaga³ olbrzyma, wyrywa³ mu
tarczê rozpaczy i kutow strachu. Py³ przewiewa³ na wskroS plecy
bestii, wiatr wyrywa³ kawa³y ciemnoSci, jak piasek z wydmy. Olbrzym
zacz¹³ siê kurczyæ pod dzia³aniem wichury. By³ coraz mniejszy, wresz-
cie na równinie Krainy Kszta³tów osta³ siê ma³y, samotny wystraszo-
ny ch³opiec Pwi.
Tull pog³aska³ ch³opca czu³kiem Swiat³a, spojrza³ w jego zielo-
ne oczy, patrzy³ jak Swiat³o pojawia siê nad cieniem duszy dziecka.
Nie bój siê. Ty i ja jesteSmy braæmi wyszepta³ do Terrazina.
Po³¹czyli siê, Tull pozwoli³, by jego mi³oSæ i spokój sp³ynê³y na ch³op-
ca. JesteSmy Pwi.
Na po³udniowym krañcu równiny wyrafinowane budowle Rodu
Klingi zaczê³y siê przewracaæ, w ca³ej Krainie Kszta³tów na szero-
kiej czerwonej równinie kamienie pêka³y, rozpada³y siê. Powstawa³
nowy Swiat mo¿liwych zdarzeñ.
Ziemia siê trzês³a, rozlega³ siê ryk. Tull próbowa³ otworzyæ oczy,
ale przychodzi³o mu to z trudem. S³ysza³ ³oskot. Wydawa³o siê, ¿e
ziemia siê otwiera. Ludzie krzyczeli w ca³ym Bashevgo. Chaa roz-
ku³ Favê, dziewczyna popêdzi³a do klatki. Tull poczu³ ogromny spo-
kój. Poszybowa³ w górê, popatrzy³ na skrzep swojej duszy, cienk¹
galaretowat¹ formê le¿¹c¹ w klatce z koSci z rozpostartymi ramio-
nami. Wokó³ skrzepu jaSnia³a z³otawa poSwiata. Zrozumia³ po chwi-
li, ¿e to symbiont usi³uj¹cy na pró¿no podtrzymaæ jego ¿ycie.
Szybowa³ coraz wy¿ej, wzywa³o go s³oñce, wielki, promienny
kwiat. Ogniste dusze ptaków Smiga³y wokó³ niego. To by³o stado
szpaków przelatuj¹ce ni¿ej. Patrzy³ w dó³. Rwiat pulsowa³ od ryku,
ziemia k³êbi³a siê jak morze w czasie burzy. SzeSædziesi¹t milionów
istnieñ krzycza³o z bólu, próbuj¹c przezwyciê¿yæ wizje. Daleko
w dole Fava szlocha³a i szarpa³a prêty klatki. Schwyci³a go za rêkê,
krzycz¹c:
Nie umieraj! Nie umieraj! Nie pozwól, ¿ebyS umar³!
Ale Tulla nie by³o ju¿ w ciele. Popatrzy³ na Swiat widzialny.
Dotkn¹³ wszystkich ludzi, poczu³ ich byty, nauczy³ siê ich kochaæ.
Tylko po to przyszed³ na ten Swiat. Skrzep jego duszy stawa³ siê
stopniowo nieprzezroczysty, przyjmowa³ czerwonawy odcieñ ota-
czaj¹cych go kamieni. Tull nie chcia³ wracaæ. Ciemniej¹cy stopnio-
wo skrzep przywodzi³ Tullowi na mySl drzwi do domu, które zamy-
kaj¹c siê zakrywa³y widok ognia buzuj¹cego na kominku. To by³y
takie drzwi. Nie bêdzie móg³ ju¿ nigdy przez nie przejSæ.
336
Fava wo³a³a o pomoc, szarpa³a ³añcuchy zamykaj¹ce wejScie do
klatki, chwyta³a Tulla za rêce, b³aga³a, by nie umiera³. Wizje spad³y
na ni¹ niespodziewanie, nie mog³a zrozumieæ ich wszystkich: bola³y
j¹ kostki u nóg, by³o to tej nocy, gdy zosta³a skazana w Craalu na
Smieræ, powieszona za nogi i wych³ostana. Wargi ci¹gle jej p³onê³y
od podniecaj¹cych poca³unków driady. Wstrz¹sa³ ni¹ widok braci
zabitych w leSnych ostêpach, po¿artych przez mastodontowców. Ra-
doSæ dnia weselnego. Fascynacja zegarami. Wszystkie uczucia z ca-
³ego ¿ycia k³êbi³y siê bez³adnie wokó³ niej. Wiedzia³a, ¿e bêdzie
wraca³a do siebie przez d³ugie lata.
W ca³ym Bashevgo ludzie krzyczeli, starali siê uporaæ z wizja-
mi. Gapie z ulicy Dysydentów, ci którzy przybyli, ¿eby zobaczyæ
egzekucjê Favy, pe³zali oSlepieni na brzuchach. Wybuchn¹³ wulkan,
na po³udniu unios³a siê ogromna czarna chmura. Ziemia zatrzês³a siê
tak, jakby Bashevgo mia³o rozpaSæ siê na kawa³ki. Fava us³ysza³a
jak w mieScie przewracaj¹ siê budynki, niektórzy z krzycz¹cych
wydawali prawdopodobnie ostatnie tchnienie. Podczo³ga³a siê do
Tulla.
Chaa zabra³ klucze martwemu stra¿nikowi, stara³ siê utrzymaæ
pozycjê stoj¹c¹, kiedy otwiera³ klatkê.
Fava popatrzy³a przez ³zy na twarz Tulla, oczy mia³ koloru pro-
[ Pobierz całość w formacie PDF ]