
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Zygmunt Balicki Czynniki zachowawcze i postępowe
- Carla Neggers Nocna straśź
- Clarke Arthur C. Odyseja kosmiczna 2010
- C.S. Lewis 1.OpowieÂści z Narnii Lew,czarownica i stara szafa
- Jeffrey A. Carver Parrone The Dragons
- Loius L'Amour K
- Blood Pact Tanya Huff
- Farmer, Philip Jose Riverworld 1 To your Scattered Bodies
- Vermes The Dead Sea Scrolls in English
- Komuda Jacek Jurewicz Maciej 36 pić™ter w dóśÂ‚
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
— Z pokoju pani Marioli Vauban. Dziesiąte piętro, numer 1026.
— Trzeba będzie zaprosić ją do nas.
Dopiero jednak po paru godzinach wróciła do hotelu. Olszewski wysłał po nią sierżanta Pakułę. Nie
chciał, żeby się Kopacz tam pokazywał.
Była zdziwiona.
— Czy ta walizka jest pani własnością? — spytał Olszewski.
— Nie.
— Jak to? Przecież została zabrana z pani pokoju.
— Ach, tak... Przypominam sobie — uśmiechnęła się. — Walizka rzeczywiście stała w moim pokoju, ale
nie należy do mnie.
— Nie rozumiem. Więc czyja wreszcie jest ta waliza?
— Jednego starszego pana. Zostawił ją w moim pokoju.
— W jakich okolicznościach?
— To trochę dziwna historia. Wracałam wczoraj wieczorem do siebie, otwierałam drzwi i w tym momen-
cie jakiś starszy, elegancki pan poprosił mnie, żebym mu pozwoliła na chwilę zostawić walizkę, ponieważ za-
pomniał zabrać z recepcji klucz od swego numeru. Zgodziłam się oczywiście. W końcu to drobiazg...
— I od wczoraj nie odebrał tej walizki? — zdziwił się Olszewski.
— Nie. Przyznam się panu, że zupełnie o tym zapomniałam.
— Jak wyglądał mężczyzna, który zostawił u pani walizkę?
— Wysoki, szczupły, bardzo elegancko ubrany, szpakowaty. Zwróciłam uwagę, że jest ładnie opalony na
czekoladowy brąz.
— Rozmawiał z panią po polsku?
— Nie. Po francusku.
— Dziwne, że nie odebrał swojej walizki.
Skinęła głową.
— Mnie także to dziwi.
***
Sierżant Kopacz był niezwykle dumny ze swojego sukcesu. Nakrył złodzieja, który od dłuższego czasu
spędzał sen z powiek kierownikom recepcji i dyrekcjom hoteli. Tak mu się przynajmniej zdawało.
Został odwołany z „Forum" i w gruncie rzeczy był z tego zadowolony. Dosyć już miał biegania z tacką
wypełnioną szklankami, filiżankami, talerzykami. Doszedł do wniosku, że jednak praca kelnera nie odpowiada
mu. Początkowo trochę go to bawiło, ale na dłuższą metę nie było to zajęcie, które by go pasjonowało. Z pewna
dozą melancholii myślał tylko o tym, że już nie zaniesie śniadania do pokoju pięknej pani Vauban. Nie mógł się
też doczekać następnego dnia i godziny siedemnastej.
Od rana przygotowywał się na to spotkanie. Poszedł do fryzjera, kazał się ostrzyc, ogolić i spryskać wodą
kolońską.
Pożyczył od Pakuły trzysta złotych, ponieważ ta setka, którą miał w portfelu, wydala mu się zbyt skrom-
nym kapitałem jak na tego rodzaju randkę. Obiad zjadł bez zwykłego apetytu.
Żeby trochę odzyskać równowagę ducha, na Kromera poszedł piechotą. Ruch na świeżym powietrzu do-
brze mu zrobił, ale nie mógł się pozbyć uczucia pewnej tremy. Ciągle przecież nie wiedział, w jakim celu pięk-
na pani się z nim umówiła.
Za pięć piąta był na ulicy Kromera. Cicho, spokojnie, dużo drzew. Ani śladu wozu z paryską rejestracją.
Stało tu parę zaparkowanych Fiatów, ale żaden z nich nawet kolorem nie przypominał samochodu pani Vauban.
Kazio zapalił papierosa. Czas płynął, a zielony Renault nie pojawiał się. To zaczynało być denerwujące. A
tak się wszystko interesująco zapowiadało. Tak się przygotowywał. Psiakrew!
Za piętnaście szósta doszedł do wniosku, że nie ma sensu dłużej czekać.
Zrobiła mnie w konia — myślał rozgoryczony sierżant Kopacz. — Dałem się nabrać jak szczeniak, jak
idiota.
Ze złością cisnął niedopałek papierosa i energicznym krokiem opuścił swój posterunek.
***
[ Pobierz całość w formacie PDF ]