
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Dibben Damian StraĹźnicy historii 03 ChiĹski ekspres
- Frost Jeaniene Nocna Ĺowczyni 03 W grobie (oficj.)
- Anderson Poul StraĹź Czasu Tom 1 StraĹźnicy Czasu
- Wróżki Wycinanki
- Amber Kell Killers & Thorns 1 Twisted Rose
- 12 Wrzosy (KsićÂśźna)
- Uklad Sloneczny test AS5
- Hawkins Rachel Dziewczyny z Hex Hall 02 Diable SzkśÂo rozdz 1 18
- Biggle, Jr Lloyd Pomnik
- GR500. Little Kate NajwićÂkszy skarb
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Rowena aż trzęsła się ze złości.
- Nie chodzi mi o to, co mówicie - rzuciła. - Ale przecież nie
interesuje was zupełnie moja opinia! Sprawdzają się moje
przypuszczenia. Jestem tylko pionkiem w tej grze.
Joe milczał, ale Hank zaczął protestować:
- Nie, to nie tak. Chcieliśmy po prostu... Rowena nie słuchała go.
Patrzyła na nich niemal z nienawiścią.
- A przecież sama wszystko sprawdziłam - ciągnęła, nie
zważając na nic. - Poświęciłam więcej czasu na rozpracowanie
Tyhursta niż wy dwaj. Znam... znam od podszewki jego finanse!
Obaj mężczyzni spojrzeli na nią z nagłym zainteresowaniem.
- I co?! - spytali chórem. Przełknęła ślinę.
- Nic.
Hank zmieszał się i zaczął oglądać paznokcie. Jego zwalista
postać z trudem mieściła się za stolikiem.
- Pójdę już - mruknął. - Daj znać, jakby coś zaczęło się dziać -
poprosił Joe'ego.
Po chwili zniknął za drzwiami.
- Puszczaj - syknęła Rowena. Chcesz uciec?
- Chcę wyjść!
Gdyby w tej chwili miała pod ręką kubeł z zimną wodą, z
pewnością wylałaby mu go na głowę. Joe aż się cofnął, widząc wyraz
jej oczu/Jednocześnie rozluznił nieco uścisk.
144
RS
- Nie zaczekasz na oberżyny Maria? Pokręciła głową.
- Twój kuzyn z pewnością zrozumie.
- Chcesz iść sama po ciemku?
- Mogę wezwać taksówkę. Joe uśmiechnął się chytrze.
- Ciekawe, czym zapłacisz? Dziewczyna zawahała się.
- Mogę... mogę poprosić kierowcę, żeby zaczekał, i przynieść
pieniądze z domu.
Joe pociągnął ją w stronę stolika. - Proszę cię, usiądz. Nie rób
scen. Zaraz dostaniesz jeszcze wina i pyszny chleb czosnkowy.
Rowena zagryzła wargi.
- Hej, Mario! - krzyknął Joe w stronę kuchni. -Podaj nam wino i
pieczywo!
Kilka par oczu zwróciło się w ich stronę. Rowena chcąc nie
chcąc usiadła.
Każdego innego dnia Mario odkrzyknąłby mu, żeby się wypchał,
ale dziś wychynął z kuchni z tacą, na której stała butelka wina i
piętrzył się chleb czosnkowy. Od razu też było widać, że zmienił
fartuch na znacznie czystszy.
- Zaraz zobaczysz, co to za chleb - powiedział Joe. - %7ładne rożki
się do niego nie umywają.
Milczała wyniośle. Joe zastanawiał się chwilę, po czym puścił
jej rękę. Zaczęła rozcierać nadgarstek, ale na szczęście nie ruszyła się
z krzesła.
Po kolacji Joe postanowił odprowadzić ją do domu. Rowena
poczuła się trochę rozczarowana, że nie zaprosił jej do siebie na górę.
145
RS
Zastanawiała się, czy wypadki potoczyłyby się tak jak wczoraj, a jeśli
tak - czy udałoby im się zatrzymać w pół drogi? Miała nadzieję, że...
nie.
Kiedy dotarli do jej domu, poczuła, że bolą ją nogi. Dawno tyle
nie chodziła. Dawno też tyle nie jadła. Oberżyny Maria okazały się
nadzwyczajne. Rowena zjadła chyba ze trzy porcje.
Schyliła się i zaczęła szukać klucza, który powiesiła między
gałęziami krzaka. Kiedy się wyprostowała, dostrzegła karcący wzrok
Joe'ego.
- O co chodzi? - spytała.
- Powinnaś była wziąć klucz ze sobą - powiedział.
- Nie chciałam brać żadnej torebki - wyjaśniła. Joe pokiwał z
dezaprobatą głową.
- Ktoś mógł zauważyć, gdzie chowasz klucz i dostać się pod
twoją nieobecność do domu. Albo - zawiesił głos albo zrobić
duplikat i przyjść tutaj, kiedy już będziesz sama.
Zabrzmiało to bardzo groznie, ale dziewczyna tylko machnęła
ręką.
- Często zmieniam kryjówki - powiedziała, bagatelizując całą
sprawę.
- Nic nie szkodzi. Wystarczy, że złodziej wie, że zostawiłaś
klucz gdzieś koło domu.
Rowena zadrżała.
- Przy tobie zaczynam zle myśleć o ludziach - poskarżyła się.
Joe położył dłoń na jej ramieniu.
146
RS
- Wcale nie o to mi chodzi. Ludzie są różni, dobrzy i zli -
powiedział sentencjonalnie. - Powinnaś jednak umieć radzić sobie z
tymi drugimi.
- Na razie nie mogę sobie poradzić z tym kluczem -zauważyła,
próbując otworzyć drzwi.
Joe pomógł jej i już po chwili znalazła się w przedsionku.
- Nie wstąpisz? - spytała. Pokręcił głową.
- Nie. Muszę już iść. To był bardzo miły wieczór, Roweno.
- Tak - przyznała rumieniąc się. - Naprawdę bardzo miły.
Joe odwrócił się na pięcie i już po chwili zniknął w mroku.
Rowena stała w otwartych drzwiach, nie zważając ha zimno. Patrzyła
przed siebie. W jej oczach pojawiły się łzy i zaczęły spływać po
policzkach.
Z głębi domu wybiegły oba koty i zaczęły się łasić. Dziewczyna
uśmiechnęła się. Więc jednak nie była sama. Zaczęła głaskać Megę i
Bajta.
- Dlaczego on musi być taki szlachetny? - zapytała koty. - A
może nie powinnam była przyznawać się, że jestem dziewicą?
Mega miauknęła.
- Masz rację, lepiej mówić prawdę.
Rowena westchnęła. Nigdy nie interesowały jej związki na kilka
dni czy raczej kilka nocy. Uważała, że sama zdecyduje, kiedy zechce
rozpocząć życie seksualne. Nie przyszło jej jednak do głowy, że nie
będzie to wcale takie proste. %7łe być może mężczyzna, którego
wybierze, wcale nie będzie jej pragnął,
147
RS
Ale przecież Joe jej pragnął!
Nie miała najmniejszych wątpliwości, że pożądał jej tak samo
jak ona jego. Więc dlaczego nie są teraz oboje w jej sypialni? Za
odpowiedz miała jedynie westchnienie.
Nakarmiła koty i weszła na górę, żeby napuścić wody do wanny.
Miała zamiar wziąć kąpiel, napić się herbaty, a w końcu powiedzieć
sobie, że Joe Scarlatti powinien zniknąć z jej życia.
Joe ukrył się między drzewami za rogiem domu, Eliot Tyhurst
wysiadł wreszcie z samochodu i podszedł do furtki. Otworzył ją i
podszedł do drzwi frontowych. Joe był pewny, że Rowena nie
zauważyła Tyhursta, kiedy wracali od Maria. Wyglądała na pogrążoną
we własnych myślach i odurzoną świeżym powietrzem.
Tyhurst nacisnął guziczek dzwonka. Czekał pół minuty, a
następnie zadzwonił jeszcze raz. Joe usłyszał skrzypnięcie drzwi.
- To ty, Joe?
Miał ochotę odezwać się i ostrzec dziewczynę, ale nawet się nie
poruszył w swojej kryjówce.
- Ach, Eliot. Miło cię widzieć.
- Tak, wyobrażam sobie - usłyszał Joe chłodny, niezbyt
uprzejmy głos. - Widziałem cię z twoim... przyjacielem.
- Naprawdę? Pracujemy razem dla jednej firmy. To znaczy
sprawdzam jego obliczenia. Jest księgowym.
Więc w końcu został księgowym.
- Jesteś z nim na ty?
148
RS
- Tak. Ma na imię Joe. - Zawahała się. Najwyrazniej nie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]