
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 476duo.Lawrence Kim Wesele w Szkocji
- 1.Dzieje śąydów w Polsce Obszerne opracowanie historyczne
- 1589011384.Georgetown.University.Press.Biotechnology.and.the.Human.Good.May.2007
- Harrison Harry Krok do Ziemi
- Anne Emery Cecilian Vespers, a Mystery (pdf)
- Reformed Dru
- Earthshock
- Jack Brighton Taken by the Vorinovs
- Trish Wylie śąycie jak romans
- Daley Brian Gwiezdne Wojny Przygody Hana Solo 02 Zemsta Hana Solo
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
kwiaty szybko odzyskiwały swą pierwotną niezależność. Na plaży poniżej tarasu stała
samotna postać: H. Harlow Wembling, patrzący na połyskliwe, langryjskie morze pod
popołudniowym słońcem. Nieśmiało podeszła doń Talitha.
Odwrócił głowę, kiedy usłyszał jej kroki na piasku. Potem patrzył w dal. Jego głos był bez
wyrazu.
- A więc... zostajesz?
- Poprosił nas o to rząd Langri. Jutro biorę z Arikiem ślub razem z Fornrim i Dalią. Może byś
przyszedł?
- Nie... nie, dziękuję - pośpiesznie rzekł Wembling. - Powiedziałem już Fornriemu, że dziś
wieczorem zakończę ładowanie złomu i natychmiast wystartuję.
Przerwał na chwilę, a potem mruknął, jakby do siebie:
- Co za strata! Jakież to wspaniałe miejsce na uzdrowisko!
Plażą zbliżała się do nich grupa tubylców, którzy nieśli polana. Ostrożnie położyli je na plaży,
przygotowując świąteczne ogniska. Potem uśmiechnęli się do Talithy i odeszli. Kiedy kolufy
zaczęły już wracać na dawne żerowiska, zrzucili z siebie okropne jarzmo niedożywienia, ale
nie tylko jedzenie wpłynęło na zmianę ich wyglądu. Byli szczęśliwi.
Wembling patrzył na nich ponurym wzrokiem.
- Przygotowania do wesela? - spytał.
- Nie. Zlub odbędzie się we wsi Starszego. A tu wieczorem mamy specjalne święto. Tubylcy
chcą uczcić odzyskanie planety.
Przyszli następni tubylcy z polanami. Wembling nie zwracał na nich uwagi i znów patrzył
daleko w morze.
- No, cóż, Tal... jesteś już dostatecznie dorosła i wiesz, co robisz. A ja życzę ci wszystkiego
najlepszego.
- Przykro mi, że skończyliśmy jako przeciwnicy, wuju Harlow, ale nie miałam wyboru.
- W porządku, Tal. To mnie nie zrujnuje. Ale jaka to strata... co za wspaniałe miejsce na
uzdrowisko!
Warkot maszyny nagle ucichł. Z lądowiska nadszedł pośpiesznie Hirus Ayns.
- Załadowaliśmy wszystko, co było tego warte - rzekł. - Sądzę, że tubylcom bardzo zależy,
abyśmy jak najprędzej stąd odlecieli.
- Powiedziałem Fornriemu, że odlatujemy dziś wieczorem. Nie musimy przecież uciekać.
- Jeśli mam być szczery - rzekł Ayns - uważam, że musimy.
Wembling i Talitha odwrócili się i popatrzyli w stronę lądowiska. Spora część ludności
Langri zbierała się tam na święto i tubylcy najwyrazniej uznali, że idealnym momentem
rozpoczęcia uroczystości będzie odlot ostatniego statku Wemblinga. Zamiast gromadzić się
tam, gdzie miało odbywać się święto, tłoczyli się na lądowisku, żeby zobaczyć odlot statku.
Ciasno go otoczyli, zostawiając jedynie wąski pas drogi dla maszyny do ładowania złomu,
którą właśnie wciągano na pokład.
- Dziś wieczorem będzie święto - powiedziała Talitha, zwracając się do Aynsa. - Przyszli tu,
żeby wziąć w nim udział.
- Niech więc go nie opózniają z naszego powodu - rzekł Ayns. - Wolałbym, żeby nie zabawili
siÄ™ naszym kosztem.
- Bzdura! - wybuchła Talitha. Ale Ayns był wyraznie przestraszony. Ruszył w kierunku
statku.
- Ma rację - powiedział Wembling. - Kręcenie się tutaj nic mi nie da. Odwrócił się.
- Do widzenia, Tal!
Odruchowo pocałowała go w policzek, a potem, kiedy szedł szybkim krokiem w stronę
statku, zaczęła szukać Arica Horta. Pózniej stali oboje, ramię przy ramieniu, w pewnej
odległości od tubylców, obserwując odlot Wemblinga.
Ayns dotarł już do tłumu uśmiechniętych tubylców. Rozglądał się niespokojnie na boki, kiedy
szedł przejściem, prowadzącym do statku. Również Wembling był coraz bardziej
niespokojny. Przyśpieszył kroku i zaczął przeganiać Aynsa. Nie wiadomo czemu, z
otaczających ich, uśmiechniętych twarzy, wyczytali złe zamiary i puścili się biegiem w
panicznej ucieczce. Zdyszani dotarli do trapu i przepychajÄ…c siÄ™ wzajemnie, weszli po nim na
statek. Ayns szybko zniknął w jego wnętrzu, Wembling zaś zatrzymał się na szczycie trapu,
odwrócił i popatrzył w dół na tubylców. Fornri i Dalia stali przy trapie. Oni także uśmiechali
się ze szczęścia, a Fornri wyciągnął rękę, miejscowym sposobem żegnając Wemblinga.
- No, cóż, Fornri - wysapał Wembling. - Chyba nie ma pan do mnie żalu. Pan wie, że
chciałem jak najlepiej dla waszego ludu. Uzdrowisko byłoby dla was wspaniałym nabytkiem.
Te wasze dziesięć procent...
Szeroki uśmiech rozjaśnił ich twarze. Wembling przerwał dla nabrania tchu, a potem ozięble
powiedział:
- Jestem wdzięczny za umożliwienie mi odzyskania materiałów budowlanych. Dziękuję.
- A my dziękujemy za ośrodek zdrowia odkrzyknął Fornri.
- Nie ma za co. Przykro mi, że nie widzieliście tego tak, jak ja. Toż to marnotrawstwo..
Dlaczego nie chcecie się zgodzić, żebyśmy znalezli kawałek wybrzeża, gdzie uzdrowisko nie
przeszkadzałoby w polowaniu?
Fornri nie odpowiedział.
- Dam wam dwadzieścia procent od dochodów - rzekł Wembling.
Przerwał i rzucił chytre spojrzenie na twarze w dole. Z otwartego włazu wyjrzał zaciekawiony
Ayns.
- Trzydzieści procent - rzekł Wembling. Znowu przerwał i popatrzył dokoła.
- Pięćdziesiąt procent.
Ayns ze zdumienia otworzył usta. Pochylając się w stronę Fornriego, Wembling wołał doń, a
[ Pobierz całość w formacie PDF ]