
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 373. Philips Sabrina Wesele w Atenach
- Appanah Nathacha Wesele Anny
- Gordon Lucy Włoskie wesele
- Watt Evans, Lawrence Ethshar 09 Night of Madness
- brust steven yendi
- D223. Rimmer Christine Musisz byc dzielna
- D. Virtue Dzieci Indygo. Opieka i Wsparcie
- verne_histoires_jean_marie_cab
- 096 Ewa wzywa 07... Pętla bieszczadzka Łohutko Marian
- ulum al quran
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
wyjaśnił, zupełnie niepotrzebnie: - Dzwoniłem do wuja Fergusa.
Poppy zerknęła ukradkiem na Lucę, jak zareaguje na obelgę. Lecz on nawet nie
spojrzał na Dougala. Nie odrywał wzroku od jej twarzy. Nim zdołała odwrócić głowę,
wstrząsnął nią potężny dreszcz.
R
L
T
- Twoja babcia i wuj Fergus zamartwiali się o ciebie, od kiedy usłyszeli, że ten
idiota przywiózł cię tutaj i zostawił samą na brzegu. Nie płacz, dziecinko, przecież przy-
jechałem po ciebie - uspokajał Dougal.
- Nie płaczę - zaszlochała Poppy, ocierając dłonią zapłakaną buzię.
- Dostanę herbatki?
- Jasne. Nie potrafię wyrazić, jak bardzo się cieszę, że cię widzę. Czy babcia zdro-
wa? - dodała z lękiem w głosie.
- Tak, ale dopiero teraz naprawdę odetchnie, kiedy usłyszy, że nic ci się nie stało. -
Rozpiął kurtkę i podszedł do Gianluki. - Dougal - przedstawił się, niemal miażdżąc mu
rękę w niedzwiedzim uścisku.
- Gianluca Rainieri.
- Myślę, że wielu ludzi uraduje wiadomość, że pan żyje, panie Rainieri. Wygląda
pan całkiem niezle jak na topielca.
- Topielca? - powtórzył Gianluca z roztargnieniem. Do tej pory nie słuchał go zbyt
uważnie. Okropnie sfrustrowany niedokończoną rozmową, skupiał uwagę na drobnej po-
staci, którą obserwował kątem oka.
- Znalezli łódz, a raczej jej szczątki. Straż przybrzeżna nie odwołała poszukiwań,
ale nie wierzą, że jeszcze znajdą kogoś żywego.
Gianluca zaczął rozważać w myślach ewentualne skutki rozpowszechnienia wia-
domości o jego śmierci. Jeżeli fałszywa informacja nie wyjdzie poza wąskie grono miej-
scowych, nie wywrze wpływu na rynki finansowe. Kolejna wypowiedz Szkota rozwiała
jego nadzieje:
- Wszędzie porozstawiali kamery telewizyjne, nie tylko z BBC. Przyjechali dzien-
nikarze, również z zagranicy. Bary robią złoty interes. Musi pan być bardzo sławny. Mój
Boże, co to będzie za sensacja, kiedy się dowiedzą, że pan nie zginął! - zachichotał, wy-
raznie rozbawiony niezwykłością sytuacji.
Gianluki bynajmniej nie ucieszył szum w mediach. Przewidywał, że w świetle ka-
mer i fleszy trudno będzie ukryć romans z Poppy.
R
L
T
- A kiedy zobaczą, jak wysiada pan z łodzi ze śliczną panienką... - Dougal przerwał
i gwizdnął przeciągle, mierząc Poppy znaczącym spojrzeniem, które Gianluca ocenił ja-
ko lubieżne. - Mam nadzieję, że w domu nie czeka na pana żadna zazdrosna dama?
- Dougal, moim zdaniem byłoby lepiej, gdybyś najpierw odwiózł pana Rainieriego,
a potem wrócił po mnie, jeżeli to możliwe - zasugerowała Poppy.
Gianluca zerknął na nią z ukosa.
- Dziękuję, panno Ramsay, ale... - zamilkł w połowie zdania, gdy wyobraził sobie,
co ją czeka, gdy dziennikarze skierują na nią obiektywy. - To doskonały pomysł - dokoń-
czył gładko.
- Zwietnie - potwierdziła Poppy.
Nie dała poznać po sobie, że sprawił jej przykrość, bez wahania wyrażając zgodę.
W końcu to ona sama zaproponowała takie rozwiązanie. Nie powinno jej dziwić, że pra-
gnął zachować w sekrecie przygodę w szkockim zamku z córką osławionej matki. Jednak
Dougal nie wyglądał na zachwyconego jej planem.
- Czy jesteś pewna, Poppy? Przykro mi zostawiać cię tu samą.
- Moim zdaniem panna Ramsay doskonale sobie radzi sama, przynajmniej według
jej własnych zapewnień - wtrącił Gianluca.
- To prawda - potwierdziła Poppy, z trudem przywołując uśmiech na twarz. - Tylko
nie zapomnij po mnie wrócić, Dougal.
- Skoro tak twierdzisz... Dostałem stanowczy rozkaz, żeby cię przywiezć z powro-
tem.
Poppy ucałowała go w zarośnięty policzek.
- Dokąd mnie zabierzesz?
Dougal porwał ją w ramiona i serdecznie uścisnął. Ten prosty gest szczerej sympa-
tii wycisnął jej łzy z oczu. Ze wzruszeniem odwzajemniła uścisk.
Gianluca zacisnął zęby. Omal nie wydał pomruku zgrozy, obserwując czułą scen-
kę.
- Moim zdaniem czas ruszać w drogę, żeby zdążył pan wrócić po pannę Ramsay -
zasugerował.
R
L
T
Dougal popatrzył tęsknie na czajnik, ale nie zaprotestował. Gianluca podążył za
nim ku wyjściu, ale w ostatniej chwili odwrócił głowę ku Poppy.
- Poradzę sobie z prasą. Pewnie zajmie to trochę czasu, ale obiecuję, że wkrótce
znowu się spotkamy, cara. Podaj mi swój numer telefonu.
Poppy spełniła jego prośbę. Zdziwiło ją, że go nie zanotował.
- Przypuszczam, że zostaniesz u babci na wsi?
Poppy skinęła głową.
- Chyba tak, o ile nie zechce zaraz tu wrócić.
- Zatrzymaj ją tam.
Jasne, nic prostszego!
R
L
T
ROZDZIAA JEDENASTY
Dwie godziny pózniej Poppy płynęła małą łódką przez wody morskiej zatoki w
kierunku białej wioski, trzymając na kolanach uratowaną kotkę w koszyku.
- Kiedy zacumowaliśmy, na nabrzeżu zapanował okropny chaos - relacjonował
Dougal. - Czekał na nas tłum reporterów. Muszę przyznać, że błyskające naokoło flesze
śmiertelnie mnie wystraszyły. Ale ten gość nawet nie mrugnął. Twarda z niego sztuka -
dodał z podziwem, zerkając ukradkiem na Poppy.
- O tak - potwierdziła uprzejmie.
- A kiedy zaczęli mu podtykać mikrofony pod nos, tylko się uśmiechał - zachicho-
tał Dougal.
- Czy dziennikarze nadal tam są? - spytała z lękiem w głosie.
- Bez obawy, dziecinko. Kiedy odpływałem, przyszedł jeden z jego ludzi i obiecał
im konferencję prasową w budynku rady gminy. - Zerknął na zegarek. - Teraz nie zoba-
czymy tam żywego ducha.
- O jakich jego ludziach wspomniałeś?
- Czekali tam na niego. Wielu miało krótkofalówki. Podejrzewam, że przyjechali,
żeby zorganizować transport zwłok. Przepraszam, dziecinko, pewnie ciężko przeżyłaś
uwięzienie w zamku w czasie sztormu - dodał, spostrzegłszy, że Poppy zadrżała.
Odetchnęła z ulgą, kiedy zaczął mówić o pogodzie. Na szczęście dla niej pozostał
przy tym temacie aż do momentu, kiedy dopłynęli do wioski.
Fergus wraz z żoną Emmą byli właścicielami wiejskiego sklepu. Obydwoje powi-
tali ją z ogromną radością. Powitanie babci zawierało mniej uścisków, a więcej surowych
pouczeń. Wyraziła żal, że jej wnuczka nie posiada za grosz zdrowego rozsądku i nie
zważa na uczucia innych. Za to nakłonienie jej do pozostania w wiosce przyszło Poppy
znacznie łatwiej, niż przewidywała. Poznała przyczynę, kiedy Isabel Ramsay wstała.
- Tylko lekko nadciągnęłam ścięgno - uspokajała, pokazując grubo obandażowaną
kostkę.
R
L
T
Zabroniła wnuczce użalać się nad sobą i dodała, że doskonale poradziłaby sobie o
lasce. Gdyby nie strome schody w zamku i brak łazienki na parterze, mogłaby spokojnie
spać na sofie.
- A teraz opowiedz mi o Gianluce - poprosiła na koniec.
- Nie zginął.
- Wiem. Ani przez chwilę się o niego nie bałam, ale nikt nie chciał mnie słuchać.
Tłumaczyłam Florze, że ten chłopak zawsze spadnie na cztery łapy, jak kot. Inaczej
dawno by zginął podczas tych szalonych wypraw, które podejmował, żeby ci zaimpono-
wać - dodała, zerkając z ukosa na Poppy. - Jest taki przystojny. Powinien się drugi raz
ożenić. Flora też tak uważa. A co ty o tym sądzisz?
- %7łe to nie moja sprawa, babciu.
Pomagając po południu w sklepie, Poppy zobaczyła na własne oczy, jak wielką
sensację w mediach wzbudziło tajemnicze zniknięcie i cudowne odnalezienie Luki. Gdy
wbrew przewidywaniom nie odjechał kuloodporną limuzyną z kierowcą, lecz wynajął
sobie pokój w miejscowym hotelu, dziennikarze również zostali. Wciąż powtarzano tę
historię. Pisały o niej wszystkie gazety. Kiedy zamykała sklep, telefon w jej kieszeni za-
dzwonił. Zaciągnąwszy żaluzje, wyjęła aparat i przyłożyła do ucha. Na dzwięk znajome-
go, ciepłego głosu cichutko westchnęła.
- Zadzwoniłeś... - wykrztusiła prawie bez tchu.
- Przecież obiecałem - przypomniał po chwili milczenia.
Poppy skinęła głową, zanim uświadomiła sobie, że jej nie widzi.
- Tak, ale nie zapisałeś numeru.
- Mam dobrą pamięć.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]