
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Kornew Paweł Przygranicze 6 Czarne sny. Część 2
- Heinlein, Robert A La Bestia Estelar
- Elaine Corv
- Smith Guy Trzesawisko 2 Wedrujaca Smierć‡
- Christie Agatha ZwierciadśÂ‚o pć™ka w odśÂ‚amków stos
- Zimmer Bradley, Marion Das Tor Zum All & Das Silberne Schiff
- horacjusze
- vibracja
- 0717. Bright Laurey Harlequin Romans 717 Wić™cej niśź obietnica
- (40) Olszakowski Tomasz Pan Samochodzik i ... Potomek szwedzkiego admiraśÂ‚a
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Niebawem zacznie się ściemniać, a ty, pani, jesteś zziębnięta.
Powinniśmy już wracać.
- Tak, chyba pora już wracać... - Anne rozejrzała się bezradnie
dookoła. - Spodziewałam się, że może chociaż znajdę coś ... coś ...
tylko co?
Zaczęła wołać Faraona, wielkiego psa ojca, wilczura, węszącego
gdzieś pośród skał. Czekając na psa, rozglądała się jeszcze raz
dookoła i nagle wstrzymała oddech. Wysoko, na zamkowych
murach ktoś stał. Mężczyzna z rozwianymi włosami, w
powiewającej czarnej opończy. Czarna, budząca grozę postać na
tle nieba, znaczonego purpurą przez zachodzące słońce.
- Czy to ... ta bestia?
- Nie. T o szaleniec - odezwał się kapitan. - Na Szetlandach stał się
już legendą.
- Wiem, słyszałam o nim, kapitanie. Ludzie mówią, że on
przestał być człowiekiem. Nazywają go Bestią z Czarnego Zamku.
- Szkoci są bardzo zabobonni. Proszę nie wierzyć w te banialuki o
różnych potworach.
- Ależ wcale w to nie wierzę! Oczywiście, że nie!
Odwróciła się i ruszyła przed siebie, do łódki, stąpając lekko po
mokrych, błyszczących kamieniach. Kapitan wsiadł pierwszy i
wyciągnął rękę, żeby jej pomóc przy wsiadaniu. I w chwili, gdy
składała dłoń w jego dłoni, w wodzie coś zamigotało.
- Chwileczkę, kapitanie! ,
Przykucnęła. Teraz widziała dokładnie, co leży na piaszczystym
dnie wśród czarnych kamieni. Złoty łańcuszek, w którym
odbijały się ostatnie promienie zachodzącego słońca. Zanurzyła
rękę i wyciągnęła łańcuszek z lodowatej wody. To nie był tylko
łańcuszek. Coś do niego było przyczepione. Złoty zegarek.
- Znalazłaś coś, pani? - spytał kapitan.
- Tak. Zegarek.
Otworzyła kopertę i zobaczyła napis: "Mojemu ukochanemu
Johnowi w dniu naszego ślubu. Elizabeth" .
Elizabeth. Imię jej matki. Chociaż Anne zegarek ten widziała
zaledwie kilka razy, nigdy z bliska, była pewna, że jest to zegarek
jej ojca.
- Niestety, właściciel tego zegarka nie odczuwa już jego straty -
powiedział smętnie kapitan. - Proszę, wsiadaj, pani. Pora stąd
odpłynąć.
Jeszcze raz zawołała Faraona. Pies wreszcie wybiegł spośród
skał, z nosem przy ziemi. Nagle skręcił w lewo, teraz węsząc
bardzo gorliwie. Zatrzymał się. Zaskomlał i zaczął zajadle kopać
w piasku.
- Faraon! Do nogi!
Pies przybiegł. Z pyska zwisał mu kawałek białego płótna.
Kapitan Singleton zaśmiał się.
- Jest pewien, że znalazł skarb! Szkoda, że nie potrafi wywęszyć
złota! Może być tu złota o wiele więcej, niestety, z tego samego
źródła, co zegarek.
- Tak. .. - powiedziała Anne nieswoim głosem, wyjmując chustkę z
pyska psa. Na jednym z rogów chustki wyhaftowane były inicjały.
J.C.C. John Charles Crofton. Chustka ojca, na pewno. Taką samą
dał jej tamtego wieczoru, kiedy rozpłakała się, opowiadając mu,
jak umierała matka.
Jej ojciec na pewno gdzieś tutaj jest, żywy albo martwy. I po co
ktoś zakopał jego chustkę? Zastanawiające... Ale miałoby to sens,
jeśli ojciec żyje, a ktoś chce, żeby nikt się o tym nie dowiedział.
Kto? A któż miałby mieć ku temu lepszy powód, jak nie pan tej
wyspy?
Faraon zaczął skomleć.
- Zabrałaś mu jego zabawkę, pani.
- A. .. tak.
Zaśmiała się ostrym, wymuszonym śmiechem i oddała chustkę
psu.
Odbili od brzegu. Lady Anne siedziała zamyślona, zapatrzona w
wodę. Palce, wsunięte do kieszonki, bezwiednie głaskały zimne
złoto. Kiedy łódź opływała cypel, odwróciła się, żeby jeszcze raz
spojrzeć na Czarny Zamek.
Na zamkowych murach nie było już nikogo.
Kiedy więzień odzyskiwał siły, Robert sam czuł się, jakby wracał
do życia. Na tę chwilę czekał cierpliwie przez długie pięć lat.
Warto było poczekać. W końcu sir John Crofton znalazł się tam,
gdzie powinien. W mrocznych lochach Czarnego Zamku.
Gavin. McDougal przekręcił klucz w zamku. Skrzypnęły żelazne
drzwi. Gavin odstąpił i podał Macqueenowi latarnię.
- Czy mam ci towarzyszyć, panie?
- Nie. Czekaj tutaj.
Robert pochylił głowę pod niskim nadprożem i wszedł do
zimnego, zatęchłego lochu. W kącie, na sienniku leżał sir John.
- Przychodzisz mnie uwolnić? - spytał, zasłaniając oczy,
odzwyczajone od światła.
Macqueen zaśmiał się.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]