
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Opowieści z Borgaanu 01 Oko Węża Rejdak Paweł
- Coffman Elaine Bestia z Czarnego
- Barry Sadler Casca 02 God Of Death
- Jeff Long Angels of Light
- Julie Kenner California Demon
- Dick Philip K. Druciarz Galaktyki
- Lynsay Sands Perfect Wife
- Graham Lynne śÂšlub w samć… porć™
- D299. Hingle Metsy Dziecko miśÂ‚ośÂ›ci
- James P. Hogan The Proteus Operation
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
się do druku. W tej chwili nastąpił wybuch sto metrów od nas podniosła się
fontanna śniegu, a w wyrwany otwór natychmiast rzucili się bracia, więc piromanta
nie dosłyszał dokładnie, co mówiłem. To i lepiej. Hamlet, dokąd teraz?
Uspokójcie się. Sielin wyjął papierosa. Trzeba decydować, czy
zostajemy, czy spadamy.
Nad nami zaterkotał automat albo bracia postanowili skorzystać z broni
palnej, albo komunardzi odpierali atak.
Sopel, można jakoś dotrzeć do środka, omijając braci? Duńczyk schował
głowę w ramiona.
Jest pewien wariant przyznałem, rozglądając się czujnie na boki. Nie
miałem ochoty lezć w tę rzeznię, ale najwyrazniej nie mogło mnie to ominąć. Też
byłem bardzo ciekaw, co tak zaniepokoiło Bractwo. Przecież nie zaginięcie syna
komandora. Tak szeroko zakrojona operacja mogła okazać się brzemienna w skutki
dla Zakonu, który ostatnio stracił sporo wpływów. Jak by nie patrzeć, większość
tutejszych mieszkańców nie miała z Komuną nic wspólnego.
Mów wreszcie, nie męcz duszy popędził mnie Duńczyk.
W tym tutaj domu jest podziemne przejście. Wskazałem sąsiedni
budynek. Jeśli bracia go nie wyniuchali, możemy spróbować z niego skorzystać.
DokÄ…d prowadzi? Sielin wyjÄ…Å‚ z kabury stiecz-kina.
Do głównego budynku. Ale tam są zawsze zamknięte drzwi.
Szlag z nimi. Filip zeskoczył z kozła. Stas, zostań tutaj.
A warto się tam w ogóle pchać? spytałem i zaraz wzdrygnąłem się od
wybuchu, który zmiótł śnieg z dachu. Przecież się spózniliśmy!
Niekoniecznie. Hamlet także wydobył swoją spluwę. Opowiesz, co
tam jest, czy z nami pójdziesz?
A na cholerÄ™?!!!
Trzeba.
Pójdę, skoro trzeba, co robić. Poddałem się, zacząłem sprawdzać wrzosa.
Przecież i Hamlet, i Sielin nie raz za mną stawali. Jeśli jestem im potrzebny, pójdę.
Ale potem poważnie sobie pogadamy. Napalm, zostaniesz ze Stasem?
Nie, ja z wami odparł piromanta, czujnie rozglądając się na wszystkie
strony. Całkiem rozsądnie uznał, że ryzyko oberwania zabłąkaną kulą jest o wiele
większe na dworze niż w podziemiu.
O! Swój chłop! Sielin klepnął go w plecy, nie bardzo kontrolując siłę
uderzenia. Masz u mnie trzy litry piwa!
Trzymam za słowo uśmiechnął się Napalm, który zatoczył się do przodu.
Szybciej niecierpliwił się Gorodowski zanim nas tutaj zjedzą. Sopel,
mów, co i jak.
Oczywiście nic sensownego powiedzieć nie zdążyłem. Nie dość, że byłem tam
jeden jedyny raz, to jeszcze okoliczności rozmowom niezbyt sprzyjały.
Z drzwiami co zrobimy? spytałem, gdy zeszliśmy do piwnicy i
przelezliśmy przez rury do małego kącika, gdzie pod zardzewiałą żelazną listwą
znajdowało się ukryte przejście.
Są jakieś pomysły? wymamrotał Filip. Patrzył w prowadzącą w dół
betonową rurę z wmurowanymi w ścianę żelaznymi stopniami. Nieoczekiwanie dla
wszystkich zaczął schodzić po stopniach tej drabiny samoróbki. Klnąc w duchu,
polazłem za nim.
Moja pomoc okazała się zbędna. Gorodowski przyczepił do zamka ładunek
kierunkowy, a potem odbiegł w przeciwległy koniec niewielkiego bunkra
oświetlonego migającą czterdziestokaratową lampą. A żarówka to przygasała, to
rozświetlała się wcale nie przez spadki napięcia, bo Gorodowskiemu nie udało się
odpalić ładunku za pierwszym razem przy pomocy pilota.
Kiedy naciskał niedziałający przycisk, miałem dość czasu, aby do mnie
dotarło, że zaraz tutaj nastąpi wielkie bum, więc odwróciłem się i zatkałem uszy.
Spełniło to swoją rolę i huk eksplozji w zamkniętym pomieszczeniu nie wydał się aż
tak głośny. W głowie, rzecz jasna, zadzwoniło, ale przeżyłem już gorsze rzeczy.
Wyrwane z zawiasów masywne drzwi wpadły do wartowni, a ja wskoczyłem
do zadymionego pomieszczenia zaraz potem. Zjadliwa spalenizna jadła oczy, ale od
razu nie mogło być wątpliwości, że bracia byli tu przed nami. Jeden strażnik leżał na
podłodze z rozbitą czaszką, drugiemu, ściskającemu w dłoniach myśliwską
dwururkę, z piersi wystawał bełt.
Za mną! Skoczyłem w wąski, ciemny korytarz. Chłopaki, dudniąc
obcasami po betonowej podłodze, runęli za mną.
Biec tędy bez najmniejszej nadziei na znalezienie osłony w razie natknięcia się
na komunardów było skrajnie niekomfortowo. Do tego gdzieś z oddali dobiegał
grzmot wybuchów, z sufitu sypał się tynk i zacząłem się obawiać, że nas w tym
przeklętym przejściu zawali gruz.
Ale nic, jeszcze kawałek i korytarz powinien się zrobić szerszy, zaczniemy
napotykać jakieś drzwi, uczyni się nieco spokojniej. Chociaż, z drugiej strony,
zwiększy się prawdopodobieństwo trafienia na gospodarzy.
Spokojniej się jednak nie zrobiło, wręcz przeciwnie w suficie pojawiła się
wielka dziura, z której zwisały trzy nylonowe liny. Nieco dalej leżało pięć trupów:
dwóch braci i trzech strażników. Zapewne żołnierze Bractwa nie spodziewali się
trafić tutaj na opór. W dodatku znajdowali się w niekorzystnej pozycji, zjeżdżając na
linach. Nie mieli szczęścia, jednym słowem.
Macie jakieś światło? Przeskoczyłem nad ciałami, podszedłem do
zabezpieczonego kratą otworu drzwi i zatrzymałem się. Gdybyśmy pobiegli dalej,
moglibyśmy naciąć się na strzelaninę.
Osłaniaj mnie rozkazał Hamlet. Wyjął elektryczną latarkę, oświetlił
prowadzące gdzieś w ciemność przejście. Nikogo nie było.
Pobiegliśmy więc dalej. Jeden oświetlał podejrzane miejsca, drugi osłaniał, aż
pozostali minęli potencjalnie niebezpieczny kawałek korytarza. Zamkniętych drzwi
nie ruszaliśmy, starając się jak najszybciej pozostawić je za sobą. Bracia też się
śpieszyli, podążając tędy...
Dokąd chcecie dotrzeć? Zatrzymałem się na rozgałęzieniu korytarzy,
patrząc czujnie w głąb schodzących się pod kątem prostym przejść.
Wiesz, gdzie jest zejście na niższe piętra? Gorodowski oparł się o ścianę.
Chyba tak. Nie wiedziałem na pewno, ale miałem pewne podejrzenia.
To chodzmy.
Skręciłem w lewo, przeskoczyłem perfidnie czający się stopień i zaraz
wpadłem w prowadzący w bok korytarz. Za przegradzającą go kratą dostrzegłem
jakiś ruch i pistolet maszynowy praktycznie sam z siebie posłał w tamtą stronę długą
seriÄ™ z jednego kÄ…ta w drugi. Nerwy.
Tam jest krata i wartownia powiadomiłem Gorodowskiego, kiedy
wróciłem za róg.
To nic. PrzesunÄ…Å‚ siÄ™ obok mnie, cisnÄ…Å‚ tam bojowy artefakt
przypominający kształtem zapalniczkę. Po chwili wyskoczyły ze środka języki
płomieni.
Gdy tylko ogień się wypalił, Hamlet rzucił się do przodu.
Idziemy!
Gnałem za nimi. Przesadziłem kałużę roztopionego metalu jedyne
[ Pobierz całość w formacie PDF ]