
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- GR695. McCauley Barbara Prywatne Ĺźycie gwiazdy
- Charlotte Lamb Strategia uwodzenia
- KruchośÂ›ć‡ jutra Bauer Ewa
- Baniewicz Elśźbieta Anna Dymna. Ona to ja
- Fundamentalisten_sind_immer_die_Anderen
- Cecily von Ziegesar 04 Plotkara 4. Bo jestem tego warta
- Kulonleges utas John J. Nance
- Benford, Gregory The Sunborn
- Tadeusz Boy śąeleśÂ„ski SśÂ‚ówka
- Dzieje administracji
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
z całą ostrością; Od pięciu lat ustawicznie ją oszukiwał. Czyżby jej
nie ufał i sądził, że mogłaby ostrzec Maxa? W samej rzeczy - gdyby
znała te plany i gdyby widywała się z Maxem, nie miałaby
najmniejszych oporów. Jak ojciec mógł coś takiego zrobić? I to do
spółki z Konstandinosem! Okłamywali go, próbowali go podstępnie
zniszczyć, odebrać mu firmę. Ogarnęło ją potworne wzburzenie.
- Leon Kera był moim najlepszym przyjacielem. Miałem
szczęście, że go znałem, to był wielki człowiek. Zainwestował w
moje przedsiębiorstwo, kupił duży pakiet naszych akcji, ceniłem
jego rady. Rejsy to był właśnie jego pomysł, ale - Max westchnął i
uśmiechnął się gorzko - nie mieliśmy szczęścia, trafiliśmy na zły
czas. Oprocentowanie kredytów gwałtownie wzrosło, recesja dała
się we znaki wszystkim i niewielu było stać na drogi urlop. A rejs
kosztuje. Mieliśmy więc duże problemy, nie miałem jednak
72
emalutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
najmniejszych wątpliwości, że w ciągu najbliższych pięciu lat
staniemy mocno na nogi. Ale cóż... Leon umarł, a na mnie rzuciły
się te sępy...
- Mówisz, że odbiorą ci czy już odebrali członkostwo w
zarządzie. Przecież to jednak twoja firma... W jaki sposób?
Odpowiedziało jej zniecierpliwione spojrzenie.
- Wciąż udajesz, że o niczym nie wiesz i niczego nie ro-
zumiesz? Wybacz, ale tego nie kupiÄ™. JesteÅ› jedynÄ… spadko-
bierczynią Geralda. Znam go i wiem, że przygotowuje cię do
przejęcia firmy. Musiał ci mówić o spisku z moim bratem.
- Ojciec nigdy o niczym mi nie mówi... - W tonie głosu Olivii
zabrzmiała taka gorycz, że Max ściągnął brwi i po raz pierwszy
jakby się zawahał. Miałby jej uwierzyć? - Nie ufa nikomu, chyba
nawet sobie, kiedy śpi - powiedziała, przypominając sobie swoje
powroty nad ranem podczas wakacji w Monako.
Wydawała się sobie wtedy taka dorosła i niezależna. Uważała,
że podejmuje samodzielne decyzje, że postępuje, jak sama chce, a
w rzeczywistości przez cały czas była jak dziecko - bezsilna, bierna
i poddana rodzicielskiej władzy.
Byłam marionetką w ich rękach, myślała teraz upokorzona i
zrozpaczona. Pociągali za sznurki, a ja tańczyłam, jak mi zagrano,
niczego nie podejrzewając. A Kristos? Dał z siebie zrobić taką
samą kukiełkę, czy też może wiedział, co knują te dwie stare wygi?
Poprosił ją o rękę, bo tak mu nakazano, czy zrobił to z własnej
woli? Czy w ogóle go obchodziła? Co właściwie o nim wiedziała?
Max przyglądał się jej coraz uważniej.
- Mam ci uwierzyć, tak?
Spojrzała mu prosto w oczy i nagle wybuchnęła gniewem.
73
emalutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
- Myśl sobie, co chcesz. Wszystko jedno, czy mi uwierzysz,
czy nie, ale powtarzam; Mój ojciec nigdy mi się nie zwierza,
zwłaszcza w sprawach dotyczących interesów. I chcę wiedzieć
tylko jedno: W jaki sposób oni obaj mogą ci odebrać firmę?
Nie odpowiedział od razu i choć wyraz drwiny nie opuszczał
jego twarzy, widziała, że trochę się zmieszał.
- W porządku - rzekł w końcu, przeczesując ręką włosy. -
Zabawmy się przez chwilę. Załóżmy, że o niczym nie wiesz, i oboje
poudawajmy. Przypuszczam, że celowo mnie tu zatrzymujesz,
chcąc zyskać na czasie. Któraś z tych waszych panienek wezwała
już pewnie policję... Ale jeśli tak to sobie wymyśliłaś, to wiedz, że i
tak nic nie uratuje twojego ojczulka. Nie mogą mnie zamknąć, bo
niczego złego nie zrobiłem. Przynajmniej do tej pory. Prędzej czy
pózniej go dopadnę, choćby się nawet schował w kasie pancernej i
wynajął cały pułk ochroniarzy.
Tym razem Olivia nie miała już cienia złudzeń. Wypełnione
nienawiścią oczy Maxa przemawiały jeszcze dobitniej niż słowa.
Poczuła, że trzęsą się jej ręce. Spostrzegła jednak, że to zauważył i
natychmiast je schowała, próbując zapanować nad sobą i nie
okazywać lęku.
- Leon Kera i ja - zaczął beznamiętnym, wymuszonym
tonem - mieliśmy w rękach sześćdziesiąt pięć procent wszystkich
akcji przedsiębiorstwa. Reszta należała do kilkunastu drobnych
[ Pobierz całość w formacie PDF ]