
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Charlotte Lamb Na śmierć i życie
- Daley Brian Gwiezdne Wojny Przygody Hana Solo 02 Zemsta Hana Solo
- Sub
- John Varley Titan
- Zakochane kundle Patsy Brooks
- Borowski Tadeusz Wyb悜‚r opowiadaćą_
- Foster, Alan Dean Catechist 03 A Triumph of Souls
- Cassandra Carr H
- Krentz Jayne Ann Ksić…śźć™ ciemnośÂ›ci
- Sandemo_Margit_34_W_śÂšnieśźnej_puśÂ‚apce
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Tak myślałam, bo wiatr pachnie morzem.
- To prawda. Niesamowity zapach, prawda? Tu się urodziłem i każdą wolną
chwilę spędzałem nad wodą, łowiąc ryby i kraby, pływając łodzią - rozmarzył się. -
Miałem wspaniałe dzieciństwo. Takiego samego życzyłbym sobie dla córki. Dlate-
go, zresztą, razem z żoną... - Głos uwiązł mu w gardle.
Bianka poczuła ogromne współczucie dla niego, więc szybko podjęła wątek,
aby dać mu szansę na uspokojenie się.
- Ja też miałam podobne dzieciństwo, tyle że na zachodzie kraju, na wybrzeżu
Dorset. Razem z przyjaciółmi spędzaliśmy każdy słoneczny dzień na plaży. Moja
mama strasznie narzekała na bałagan w moim pokoju, bo znosiłam do domu całe
mnóstwo skarbów: muszelki, kawałki drewna wyłowione z wody, wodorosty, ka-
myki. Rozkładałam je dosłownie wszędzie, byłam z nich tak dumna, jakby to były
bezcenne antyki. Nie ma jak morze, prawda?
- Rzeczywiście - zgodził się.
- W jakim wieku jest twoja matka? - zapytała po dłuższej chwili milczenia.
- Ma sześćdziesiąt trzy lata.
- I daje sobie radę z Lisą? - zdumiała się. - Nawet młode matki często narze-
kają, że nie nadążają za swymi trzylatkami.
- Nigdy się nie skarżyła - odparł chłodno, tak że natychmiast pożałowała, że
w ogóle podjęła ten temat.
S
R
- Może nie chciała cię martwić - wyrwało jej się. - Przepraszam, nie powin-
nam się wtrącać - dorzuciła pospiesznie. - To nie moja sprawa.
Nie rozumiała, jak mogła być tak bezmyślna! Przecież i bez jej uwag miał
wystarczająco dużo zmartwień. Operacja usunięcia wyrostka robaczkowego nie by-
ła wprawdzie bardzo skomplikowana, ale w tym wieku nie można było wykluczyć
możliwości powikłań. Z całego serca żałowała, że w porę nie ugryzła się w język.
Zresztą, nie znała pani Hearne, skąd więc mogła wiedzieć, czy ma ona dość siły, by
opiekować się małym dzieckiem?
- Uważasz, że jestem samolubny? - wycedził przez zaciśnięte zęby.
- Nie, oczywiście, że nie. - Energicznie potrząsnęła głową. - Przecież w ogóle
nie znam twojej matki, więc może równie dobrze okazać się, że jest w swoim ży-
wiole, mogąc wychowywać twoją córeczkę. Wybacz, nie powinnam była tego mó-
wić.
- Może i nie, ale już za pózno, teraz nie będę mógł przestać się nad tym zasta-
nawiać - mruknął.
- Przepraszam - szepnęła, jeszcze bardziej zmieszana.
- Nie przepraszaj, masz zupełną rację - zgodził się niespodziewanie. - Nie
wiem, jak mogłem sam tego nie zauważyć. Gdy moja matka wyzdrowieje, poroz-
mawiam z nią na temat posłania Lisy do przedszkola. A może powinienem raczej
rozejrzeć się za nianią?
Tym razem nie odpowiedziała, bała się bowiem, iż znów wyrwie się z czymś
nieodpowiednim. Tymczasem skręcili w wąską dróżkę, która doprowadziła ich ku
szerokiej białej bramie, a za nią rysowała się sylwetka dużego, staroświeckiego
domu.
Matt wyłączył silnik, po czym obydwoje wysiedli z auta. W jednym z okien
na parterze świeciło się światło, reszta domu była pogrążona w ciemności.
- Zaczyna się odpływ - zauważył po dłuższej chwili milczenia Matt.
- Skąd wiesz? - zdziwiła się.
S
R
- Słyszę - odparł po prostu. - Wiesz, wyglądasz zupełnie inaczej, gdy wiatr
rozwiewa ci w ten sposób włosy - skomentował, przypatrując jej się uważnie.
Odruchowo poniosła rękę, chcąc przygładzić fryzurę, ale Matt był szybszy,
pochwycił jej dłoń, zanim zdążyła cokolwiek zrobić.
- Nie ruszaj - poprosił. - Rozpuszczone włosy są bardzo sexy.
Szybko odwróciła głowę, chcąc ukryć zmieszanie. W tym momencie przed
dom wyszła zgarbiona starsza kobieta w chustce na głowie.
- Ach, to ty, Matt - ucieszyła się. - Spodziewałam się ciebie dużo pózniej.
Mam nadzieję, że nie jechałeś za szybko? - Przyjrzała mu się podejrzliwie. - Lisa
na szczęście jeszcze się nie obudziła - poinformowała, spoglądając z ciekawością to
na Matta, to na Biankę. - Właśnie dzwoniłam do szpitala. Twoja matka nadal jest
na sali operacyjnej, ale za godzinę można już będzie z nią porozmawiać, przynajm-
niej tak mi powiedzieli. - Ziewnęła, przesłaniając usta drżącą pomarszczoną dłonią.
- Jestem bardzo zmęczona, pójdę już. Strasznie przeżyłam to, co się stało, wiesz
przecież, jak lubię twoją matkę. Mam nadzieję, że wszystko dobrze się skończy.
- Na pewno - pocieszył ją Matt. - Jest silna, a usunięcie wyrostka to przecież
rutynowy zabieg.
- Miejmy nadzieję, że tak - zgodziła się kobieta. - Aha, w garnku na kuchence
znajdziecie zupę pomidorową. Musiałam czymś się zająć, żeby się nie zamartwiać,
więc postanowiłam przygotować coś do jedzenia. W lodówce jest mleko, sok po-
marańczowy, biały ser i połówka pieczonego kurczaka, a w szafce widziałam bo-
chenek świeżego domowego chleba.
- Bardzo dziękuję za pomoc, pani Morley - uśmiechnął się Matt. - Na panią
zawsze można liczyć. Proszę wsiadać, odwiozę panią do domu. - Ujął starszą panią
[ Pobierz całość w formacie PDF ]