
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Harry Harrison Bill 05 On the Planet of Zombie Vampires (Jack C. Haldeman)
- Harrison, Harry B3, Bill en el Planeta de los Placeres Ins
- Anne McCaffrey Planet Pirates 1 Sasslnak
- Anne McCaffrey Dinosaur Planet 2 The Survivors
- Harrison Harry Planeta Smierci, tom 1
- Barbet Pierre Babel 3805
- Hawkins Rachel Dziewczyny z Hex Hall 02 Diable SzkśÂ‚o rozdz 1 18
- Anderson Poul Straśź Czasu Tom 1 Straśźnicy Czasu
- Anderson Natalie Kuszć…ce zdjć™cie
- Heggan_Christiane_ _Zdradzeni
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
przechodnie oglądali się, to nie dlatego, \e byłem nagim człowiekiem, ale po prostu
człowiekiem, gatunkiem, który budził na ulicy taką samą ciekawość, jaką wzbudziłby
szympans we francuskim mieście. Dorośli przechodzili śmiejąc się, otoczyło nas kilka
małpiątek zachwyconych widowiskiem. Zira pociągnęła mnie szybko do samochodu,
wepchnęła na tylne siedzenie, a sama usiadła za kierownicą i ruszyliśmy wolno ulicami
miasta.
Miasto, które było stolicą wa\nego okręgu, widziałem dotąd tylko przelotnie. Teraz
musiałem ju\ pogodzić się z faktem, \e zamieszkiwały je małpy. Małpy piesze i małpy
zmotoryzowane, małpy sklepikarze, małpy śpieszące za swoimi sprawami i małpy w
mundurach, stojące na stra\y porządku. Poza tym miasto nie wyró\niało się niczym
specjalnym. Domy były podobne do naszych. Ulice, dość brudne, te\ były jak nasze. Ruch
samochodowy był mniejszy ni\ u nas. Uderzyła mnie jedna rzecz, a mianowicie sposób, w
jaki piesi przechodzili przez ulice. Zamiast zebry na jezdni były przejścia powietrzne -
metalowe sieci o du\ych oczkach, których przechodnie czepiali się czterema łapami. Wszyscy
nosili miękkie, skórkowe rękawiczki. Po długiej przeja\d\ce, która dała mi ogólne pojęcie o
mieście, Zira zatrzymała samochód przed wysokim ogrodzeniem, przez które widać było
ukwiecone zarośla.
- To jest park - rzekła. - Przejdziemy się trochę. Chciałabym ci pokazać inne rzeczy. Na
przykład nasze muzea są godne uwagi, ale na razie to jeszcze niemo\liwe.
Zapewniłem ją, \e z wielką przyjemnością rozprostuję nogi.
- A poza tym - dodała - nikt nam tu nie będzie przeszkadzał. Ruch jest mały, a czas,
\ebyśmy porozmawiali powa\nie.
IV
- Ty chyba nie zdajesz sobie sprawy, na jakie niebezpieczeństwa jesteś tu nara\ony?
- Z niektórymi ju\ się zetknąłem. Wydaje mi się jednak, \e gdybym się ujawnił, małpy
musiałyby mnie uznać za bratnią duszę, skoro mogę tego dowieść.
- I tu właśnie się mylisz. Posłuchaj...
Spacerowaliśmy po parku. Alejki były prawie puste i spotkaliśmy zaledwie kilka
zakochanych par, u których wzbudziłem tylko przelotne zainteresowanie. Ja natomiast
przyglądałem im się bez \enady, zdecydowany nie przepuścić \adnej okazji dowiedzenia się
czegoś więcej o małpich obyczajach.
Pary chodziły drobnymi kroczkami trzymając się wpół. Długość ich ramion sprawiała, \e
całość robiła wra\enie mocno zaciśniętego, skomplikowanego węzła. Często stawały na
zakręcie alejki i całowały się. Czasem, rzuciwszy dokoła ukradkowe spojrzenie, uczepiały się
niskich gałęzi drzewa i unosiły w powietrze. Nie rozluzniając uścisku, pomagając sobie ka\de
jedną ręką i jedna nogą z godną pozazdroszczenia zwinnością, wkrótce znikały w listowiu.
- Posłuchaj - mówiła Zira. - Twoja szalupa (wiedziała ode mnie, w jaki sposób
wylądowaliśmy na planecie), twoja szalupa została odkryta, a w ka\dym razie to, co z niej
ocalało. Bardzo zaciekawiła naukowców. Przyznali, \e nie mogła być zbudowana u nas.
- To wy budujecie podobne pojazdy?
- Nie tak doskonałe. Z tego, co mi mówiłeś, wynika, \e jesteśmy w stosunku do was
znacznie opóznieni. Wystrzeliliśmy mimo to kilka sztucznych satelitów na naszą orbitę. W
ostatnim było nawet \ywe stworzenie: człowiek. Musieliśmy zniszczyć go w locie, nie mogąc
sprowadzić z powrotem.
- Rozumiem - powiedziałem zamyślony. - Ludzie słu\ą wam równie\ i do takich
doświadczeń.
- Tak trzeba... A więc odkryli twoją rakietę.
- A statek, który od trzech miesięcy krą\y wokół Sorory?
- Nic o nim nie słyszałam, astronomowie musieli go przeoczyć. Ale nie przerywaj mi tak
ciągle! Część naukowców przyjęła hipotezę, \e szalupa pochodzi z innej planety i musiała
mieć załogę. Nie posunęli się jednak tak daleko, aby wyobrazić sobie istoty inteligentne pod
ludzkÄ… postaciÄ….
- Ale\ trzeba im to powiedzieć, Ziro! - krzyknąłem. - Mam dosyć \ycia w więzieniu,
choćby w najwygodniejszej klatce, nawet pod twoją opieką! Dlaczego mnie ukrywasz?
Dlaczego nie powiedzieć wszystkim prawdy?
Zira przystanęła, rozejrzała się wokół i poło\yła mi rękę na ramieniu.
Dlaczego? RobiÄ™ to tylko w twoim interesie. Znasz Zaiusa?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]