
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Feehan, Christine Dark 05 Dark Challenge
- 0748621520.Edinburgh.University.Press.Christian.Philosophy.A Z.Jul.2006
- Cole Allan & Bunch Christopher Sten Tom 5 Zemsta Przeklętych
- Craig Sinnott Armstrong God A Debate between a Christian and an Atheist
- Christine Feehan Mroczna Seria 12 Dark Melody
- Mary Balogh Dark Angel 07 A Christmas Br
- Elizabeth Hand Chip Crockett's Christmas Carol
- Christie Agatha Pierwsze...drugie zapnij mi obuwie
- William R. Forstchen Wing Commander 04 Heart of the Tiger
- Dzieci cienie. WśÂ›ród ukrytych, wśÂ›ród oszustów Haddix Margaret Peterson
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
szafki. Im mniej Vern wiedział o jej finansach, tym lepiej.
- Zgięcie kolan. Raz i dwa. Do dołu. - Głos madame Tarasov dominował nad
czystymi smyczkami Clair de la Lune Debussy'ego, a ręce opadały i unosiły się
płynnie do wtóru muzyki. - Głowy wyżej, ramiona wyprostowane. Marianne,
wyciągnij ten palec. Lucy, potrafisz unieść nogę wyżej. Ręka do góry. I zgięcie
kolan.
Lucy Gilmour poruszała się w takt muzyki z głową lekko przechyloną na bok,
patrząc gdzieś przed siebie. Nie musiała obserwować swojego odbicia w lustrze jak
inne dziewczęta, żeby mieć pewność, iż wykonuje swój układ perfekcyjnie. Ona to
wiedziała.
Uczyła się u madame Tarasov od pięciu lat - odkąd matka zabrała ją któregoś
Bożego Narodzenia na przedstawienie Dziadka do orzechów. Od tamtej pory Lucy
myślała tylko o jednym. %7łeby zostać tancerką.
Całkowicie poświęciła się baletowi. W przeciwieństwie do swoich rówieśniczek
nie interesowała się chłopcami, kibicowaniem na meczach czy szmatkami. Jej
życie toczyło się wokół matki, którą uwielbiała, i tańca.
Jako trzynastolatka miała ciało idealne dla baletnicy - smukłe i giętkie. W
czarnym trykocie gimnastycznym szczupłe nogi wydawały się dłuższe niż w
rzeczywistości i tylko trochę umięśnione pod sprężystą skórą, aby ich właścicielka
mogła wytrzymać trwające wiele godzin codzienne ćwiczenia.
Rude włosy, sięgające za ramiona, spinała w przepisowy koczek, dzięki czemu
wyglądała poważniej, wręcz dostojnie.
Przed rokiem wygrała lokalny konkurs i kiedy madame wspomniała jej o
krajowym turnieju w kategorii trzynastolatków, wiedziała, że musi zwyciężyć. Tym
razem główną nagrodą nie był puchar czy medal, ale czteroletnie stypendium do
prestiżowej Amerykańskiej Szkoły Baletowej w Nowym Jorku.
Pracowała bardzo ciężko, przygotowując się do konkursu. Była gotowa spełnić
każde polecenie madame, znosić nawet największy ból.
126
RS
- Więcej prezencji, dziewczęta, więcej prezencji. Unoście się wyżej. Teraz
wytrzymajcie arabeskÄ™. I... rozluznijcie siÄ™. W porzÄ…dku, panienki. Na dzisiaj
wystarczy.
Marianne, najlepsza przyjaciółka Lucy, zamknęła oczy z głośnym jękiem i
powoli osunęła się po ścianie, aż upadła pulchnymi pośladkami w twardy parkiet.
Była mokra od potu.
- Na pewno nie wytrzymam do dnia konkursu - wydyszała. - Padnę trupem
dużo wcześniej.
- Nie jest tak zle. - Lucy otarła szyję ręcznikiem. - Madame prowadzi nas na
miarę naszych możliwości.
- Ona nas nie prowadzi, Lucy, tylko torturuje.
- Przecież to takie słodkie tortury. - Lucy przymknęła oczy. - Nie uwielbiasz
tej chwili, kiedy zaczyna grać muzyka? Nie czujesz, jak cię unosi? Porywa? Nie
zapominasz wtedy o bólu?
- Nie. Przez większość czasu myślę o bólu w palcach i całych nogach. -
Mariannę spojrzała z zazdrością na przyjaciółkę. - Ale ty nie. Patrzyłam, jak
tańczysz. Wyglądasz, jakbyś była pogrążona we śnie, jakby oprócz ciebie i muzyki
nie istniało nic innego. Nie jestem nawet pewna, czy słyszysz polecenia madame.
Lucy uśmiechnęła się i nie odpowiedziała. Marianne i tak by nie zrozumiała.
Nikt nie zrozumie, jakie uczucia budzi w niej taniec.
Nieoczekiwana zawieja poprzedniej nocy pokryła pięciocentymetrową warstwą
śniegu ulice Mount Holly. Lucy nawet tego nie zauważyła.
Do konkursu zostały tylko trzy dni, toteż wszystkie chwile poświęcała na
ćwiczenia z madame Tarasov albo u siebie, w sypialni.
Była tak pochłonięta tańcem, że nie zdawała sobie sprawy, iż ktoś jej się
przygląda. Dopiero gdy wykonała ostatni piruet, stanęła twarzą w twarz z Vernem,
przyjacielem matki.
Kiedyś Vern Barber mógł uchodzić za przystojniaka, ale teraz miał obwisły
brzuch piwosza, cienkie, siwe włosy i wredne, rozbiegane oczka. Lucy miała
wrażenie, że jest bardziej odrażający niż ropucha. Nie umiała pojąć, co widzi w
nim jej matka.
Zatrzymała się gwałtownie.
- Kto ci pozwolił tu wchodzić?
- Pozwolił? - warknął Vern. - Od kiedy to potrzebuję pozwolenia, żeby
poruszać się po moim własnym domu?
- To nie jest twój dom. - Zciągnęła szlafrok z haczyka za drzwiami i okryła się
nim szybko.
Na wargach Verna błąkał się szyderczy uśmieszek.
127
RS
- Ejże, tak się mówi do przyszłego tatuńcia?
Na myśl, że jej matka mogłaby wyjść za tego leniwego flejtucha, Lucy zrobiło
się niedobrze. Nic nie powiedziała. Nie chciała wszczynać kolejnej awantury z
Vernem i denerwować matki.
- Muszę pracować nad układem.
- No, to nie będę ci przeszkadzał. - Ku przerażeniu dziewczyny Vern oparł się
o ścianę i machnął do niej ręką. - Wiem, że nie masz o mnie najlepszego zdania,
ale ja też cenię wyższe wartości. No, jazda. Chcę zobaczyć, czego cię uczą w tej
twojej szkole.
- wiczÄ™ sama.
Gwałtownie wyciągnął muskularną łapę i chwycił ją.
- A ja mam dość twojej bezczelności, dziewczyno. Nie widzisz, że staram się z
tobą zaprzyjaznić? Przynajmniej doceń mój wysiłek.
- Puść mnie. - Lucy wyrwała rękę. - To boli.
Uśmiechał się coraz szerzej.
- No, dobra. Przyda ci się mały pokaz siły, żeby polepszyć twój wredny
charakter.
Pod wpływem szamotania szlafrok rozchylił się. Ożywione spojrzenie Verna i
sposób, w jaki oblizał wargi, powiedziały jej, że podoba mu się to, co zobaczył pod
cienkÄ… koszulkÄ….
Gwałtownie popchnął ją na łóżko i nakrył swoim ciałem.
- Puść mnie! - Drżąc z obrzydzenia, Lucy otworzyła usta, żeby wołać o pomoc.
Vern znowu okazał się szybszy. Zanim zdążyła wydać z siebie choćby jeden
dzwięk, zatkał jej usta.
- Cicho! Chyba nie chcesz obudzić matki. To jej jedyny wolny ranek.
Myślała, że ze strachu zwymiotuje. Vern cuchnął piwem i potem.
Był tak ciężki, że nie mogła się poruszyć i ledwo oddychała.
Kiedy zbliżył do niej obślinione wargi, zaczęła wykręcać głowę to w jedną, to w
drugÄ… stronÄ™.
- Mama zabije cię, jeśli mnie tkniesz. Ja cię zabiję.
Roześmiał się. Nienawidziła tego wulgarnego, ochrypłego śmiechu.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]