
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Boulle Pierre Planeta Malp
- Turtledove, Harry V
- Taylor_Janelle_ _CieśÂ„_zdrady
- Mary Balogh Dark Angel 07 A Christmas Br
- Krentz Jayne Ann Damy i awanturnicy 02 Poszukiwacz skarbow
- 17 Zbigniew Nienacki Pan Samochodzik i Testament Rycerza Jć™drzeja
- 44.Tajemnica Dallas Sensacje XX wieku
- Grant Naylor Better Than Life
- James P. Hogan Giants 5 Mission to Minerva
- Harrison, Harry B3, Bill en el Planeta de los Placeres Ins
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
niowania jest wcią\ bezpieczny. Temperatura 30 stopni. Dobra widoczność w chromosferze.
Po upływie dziesięciu minut odezwał się ponownie. Jego spokojny głos tłumiły jednak
zakłócenia powstałe wskutek bliskości gwiazdy.
- Kończę pierwsze okrą\enie. W kabinie 38 stopni, na zewnątrz 4500; odległość od fo-
tosfery: 5000 kilometrów; otarłem się o protuberancje; jak dotąd nie zauwa\yłem niczego
podejrzanego.
Minęła godzina. W kabinie rufowej Eridanusa było spokojnie, ale czułem jak pot
spływa mi po plecach. Tatari meldował regularnie. Po piętnastym okrą\eniu odezwał się zde-
nerwowany:
- Szefie, mam go! Widzę podłu\ny obiekt! Spróbuję go złapać.
G.S.A. wziÄ…Å‚ ode mnie mikrofon.
- Niech pan spróbuje znalezć się nad nim. Przyciąganie gwiazdy pomo\e panu umo-
cować chwytaki.
- Dobrze. Jestem nad nim... Ju\ zupełnie blisko! No, mam go! W kabinie jest 45 stop-
ni. Nie wytrzymam długo w tych warunkach.
Zapadła cisza. Wszyscy zamarliśmy czekając na dalsze wiadomości. W końcu Tatari
odezwał się znowu:
- W porządku, wysłałem chwytaki. Cholera! Kabel robi się czerwony. Nic dziwnego,
na zewnątrz jest pięć tysięcy stopni. Zakładam chwytaki. Próbuje... tylko trzy się zahaczyły...
Trudno, mimo wszystko spróbuje go pociągnąć. Termometr wskazuje czterdzieści osiem
stopni.
Na ekranie zobaczyliśmy jak statek powoli zmienia orbitę na coraz dalszą od słońca
Go i powraca w strefÄ™ korony.
- Ju\ tylko dwadzieścia siedem stopni! Prawie mi zimno - za\artował Tatari. - Wcią\
go trzymam. Przygotujcie się na nasze przybycie. Proszę podać napoje chłodzące!
Upewniłem się, \e wszystko gotowe i poszedłem do śluzy nr 5, gdzie czekał ju\ Xar-
troff. Operacja lądowania przebiegła bez zakłóceń i po chwili witałem ju\ czerwonego na
twarzy Tatariego, który wysiadał ze swego ruchomego pieca.
- No, jak się pan czuje? Ogrzewanie w porządku? - spytałem.
- Działa bez zarzutu, dziękuje. Ale bardzo się cieszę, \e jestem ju\ z powrotem.
- Nie miał pan kłopotów?
- Najtrudniej było dostrzec to cudo wśród protuberancji i wirów chromosfery. O ile
zdołałem zauwa\yć, ma bardzo dziwny kształt. Jakby zbudowano go z płytek o ostrych kra-
wędziach. Nie widziałem \adnych anten i nie sądzę, by był zdalnie sterowany.
- Dowiemy siÄ™ tego. Na razie znajduje siÄ™ w luku nr 3. Jak tylko przejdzie pan kontro-
lę lekarską, niech pan tam zajrzy. Przeprowadzimy wstępne badania obiektu.
Na pierwszy rzut oka, satelita wyglądał dziwacznie: metalicznie połyskujący krysta-
liczny graniastosłup z mnóstwem załamań i wybrzuszeń, tworzonych przez mniejsze kryszta-
ły. Był w kolorze pirytowego mosiądzu. Piramidalne sześciany wieńczyły oba jego końce.
G. S. A. był bardzo zadowolony. Nigdy przedtem nie słyszałem, \eby mówił z takim
o\ywieniem.
- Ach, kapitanie, co za sukces! W końcu przenikniemy tajemnicę intraplozji. Mogę
pana zapewnić o wdzięczności, jaka spotka pana ze strony Rady. Bez wątpienia po powrocie
będzie miał pan prawo do nadzwyczajnego awansu w uznaniu zasług, jakie oddał pan naszej
sprawie. Teraz ju\ będę potrafił dowieść winy L2!
To straszne, pomyślałem, dyskutować z kimś, kto wszystko ju\ z góry uwa\a za prze-
sądzone. Oględziny satelity sprawią mu jednak niespodziankę Obiecywałem sobie doło\yć
wszelkich starań, by mój własny raport zneutralizował jego oskar\enie. W ka\dym razie nie
powinienem zbyt wcześnie odkrywać kart. Odpowiedziałem więc wymijająco:
- Jego ekscelencja jest dla mnie zbyt łaskawy. Wypełniłem tylko obowiązek i pomagał
mi w tym mój zastępca Xartroff. Niech pan o tym nie zapomina - ten sukces jest równie\ jego
dziełem!
- Oczywiście, oczywiście - przytaknął lekcewa\ąco G. S. A. okazując całą pogardę,
jaką zawsze \ywił dla podwładnych. - Damy mu jakiś medal. Ale wracajmy do naszej zdoby-
czy. Czekałem na pana z niecierpliwością. Pańscy głupi astronauci nie chcieli nic zaczynać
bez pana! Niech pan im ka\e to otworzyć!
Mówił o naszej zdobyczy jakby to była puszka konserw.
- Dalej, Lemaine - wydałem rozkaz drugiemu zastępcy - Niech pan spróbuje termicz-
nym palnikiem.
Mę\czyzna w skafandrze zbli\ył się do tajemniczego obiektu. Pociągnąłem za sobą G.
S. A. do opancerzonej kabiny i przystąpiliśmy do działania.
Szybko zdałem sobie sprawę, \e sposób, w jaki chcieliśmy to otworzyć był po prostu
śmieszny. Nieznany materiał, z którego był zbudowany satelita, wytrzymywał temperaturę
dwudziestu tysięcy stopni. Rozgrzał się do czerwoności pod połączonym płomieniem dwóch
palników, ale to było wszystko. Jedynym pozytywnym rezultatem było uzyskanie widma,
które pozwoliło nam dokładnie poznać budowę statku.
- Tak myślałem - zauwa\ył G. S. A. - Aby taka maszyna mogła znajdować się
w bezpośredniej bliskości gwiazdy, trzeba zapewnić jej du\ą wytrzymałość termiczną. Muszę
przyznać, \e przekracza to wszystkie nasze osiągnięcia w tej dziedzinie.
Wziął diagram, który podał mu Lemaine i powiedział:
- Tak... obiekt ten charakteryzuje niezwykle regularna repartycja atomów. Tak regu-
larna, \e przywodzi na myśl budowę kryształu. Wszystkie atomy zorientowane są w tym sa-
[ Pobierz całość w formacie PDF ]