
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Anderson Poul StraĹź Czasu Tom 1 StraĹźnicy Czasu
- Evangeline Anderson Vampire Secret Thirst
- Anderson, Poul El Mundo de Satan
- Anderson, Poul Fleet of Stars
- Andersson Marina Przystań posłuszenstwa
- Anderson, Poul The Star Fox
- Susan Squires Burning
- Exiles at the Well of Souls Jack L. Chalker
- Diana Palmer ZuchwaśÂ‚a propozycja
- Boge Anne Lise Grzech pierworodny 17 Nad przepaśÂ›cić…
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Seks nie jest najważniejszy - powiedziała z większą dozą stanowczości, niż rzeczywiście
czuła.
- Bez seksu nie ma życia.
- Nie mówimy o biologii.
- Będzie ci z tym zle - ostrzegł.
- Wcale nie. Mam cel, który chcę osiągnąć.
- Bez niczyjej pomocy.
- Rozumiesz, prawda?
- Nie, nie rozumiem.
Patrzyła na niego, zaskoczona.
- Nie rozumiem, dlaczego to musi tak wyglądać. Brak w tym wszystkim równowagi.
- Muszę zrobić to, co muszę. A nie zmierzam się wplątywać w przypadkowe relacje. Tego też
się już nauczyłam. Nie chcę przygód, ale też nie chcę teraz związku. Mam co innego na głowie.
- Wszystko albo nic - mruknÄ…Å‚.
- W tej chwili nic - powiedziała stanowczo.
- Okej. - Popatrzył na nią poważnie. - Wszystko jasne.
Nie odpowiedziała. Odwrócił się do komputera i przysunął sobie listę. Mya obserwowała jego
palce biegające po klawiaturze. Sprawiał wrażenie poważnego i skupionego.
Czy to możliwe, że tak po prostu zaakceptował jej życzenie? Problem polegał na tym, że nie
umiała przestać o nim myśleć. Jak mógł skoncentrować się na pracy, skoro ona tak bardzo go
pragnęła? Rozmawiała z nim szczerze i najwyrazniej go przekonała. Ale jego odwrót nie przyniósł jej
L R
T
ulgi, tylko sprawił przykrość. Była taka pewna, że jednak wykona jakiś ruch. Wtedy powiedziałaby
nie". Cóż, kiedy nie miała czego odmówić.
Trudno jej było zrozumieć własne opętanie. Chyba gdzieś po drodze pomiędzy barem a jego
domem zgubiła całą swoją silną wolę i rozsądek.
Brad wstał od komputera i podał jej wydrukowane strony.
- Masz co robić - powiedział. - A ja przygotuję kawę.
W kilka minut pózniej pojawił się z parującym dzbankiem, który ustawił po jej stronie biurka.
- Masz tu wszystko, czego ci potrzeba. W kuchni znajdziesz więcej kawy, owoce, czekoladę.
Zostań jak długo zechcesz, tylko nie wychodz bez pożegnania.
- Nie mogę zostać na całą noc.
- Prawdopodobnie tyle ci zajmie napisanie pracy.
- Bardzo ci dziękuję - powiedziała chropawo. - Naprawdę bardzo mi pomogłeś.
Ale kiedy zniknął za drzwiami, poczuła wielkie rozczarowanie.
Spojrzała na monitor. Wszystkie informacje miała w zasięgu ręki. Wystarczyło tylko czytać i
formułować własne zdania. Nic trudnego. Napisała już dosyć prac, by wiedzieć, czego oczekują
wykładowcy.
Boleśnie świadoma obecności Brada pod tym samym dachem, siedziała, nasłuchując, ale dom
był teraz bardzo cichy. W wyobrazni widziała siebie, jak idzie do sypialni i wślizguje się pod białą
kołdrę...
Cóż, wciąż pragnęła tego, czego mieć nie mogła. Tylko się niepotrzebnie zdekoncentrowała.
Nie ma mowy, by mogła pracować tutaj.
W ciągu dwudziestu minut wydrukowała resztę potrzebnych materiałów i spakowała swoje
rzeczy.
- Co robisz? - usłyszała, kiedy na paluszkach skradała się do wyjścia.
Odwróciła się na pięcie. Co robi? A on co robił? Dlaczego stał przed drzwiami sypialni prawie
kompletnie nagi, nie liczÄ…c bokserek?
- Nie mogę tu pracować - szepnęła, zarumieniona po korzonki włosów.
- Jednak wymykasz się bez pożegnania. - Skrzyżował ramiona na atletycznej piersi.
- Nie chciałam cię obudzić.
- Jak zamierzasz dostać się do domu?
- PiechotÄ….
- Jest druga w nocy.
- Zawsze wracam z baru piechotą. Wybieram oświetlone ulice i uważam.
- Wez mój samochód - zaproponował.
- To bardzo miło z twojej strony - westchnęła - ale nie mogę.
L R
T
- NaprawdÄ™ masz problem z przyjmowaniem pomocy.
Może i tak. Zwłaszcza od niego. Jego przyjacielskie podejście jeszcze bardziej mieszało jej w
głowie.
- Nie umiem prowadzić - wyznała cicho. - Nawet nie mam prawa jazdy.
Przez chwilę milczał, zaskoczony.
- Wszyscy umieją prowadzić. To życiowa konieczność. Ojciec cię nie nauczył?
Jej ojciec też nie prowadził. Po wypadku, który wydarzył się wiele lat wcześniej, utykał i miał
bezwładne prawe ramię. Odkąd pamiętała, był na rencie inwalidzkiej. Rodzice mieszkali w obskurnym
domu w podłej części miasta i Mya za wszelką cenę chciała ich stamtąd zabrać.
- Nigdy nie mieliśmy samochodu - przyznała szczerze.
Nie mogli sobie pozwolić na wiele rzeczy, które inni uważali za niezbędne do życia. Nie tylko
wydatki na samochód i benzynę, nawet rachunki za elektryczność często przekraczały ich możliwości.
- Dobrze. - Odwrócił się i wszedł do sypialni. - Odwiozę cię.
- Nie musisz - zawołała, zakłopotana, sfrustrowana i bardzo nieszczęśliwa.
- MuszÄ™.
- Nie chciałam ci przeszkadzać.
- Już się stało. - Był w dżinsach, w ręku trzymał koszulkę. - Podrzucę cię do domu. Nawet nie
próbuj protestować.
Otworzył frontowe drzwi i czekał na nią.
Do oczu napłynęły jej łzy, więc wyszła pospiesznie, chcąc jak najszybciej znalezć się w
ciemności. Przed nikim dotąd nie przyznała, jak bardzo było jej ciężko. Nawet Lauren nie miała
pojęcia, jak bardzo Mya była zmęczona. Nieprzerwana praca, ciągła konieczność pisania prac i
czytania literatury fachowej, usilne staranie o jak najwyższe noty, stały niedostatek snu. Uważała
jednak, że z tym wszystkim musi poradzić sobie sama. I z całą pewnością nie mogła tracić czasu na
jałowe rozmyślania i bezpodstawne nadzieje.
L R
T
ROZDZIAA SZÓSTY
Napięcie Brada nie zelżało ani trochę, kiedy w środku nocy wyprowadzał samochód i otwierał
przed Myą drzwi od strony pasażera. U osoby tak niezależnej nieumiejętność prowadzenia samochodu
wydawała się niepojęta. Mieszkali w Nowej Zelandii, tu każdy umiał prowadzić. I nie powinna po
pracy do pózna w barze wracać do domu piechotą. Blada i bardzo szczupła, wyglądała, jakby wzięła na
siebie zbyt duży ciężar. Niepotrzebnie obciążył ją dodatkowo tym przyjęciem. To było bezmyślne i
egoistyczne.
Zrobił to dla siebie, by móc spędzić z nią więcej czasu. Początkowo tylko jej pragnął i nie było
sensu się tego wypierać. Teraz jednak zaczął się o nią martwić.
- Nauczę cię jezdzić - obiecał, wrzucając bieg i wyjeżdżając na cichą, ciemną uliczkę.
- Bardzo ci dziękuję, ale to niepotrzebne. Mieszkam W centrum. Do pracy chodzę piechotą, no i
jest przecież transport publiczny. To przyjazniejsze dla środowiska.
- Wolisz się uczyć barmańskich sztuczek - wytknął jej, urażony odmową.
- Bałabym się uszkodzić twój samochód.
Zapragnął zatrzymać się i ją pocałować, odpowiedzieć na pragnienie, które wyczuwał w niej.
Nigdy dotąd nie pożądał kobiety tak mocno. Kto by pomyślał, że wszystko zaczęło się od zdjęcia.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]