
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Saga rodu Michorowskich 02 Córka Michorowskich Rohóczanka Anna
- James Clavell Asian Saga 03 King Rat
- Ed Greenwood Shandril's Saga 02 Crown Of Fire
- Sandemo_Margit_ _Saga_o_Czarnoksiezniku_Tom_4
- Feasey Steve Wilkołak 04 Igrzyska demonów Całość
- Pratchett_Terry_Nomow_Ksiega_Wyjscia_scr
- Eckhart (Mistrz) Traktaty
- Cartland Barbara Kobiety teśź majć… serca
- Diana Palmer Skrywana miśÂ‚ośÂ›ć‡
- Scenariusz mordercy James Patterson, Marshall Karp
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
zgromadzonych.
Oni wsłuchiwali się w wypowiadane przez nią słowa, Dida natomiast powróciła do rodzinnej
Doliny, którą opuściła tak dawno temu.
I jak to często bywa, kiedy człowiek bardzo nie chce czegoś pamiętać, jej podświadomość
wróciła do tej wyjątkowej epoki, którą Dida na wiele stuleci wyrzuciła ze swojej pamięci i
którą sama sobie zakazała wspominać.
97
ROZDZIAA VIII
Szła pustą drogą.
Wieczorne niebo wznosiło się nad ziemią takie wysokie i takie samotne. W kosmicznej nocy
zaczynały się zapalać pierwsze gwiazdy. Wokół niej skrzył się i mienił odbitym światłem
księżycowym śnieg.
Góry trwały czarne i milczące, zamykając horyzont. Szczyty były takie strome, że śnieg nie
mógł się na nich utrzymać. Tylko w żlebach i rozpadlinach białe plamy połyskiwały z oddali.
Dolina Ludzi Lodu!
Dusza Ludzi Lodu!
Ich jedyne miejsce na ziemi.
%7łeby nie wiem jak bardzo jej nienawidzili, żeby nie wiem jak bardzo chcieli ją wyrzucić ze
swych myśli, Dolina Ludzi Lodu nie popuszczała uścisku. Zawsze musieli do niej wracać,
nigdy nie mogli jej uniknąć, byli z nią związani, choć lata nadchodziły i przemijały...
Och, żeby tak można się było stąd wydostać!
Och, tęsknoto, dlaczego tak boleśnie ranisz duszę? Dlaczego tworzysz takie czarujące
obrazy świata poza górami, który nigdy nie będzie osiągalny?
Ostatniej jesieni znowu dwóch chłopców podjęło próbę ucieczki. Masy lodu pogrzebały ich
na wieki w tunelu. Wszyscy wiedzieli, za czyją sprawą oberwał się ten lód.
Innych natomiast Tengel Zły wypuścił z Doliny i obiecał przyjąć z powrotem, gdy wrócą, pod
warunkiem, że będą pokornie wykonywać wszystkie jego polecenia. Zostali więc jego
najwierniejszymi sługami. Ród potrzebował nowej krwi. Nowej, złej krwi!
Jego własne plemię, główny ród Ludzi Lodu, nie było imponująco duże. Teraz oprócz niego
samego liczyło zaledwie dwóch członków. Innych mieszkańców Doliny traktował jednak jak
swoich niewolników, mimo że wszystkich szczerze nienawidził.
Dida była w drodze do domu, jeśli można tak nazwać to miejsce, w którym pozwolono jej
mieszkać na łasce obcych ludzi. Po jedzenie mogła tam sięgać jako ostatnia, kiedy już
wszyscy się najedli, tak że najczęściej niczego już po prostu nie było i Dida chodziła głodna.
Musiała jednak wykonywać najcięższe i najbardziej męczące prace. Zrywała się bladym
świtem, najwcześniej przed wszystkimi, codziennie pracowała w polu i w gospodarstwie,
musiała dbać, by dzieciom gospodarzy niczego nie brakowało. Zajmowała się też starą
babką, do której nikt nie chciał się nawet zbliżyć, bo obłożnie chora załatwiała się do łóżka.
98
I to właśnie Dida musiała chodzić do znienawidzonego domu, w którym mieszkał jej
potworny dziadek, zanosiła tam jedzenie i stawiała wszystkie niezbędne rzeczy na ławce
przy furtce. Dziadek! Jakież to bezgranicznie szydercze określenie! Na ogół dziadek kojarzy
się ludziom z życzliwością i poczuciem bezpieczeństwa. Tengel Zły dla wnuczki, Didy,
oznaczał największe przerażenie.
Zresztą nie widziała go od wielu lat. Nikt go nie widział. Ukazywała się tylko jego szponiasta
ręka, żeby zgarnąć z półki przyniesione dary, albo niekiedy ponura postać w czarnej
pelerynie, kręcąca się po podwórzu domu, w którym mieszkał, ale to też tylko pod osłoną
wieczornego mroku.
Tengel Zły żył w nocy, wszyscy o tym wiedzieli. Za dnia nie widywano go kiedy, z wyjątkiem
sytuacji, gdy trzeba było ukarać kogoś, kto sprzeniewierzył się ustanowionym przez niego
prawom.
Musiał mieć teraz około stu osiemdziesięciu lat.
Ludzie podejrzewali, że jest nieśmiertelny. I ta myśl była dla nich nieznośna. Ale dlaczego
żyje tak długo właśnie tutaj?
Dida miała teraz dziewiętnaście lat. Zdawała sobie sprawę z tego, że dojrzała już do
małżeństwa, lecz młodych chłopców było w Dolinie bardzo mało, bowiem Tengel co i raz
likwidował kogoś nieposłusznego. Młodzi chłopcy bywają na ogół żądni przygód, wielu więc
próbowało się wyrwać z niewoli. Albo jeszcze gorzej: buntowali się!
Tengel unicestwiał każdego, kto okazał choćby cień nieposłuszeństwa.
Dolina śmiertelnego przerażenia...
Wciąż tu jednak przybywały nowe, podejrzane indywidua, starały się ukryć w tym
odgrodzonym od świata miejscu, nie przeczuwając nawet, że trafiają z deszczu pod rynnę.
Kiedy zaś poznawali prawdę o Tengelu Złym, było za pózno. Nigdy żaden z nich nie wracał
do świata.
Dida, panna na wydaniu, była osobą dumną. Wśród nowo przybyłych obieżyświatów miała
wielu konkurentów do ręki, trzymała ich jednak z daleka od siebie. Umiała spojrzeć z taką
lodowatą niechęcią, że kurczyli się i szli w swoją stronę.
Jako dziecko została przyrzeczona jednemu takiemu przybyszowi nazwiskiem Jolin. Ale nie
chciała nawet spojrzeć na tę głupią świnię. Za nic na świecie!
- Jolin? - zawołało wielu zgromadzonych w Górze Demonów - Pierwszy Jolin? Kim on był?
Heike powiedział pospiesznie:
99
- Jolin? Ten, który tak się przestraszył, kiedy zobaczył cię w Eldafordzie? No właśnie, kim on
był?
Dida ocknęła się, od wspomnień wróciła do rzeczywistości. Naprawdę zapomniała, że
opowiada zebranym o swoim życiu.
- Niewiele pamiętam na temat tego wstrętnego Jolina. W każdym razie był potomkiem
pewnej kobiety, która przybyła ze Wschodu, i jakiegoś łobuza, któremu nasze plemię
pomogło w drodze do Norwegii. Pózniej krew tej rodziny została przemieszana z krwią
różnych intruzów, którzy szukali u nas schronienia. Jolin nie był spokrewniony z Tengelem
Złym ani z naszym plemieniem, ale został wychowany zgodnie z odwiecznymi rytuałami
rodu i mówił naszym językiem. Nie był on jednak człowiekiem o dobrym charakterze, co to,
to nie! Wszyscy w Dolinie Ludzi Lodu uważali, że jest odrażający, leniwy i podstępny. Nie
można było na nim polegać. No i właśnie tylko on jeden miał prawo przychodzić do domu
Tengela i usługiwać mu jako ulubiony niewolnik. Przez to dla nas Jolin był jeszcze bardziej
obrzydliwy.
Dida zadrżała na to wspomnienie. Przypomniała sobie, że za tego człowieka chciano ją
wydać za mąż.
- Och, to była wstrętna, okropna, odpychająca kreatura - mruczała sama do siebie.
- Możemy sobie to bez trudu wyobrazić - powiedział Eskil, który widział Jolina w Eldafordzie.
Inni Ludzie Lodu siedzieli w milczeniu. Nie bardzo mogli zrozumieć, że taka piękna i dumna
istota jak Dida mogła być trzymana daleko od normalnego świata, w otoczeniu pospolitych,
prymitywnych ludzi. Jak ona to zniosła? Ale... Człowiek ma ogromne zdolności do
przystosowywania się, nawet jeśli nie akceptuje swego otoczenia.
Mimo wszystko każdy dzień musiał być udręką dla szlachetnej Didy, wnuczki możnego
havdinga. Noszącej w dodatku stempel obciążonych dziedzictwem zła, żółte oczy...
Wszyscy zgromadzeni czuli bolesny ucisk w gardle, gdy myśleli o gorzkim losie tej pięknej
kobiety. Choć przecież słyszeli dopiero początek tej historii. A miało się jeszcze tyle
wydarzyć! I czekało ją wiele jeszcze straszniejszych przeżyć.
- Ale niewolnik zdołał przechytrzyć swego pana - rzekła Dida w rozmarzeniu. - Jolin
otrzymywał od czasu do czasu pozwolenie na opuszczenie Doliny. A był to człowiek
zachłanny. Wprost niewiarygodnie zachłanny. Wszystkie najcenniejsze relikwie Ludzi Lodu,
pamiątki plemienne, które z wielką ofiarnością zostały przyniesione ze Wschodu,
[ Pobierz całość w formacie PDF ]