
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Boris Pahor Vila ob jezeru
- 143. Harlequin Romance Winters Rebecca Ich dwoje
- Pić…ta ofiara
- Carla Neggers Nocna straśź
- Hollanek Adam, Janicki Jerzy Noc lwowskich profesorów
- Terry Brooks Kapitan Hak
- Swan Bella K
- Drawing_chemical_structures_and_graphical_images eng
- Stableford, Brian Emortals 01 Inherit the Earth
- Blood Pact Tanya Huff
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
ma pan na sobie munduru - to d-dwa. O wypełnianiu obowiązków
lepiej w ogóle nie wspominać. Nawet pan nie powiadomił, że
następuje akt aresztowania - to trzy. Wyłamaliście drzwi, wdarliście
się z krzykiem, strasząc bronią. Ja na miejscu tych państwa uznałbym
was za bandytów i gdybym miał przy sobie rewolwer, bez uprzedzenia
otworzyłbym ogień. Czy mogła pani uznać pana Burlajewa za
bandytę? - spytał Erast Pietrowicz panienkę, patrzącą na niego z
dziwnym wyrazem twarzy.
- A to nie bandyta? - zareagowała natychmiast Esfira Litwinowa,
udając skrajne zdziwienie. - Właściwie kim wy wszyscy jesteście? Z
Oddziału Ochrany? Dlaczego od razu nie powiedzieliście?
- No, ja tego tak nie zostawię, panie Fandorin - złowieszczo
przemówił Burlajew. - Jeszcze zobaczymy, czyj resort jest silniejszy.
Idziemy stÄ…d w cholerÄ™!
Ostatnia fraza była adresowana do agentów, którzy schowali
broń i zdyscyplinowanym szeregiem skierowali się do wyjścia.
Pochód zamykał Mylnikow. Na progu odwrócił się, z
uśmieszkiem pogroził młodym ludziom palcem, radcy stanu skłonił
się z pełną kurtuazją i wyszedł. Przez pół minuty w bawialni panowała
cisza, tylko zegar tykał na ścianie. Potem student z rozbitą brwią
podniósł się gwałtownie i pędem rzucił się do drzwi. Pozostali,
również gwałtownie, nie żegnając się, poszli w jego ślady.
Zanim upłynęło następne pół minuty, w pokoju zostały tylko
trzy osoby: Fandorin, Aarionow i zapalczywa panienka.
Córka bankiera z bliska wpatrywała się w Erasta Pietrowicza
zuchwałymi, żywymi oczyma, a pełne usta, nie całkiem pasujące do
szczuplutkiej twarzyczki, wypaczyły się łukiem jadowitego
uśmieszku.
- Niezle zainscenizowane - oceniła mademoiselle Litwinowa i z
udawanym zachwytem pokiwała ostrzyżoną główką. - Odkrywcze. I
odegrane wirtuozersko, niby w teatrze Korsza. Jaki powinien być
dalszy ciąg waszej sztuki? Wdzięczna dziewica pada na łono
pięknemu wybawcy i roniąc łzy na jego wykrochmaloną koszulę,
zaprzysięga mu wieczne oddanie? A potem pisze dla was donosy na
swoich towarzyszy, tak?
Erast Pietrowicz zauważył ze zdziwieniem, że krótko obcięta
fryzura wcale nie szpeci panienki, lecz na odwrót, doskonale pasuje
do jej chłopięcej twarzy.
- Czy pani rzeczywiście miała zamiar strzelać? - spytał. - Głupio.
Z takiego ś-świecidełka - wskazał laską walający się rewolwerek -
Burlajewa i tak nie dałoby się zabić, za to panią z pewnością
rozsiekaliby na miejscu. Mało tego...
- A ja się nie boję! - przerwała mu zadziorna pannica. - A
niechby rozerwali! Nikczemności i samowoli nigdy nie wolno
tolerować!
- Mało tego - kontynuował radca, puszczając jej replikę mimo
uszu - zgubiłaby pani swoich przyjaciół. Wasz wieczorek zostałby
uznany za naradę terrorystów i wszyscy wylądowaliby na katordze.
Mademoiselle Litwinowa speszyła się, ale tylko na ułamek
sekundy.
- Pomyślałby kto, jaki humanitarny! - wykrzyknęła. - Tylko że ja
nie wierzę w Atosów z żandarmerii. Tacy jak pan, uprzejmi,
wymuskani, są jeszcze gorsi niż jawni krwiopijcy w typie tego z
czerwoną gębą. I sto razy bardziej grozni! Czy pan chociaż rozumie,
panie pięknisiu, że wam wszystkim nie uda się uciec przed zemstą?
Wojownicza panienka wystąpiła naprzód i Erast Pietrowicz
musiał się cofnąć - paluszek z ostrym paznokietkiem groznie rozcinał
powietrze przed samym nosem radcy.
- Kaci! Oprycznicy! Nie skryjecie siÄ™ przed pomstÄ… ludu za
bagnetami waszych straży przybocznych!
- Ależ ja się wcale nie chowam! - odpowiedział urażony radca
stanu. - %7ładnej straży przybocznej nie mam, a mój adres jest
wydrukowany we wszystkich książkach adresowych. Może pani
sprawdzić: Erast Pietrowicz Fandorin, urzędnik do specjalnych
poruczeń przy generale-gubernatorze.
- Aa, tenże sam Fandorin! - Dziewczyna rzuciła spojrzenie
Aarionowowi, jakby przywołując go na świadka tak zadziwiającego
odkrycia. - Harun ar-Raszid! Niewolnik lampy!
- Jakiej znów lampy? - zadziwił się Erast Pietrowicz.
- No jakże! Wszechmocny dżin, ochraniający starego sułtana
Dołgorukiego. To on, Iwanie Ignatjewiczu, groził filerom
gubernatorem. - Znowu odwróciła się do inżyniera. - A ja nie mogłam
zrozumieć, co to za wysoko postawiona szycha, która nie boi się
ochrany! Nie wiedziałam, panie dżinie, że pan nie pogardza też
ściganiem politycznych.
Dobiła Erasta Pietrowicza ostatnim, już całkowicie
spopielającym spojrzeniem, skinęła na pożegnanie gospodarzowi i
władczym krokiem skierowała się do wyjścia.
- Niech pani poczeka! - zawołał za nią Fandorin.
- Czego jeszcze pan ode mnie chce? - Panienka dumnie
wyprostowała zgrabną szyję. - Jednak namyślił się pan mnie
aresztować?
- Pani zapomniała swojej broni. - Radca stanu podniósł rewolwer
i podał jej rękojeścią do przodu.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]