
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Willow Springs Ranch 5 Park's Lot
- Andre Norton Gryf w chwale
- Wright Laura Kochać‡ bez pamić™ci
- Nora Roberts DziśÂ› i na zawsze
- James Axler Deathlands 059 Amazon Gate
- DeNosky_Kathie_Tornado_Burza_uczuc_01
- Odwaznie_o_seksie
- Burroughs Edgar Rice 3. Prawo dśźungli
- Cross Caroline SpeśÂ‚niony sen
- Lindsey Johanna Dzikie serce
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Tam gdzie jest jeden, może być i więcej.
Poza tym - i to było coś nowego - nie musiał koncentrować się na dokładnym
myślowym obrazie, by nawiązać kontakt, jak zawsze musiał, czy też sądził, że musiał, w
przypadku Toggora. Teraz z zamkniętymi oczami, nieruchomym ciałem zwiniętym w ten
napięty kłębek, rozpoczął kolejne poszukiwania.
Jedyne okno w ścianie, wysoko ponad głową, ukazywało skrawek nieba. Jakie żywe
istoty, prócz mężczyzn z Gildii, w ślizgaczach przemierzają to niebo? Z początku niezręcznie
i z niewielkim powodzeniem pomyślał o niebie i nie bardzo konkretnie o skrzydlatej istocie,
która po nim szybuje. O ptakach wiedział bardzo mało, prawie nic. Ich odpowiedniki nie
pojawiały się na Obrzeżach, z wyjątkiem kilku zawszonych ścierwojadów żerujących w
niektórych ciemnych zaułkach. Było coś&
Zlad myśli! Faree włożył całą swą siłę w jej dotknięcie i owinięcie się wokół niej oraz
odnalezienie jej zródła. To był mieszkaniec przestworzy, który latał& i znowu głód i chęć
łowienia poruszyły nieznane. Faree próbował zobaczyć, lecz różnica w ich narządach wzroku
była zbyt wielka albo&
Zupełnie jakby ktoś nacisnął guzik. Nagle chłopiec widział wszystko z lotu ptaka:
ziemia rozpościerała się pod nim jak wielka podłoga. Budynki na wzniesieniu były
szaroczarną plamą z migoczącymi tu i ówdzie światami. Mógł&
- Kto?
Aaknienie i żądza polowania zostały odcięte tak samo gwałtownie, jak nastąpiła
zmiana w widzeniu. Tam był& jeszcze jeden!
- Thassa? - pomyślał Faree.
- Thassa. - Odpowiedz, która nadeszła na to jednowyrazowe pytanie, przyniosła
zdecydowane potwierdzenie. - Kto?
Faree spróbował przedstawić myślowy obraz siebie w całej swojej pokraczności. Nie
mógł mieć pewności, czy tamten chce podążać jego śladem tak, jak on podążał torem
myślowym latającej istoty.
- Tutaj! - Nie była to myśl ptaka. Brzmiała wyraznie w jego mózgu, nawet gdy
próbował nawiązać kontakt jeszcze raz.
- Nie! - Obawiał się Gildii. Co prawda są odizolowani polami ochronnymi, ale w
kontaktach z Thassami mogą stosować alarmy, które zdradzą takie wtargnięcie, jakby sam
wróg wjechał w bramy.
- Nie tak - odpowiedz była tak stanowcza i głośna, że Faree wyciągnął się i
gwałtownie spojrzał na drzwi, niemal pewien, że te słowa zostały wypowiedziane na głos, a
nie mową myśli. - Jesteś&
Przez chwilę, odpowiadającą jednemu czy dwom oddechom, nie nadeszło żadne inne
słowo. Potem tak samo wyraznie ten głos myślowy rzekł:
- Jesteśmy na poziomie nie bardzo znanym& nieznanym. - W tych słowach zdawało
się brzmieć zdziwienie. - Oni mają swoje środki ostrożności, ale to dotyczy takich umysłów
jak ich. Nie dowiedzą się. Co się stało?& Jesteś Thassem? - Faree wrócił do wcześniejszej
myśli. Nie dało się nie zauważyć podobieństwa tego głosu do tego, który docierał do nich
wcześniej na statku.
- Dlaczego? - spytał chłopiec.
- Dlaczego? Bo jesteś na nas otwarty, a wszyscy inni są zamknięci, prócz zwierzęcia w
murach i tego, który lata. Kim są ci tutaj i czego chcą?
Teraz chłopiec był pewien, że to jeden z czwórki, która na zgromadzeniu dokonywała
sądu nad Maelen. Może to on zatkał mu uszy tą nieznośną pieśnią żałobną, którą śpiewano w
sali spotkań.
Chociaż Thassowie znaczyli dla niego niewiele więcej niż sama ich dziwna nazwa, to
jednak zagrożenie dotyczyło tych, których znał. Szybko uporządkował myśli i spróbował
wrócić do spotkania z komendantem.
- Aha. - Głos rozmówcy tylko tak skomentował relację. - I planują może użyć cię jako
przynęty do jakiejś pułapki?
- Ale to nie zadziała - odpowiedział szybko. - Bo przecież czym ja jestem, żeby ktoś
się dla mnie narażał? Tylko& oni sprowadzają inne maszyny&
- Maszyny! - powiedział drugi głos. - Sprofanowali już Dawne Miejsce swoimi
ślizgaczami i chcą jeszcze użyć innych maszyn. Nie trać jednak nadziei, maleńki. Mówię to, a
takich słów nie rzuca się na wiatr, chociaż nie znasz nas na tyle, by to zrozumieć. W twojej
obecności została odśpiewana pieśń. Teraz jesteś pod opieką Zpiewaków i to, co dzieje się z
tobą, dotyczy również nas. Nie jesteś zapomniany. Pamiętaj o tym i zachowaj spokój jak do
tej pory!
Równie gwałtownie, jak w przypadku latającej istoty, kontakt został przerwany. Faree
doznał dziwnego uczucia, jakby w jakiś sposób ten głos trochę odciągnął od niego coś, co
było wewnętrzną częścią chłopca. Jednak nie była to ucieczka. Nadal siedział skulony w celi,
on - Zmierdziel z Obrzeży, nie widząc żadnej nadziei na wybawienie. Gdyby był w swoim
świecie, przyszłoby mu do głowy wiele pomysłów, ale tutaj nic nie mógł zrobić.
Pomyślał o tej obietnicy, jeśli była to obietnica. Maelen może by uwierzył i odzyskał
nadzieję. Ale temu, którego nie znał& liczne doświadczenia z przeszłości kazały mu wątpić.
Może i chcieliby mu pomóc, ale Faree nie wierzył, by mogli cokolwiek zdziałać.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]