
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Dragonlance Anthologies 01 The Dragons Of Krynn
- Kurtz, Katherine Adept 01 The Adept
- Bova, Ben Orion 01 Orion Phoenix
- James M. Ward The Pool 01 Pool of Radiance
- Trylogia mgły 01 Książe Mgły Carlos Ruiz Zafon
- Essentials of Maternity Newborn and Women's Health 3132A 01 p001 020
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- 11.Oblicza namietnosci 01 Zapach kobiety Jo_Leigh
- Carole Cummings [Aisling 01] Guardian [Torquere] (pdf)
- Barton Beverly Cherokee Point 01 Piąta ofiara
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
A Josh poczuł się tak, jakby muł kopnął go w żołądek.
- Kiedy odjechała?
- Dosłownie przed chwilą. Właściwie to żeście się rozminęli
- Mówiła ci, którą drogą pojedzie?
- Nie. Ale... - na twarzy Earla pojawił się szeroki uśmiech -
spytała tylko, czy drogą, którą jechaliście wczoraj, można
dojechać do drogi stanowej 70.
- Zwietnie. Zaraz jÄ… dopadnÄ™.
Biała furgonetka pojawiła się nagle. Wyjechała z boku, z pola,
wjechała na drogę i wyhamowała gwałtownie. Katie też
wyhamowała równie gwałtownie, dzięki czemu nie doszło do
zderzenia. A kiedy zobaczyła, kto wysiada z białej furgonetki,
serce podskoczyło jej do gardła.
Josh, jak zwykle, wyglądał imponująco. Nie, jeszcze bardziej
niż zwykle, bo był wściekły. Cały aż buchał tą emocją, co
dodawało mu groznej malowniczości.
Podszedł do drzwi i szarpnął za nie.
- Co ty wyrabiasz, Katie? - Głos, o dziwo, był w miarę spokojny,
znak, że Josh próbuje jednak zapanować nad sobą. - Po tych
dwóch nocach można by się raczej spodziewać, że jeśli wyje-
dziesz, to nie zrobisz tego bez pożegnania!
- Myślałam, że tak będzie lepiej... - Zamilkła z obawy, że
jeszcze jedno słowo i całkowicie się załamie, przez co zrobi z
siebie kompletnÄ… idiotkÄ™.
- Aha. Czyli twoim zdaniem najlepiej było wyjechać stąd po
cichu. Uciec jak złodziej, zamiast porozmawiać o tym, co
wydarzyło się między nami. I co zamierzamy z tym zrobić! -
Wsadził rękę do samochodu i przekręcił kluczyk w stacyjce. -
Przykro mi, skarbie, ale jestem innego zdania.
- Josh, ja naprawdÄ™ nie widzÄ™ powodu...
- Ale ja widzę. Katie, powiedz mi, tylko zupełnie szczerze,
dlaczego uciekłaś.
- Bo ja... bo ja chciałam wyjechać jak najprędzej. Bałam się, że
im dłużej tu zostanę, tym trudniej mi to będzie zrobić.
- Dlaczego trudniej?
- Dlatego, że... że cię kocham, Josh. Pytanie, odpowiedz,
pytanie, odpowiedz. Zanim zdążyła pomyśleć, wyznała prawdę.
Trudno, może to i lepiej. Dzięki temu wszystko poszło
nadzwyczaj sprawnie, wręcz wzorowo, jak na pokazowej
debacie podczas uniwersyteckiego seminarium z komunikacji
społecznej.
Lecz debata dobiegła końca i czas ruszać w samotną drogę...
ku jeszcze gorszej samotności.
Jednak reakcja Josha była całkiem nieoczekiwana. Katie omal
nie umarła, wszystko bowiem zawirowało wokół niej. Najpierw
bowiem Josh wrzasnął - był to niewątpliwie okrzyk największej
radości - a potem, jakby niepomny swej siły, wyrwał Katie z
samochodu i nie wypuszczając z objęć, odstawił na drodze
dziki, szalony taniec, Å‚Ä…czÄ…cy w sobie elementy rytualnych
pląsów Zulusów, Papuasów i wszelkich innych pierwotnych
ludów, niemający natomiast nic wspólnego z tym, co przez
długie wieki z takim trudem wypracowała nasza cywilizacja na
salach balowych.
- Josh! Zwariowałeś? Co ty wyrabiasz?
- Co wyrabiam? Obejmuję kobietę, którą kocham nad życie!
- Co?! Co powiedziałeś?
Postawił ją na ziemi i spojrzał bardzo wymownie jej w oczy.
- Powiedziałem, że cię kocham nad życie, Katie Davidson.
- Ty... mnie? - Bezradnie potrząsnęła głową. - Nie wierzę. Dziś
w nocy powiedziałeś, że chcesz, żebym po powrocie do
Albuquerque nie zapomniała o tobie. Z góry przesądziłeś, że
stąd wyjadę, więc ja...
- Och, Katie! Ty głuptasie! Chodziło mi o to, żebyś nie
zapomniała o mnie, jak wrócisz do tego swojego laboratorium,
a to dlatego, że zamierzam teraz bardzo często wpadać do
Albuquerque.
Poczuła, że z wielkiej ulgi łzy napływają jej do oczu.
- Na... naprawdę, Josh? Chcesz spotykać się ze mną?
- Tak naprawdę chcę czegoś więcej, Katie. Nie tylko umawiać
się z tobą. Chcę prosić cię o rękę. Chcę, żebyś została moją
żoną i zamieszkała ze mną tu, w Broken Bow. Ale... - Jego
twarz spochmurniała. - Nie podoba mi się to twoje łowienie
burz, chociaż jednocześnie zdaję sobie sprawę, jak ważna jest
dla ciebie twoja praca. I nie mam prawa prosić, żebyś z niej
zrezygnowała.
- Ależ Josh! Wcale nie jestem łowcą burz! Tak naprawdę to z
zawodu jestem szczurem laboratoryjnym.
- Hm... kim?!
- Analitykiem pogody. To ktoÅ› taki, kto gromadzi dane zebrane
w terenie przez innych, dokonuje analizy i opracowuje modele,
które są pomocne w przewidywaniu złych warunków
atmosferycznych. Tak mniej więcej to wygląda. Przyznam ci się
też, że wcale nie przepadam za pracą w terenie.
- To jakim cudem się tu znalazłaś?
- Tamtego dnia, kiedy pochowano Marka, przysięgłam sobie,
że będę kontynuowała jego badania. Dokończę to, co on
zaczął. - Głęboko odetchnęła, jakby na zawsze żegnała się z
przeszłością. - Nie potrafiłam się pogodzić, że Mark odszedł,
więc chciałam w ten sposób sprawić, żeby przynajmniej jakaś
jego cząstka wciąż żyła.
- Rozumiem, Katie. Ale teraz... czy gotowa jesteś zacząć nowe
życie?
- Tak, Josh. - Uśmiechnęła się do niego, przyłożyła dłoń do
jego policzka. - Moja przyszłość jest tutaj, na ranczo.
- A co z pracą? - Pocałował ją w czubek nosa. - Nie chcę,
żebyś z niej rezygnowała, dopóki naprawdę sama tego nie
zechcesz.
- Nie ma problemu, Josh. SkontaktujÄ™ siÄ™ z Instytutem
[ Pobierz całość w formacie PDF ]