
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Norton Andre Lot ku planecie
- 098. Carlisle Donna Narzeczona na jeden sezon
- Frank Herbert The eyes of Heisenberg
- Kendrick Sharon Córki Oscara Balfoura 02 Niezapomniany rejs
- Horowitz Anthony Wróg publiczny numer 2 & Upiorna szkośÂ‚a.
- Denise A. Agnew Heart of Justice 04 Within His Embrace
- Cykl Indiana Jones Indiana Jones i Siedem ZasśÂ‚on Rob MacGregor
- Delphi 7 Kompendium programisty
- Julie Kenner California Demon
- Moreland Peggy Dziedzictwo
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
głęboki oddech i wstrzymałam go, podczas gdy nad moją głową zamknęła się ciemność.
Dusząc się spróbowałam zaczerpnąć powietrza. Nie mogłam się poruszyć, byłam tak
przerażona, że dokładnie nic pamiętam, co się działo dalej. Nagle - znowu mogłam
swobodnie oddychać! Bolące oczy łzawiły, na rzęsach nadal miałam mnóstwo ziemi.
Widziałam jedynie głęboką ciemność - poczułam nagły strach - czyżbym oślepła!
Nie - ciemności nie były całkowite. Na mojej piersi coś słabo migotało. Spróbowałam
odsunąć ów ciężar, byłam jednak związana.
Azy obmyły oczy i w owym słabym blasku zobaczyłam, że nie jestem już zagrzebana
w ziemi. Leżałam na otwartej przestrzeni - chociaż z pewnością byłam więzniem.
Zwiatło - z trudnością podniosłam głowę i zobaczyłam, że mglisty odblask pochodził
z kryształowej kuli.
- Elys! Jervon! - krzyknęłam wypluwając ziemię. Jedyną odpowiedzią było głuche
echo. Spróbowałam się uwolnić, wykręciłam ręce, obie pozostały mocno związane.
Byłam więzniem. Ten ziemny wir, który pochłonął nasz obóz, był pułapką! A każda
pułapka na Ziemiach Spustoszonych oznaczała...
Spróbowałam zwalczyć opanowujący mnie strach, który był jak uderzenie lodowatym
mieczem. Odłogi kryły w sobie istoty, jakich nawet nie umiałam sobie wyobrazić... przez
kogo zostałam pojmana?
Na chwilę straciłam panowanie nad sobą. Zaczęłam się bezwładnie miotać próbując
zerwać wiążące mnie pęta. Nadgarstki paliły płomieniem od mocno zaciśniętych więzów. Z
całego ubrania sypała się sproszkowana ziemia. Zaczęłam się dusić i to zmusiło mnie do.
zaprzestania wysiłków.
Nagle poczułam dziwny zapach. To był smród rozkładu i śmierci pochodzący z
brudnej jamy jakiegoś krwiożercy. Poczułam, jak robi mi się mdło.
Zwierzę... nora... Znowu obudził się strach. Zwierzęta nie wiążą swoich ofiar. Ale to
jest kraina Odłogów - podszepnął strach - wszystko się może tutaj wydarzyć.
Spróbowałam się uspokoić. Ponownie zaczęłam wykrzykiwać imiona moich
towarzyszy. Tym razem w odpowiadającym echu usłyszałam jakiś szelest... coś otarło się o
ścianę tunelu - usłyszałam drapanie. Z trudem przełknęłam ślinę (oczyma wyobrazni
zobaczyłam ogromną, pokrytą łuskami istotę pełznącą w ciemności) i zamknęłam oczy. Nie
mogłam jednak zatkać uszu ani nosa.
Coś się obok mnie poruszało - szeleściło. Smród prawie zatykał oddech. Poczułam,
jak coś ciągnie za moje więzy. To były ręce (a może łapy?), przesuwały się po moim ciele.
Pochwyciło mnie wiele owych... jak je nazwać? Nie miałam odwagi otworzyć oczu i
popatrzeć.
Podnieśli mnie i zaczęli nieść tunelem tak wąskim, że chwilami ocierałam się o
przeciwległe ściany wywołując lawinę kurzu i niewielkich grudek ziemi. Okropny smród nie
odstępował mnie nawet na chwilę.
Przynajmniej raz całkowicie straciłam przytomność. W końcu rzucono mnie na ziemię
z taką siłą, że obudziłam się z bólu - i pozostawiono. Jak przez mgłę poczułam, że nie jestem
już związana.
Powoli otworzyłam oczy. Smród był nadal silny. Nie było już żadnych odgłosów, nie
czułam też niczyjej obecności.
Nadal było ciemno, w otaczającej mnie czerni łagodnie błyszczało tylko światło
Gryfa. Zgubiłam hełm, obsypane ziemią włosy opadły mi w nieładzie na ramiona, lepiły się
od brudu. Ostrożnie poruszyłam rękoma, oczekiwałam na jakiś ruch ze strony tych, którzy
mnie pojmali. Nie miałam miecza, noża ani pistoletu. Najwyrazniej owe nieznane istoty znały
ich przeznaczenie. Nadal miałam na sobie pancerz i resztę ubrania. Krzywiąc się z bólu,
uniosłam się powoli, bojąc się uderzyć głową o sklepienie. Chciałam spenetrować
pomieszczenie, w którym mnie pozostawiono. Siedząc rozejrzałam się wokoło. Wydawało mi
się, że nie znajduję się już w tunelu, przez jaki do tej pory mnie niesiono, to było jakieś
zagłębienie, może jaskinia.
W ciszy usłyszałam odgłos kapiących kropli wody. Na myśl o niej wypełnione ziemią
gardło zabolało w dwójnasób. Poczołgałam się na dłoniach i kolanach. Nawet niewielki
wysiłek wywoływał zawroty głowy. Pełzłam więc powoli w poszukiwaniu zródła dzwięku.
Dopisywało mi szczęście, choć bijący od Gryfa blask był tak słaby, że nie mogłam
być pewna właściwego kierunku. Powoli przesuwałam całe ciało. To była bardzo bolesna
podróż. Nagle jedna dłoń niespodzianie zanurzyła się w wodzie tak lodowatej, że krzyknęłam.
W świetle amuletu zobaczyłam niewielkie zagłębienie wyżłobione przez skapujące
tutaj od wieków krople wody. Woda spływała z góry i spadała tworząc maleńkie jeziorko.
Nabrałam wody w dłonie. Napiłam się, opłukałam pokrytą kurzem twarz i znowu się
napiłam. Woda była zimna, jak gdyby pochodziła prosto z lodowca. Jednak jej smak
przywrócił mi odwagę.
Napiwszy się do syta, spróbowałam stanąć. Podniosłam się, nogi rozstawiłam w
lekkim rozkroku, a ręce wyciągnęłam przed siebie. Zaczęłam wsłuchiwać się w ciszę, nie
mogłam pozbyć się myśli, że istoty, które mnie tutaj przyciągnęły, nadal mnie obserwują i
zaatakujÄ… w razie potrzeby.
Nie słyszałam nic, z wyjątkiem monotonnego kapania wody. Wzięłam Gryfa w jedną
dłoń i spróbowałam go wykorzystać jak łuczywo, ale w słabym świetle nic nie było widać.
Bałam się iść na ślepo. Pozostanie na miejscu niczego jednak nie rozwiązywało. Musiałam
oznaczyć zródełko, aby odnalezć je następnym razem. Pomyślałam, że najlepsze do tego celu
będzie ubranie. Pod pancerzem miałam gruby watowany skórzany kaftan, a pod nim lnianą
[ Pobierz całość w formacie PDF ]