
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- Diana Palmer Kowboje 03 Narzeczona z miasta
- H164. Landon Juliet Kupiona narzeczona
- 153. Gina Wilkins Narzeczona milionera
- 247. Mortimer Carole Angielska narzeczona
- Donna Sterling The Princess and the P.I. (pdf)
- Edigey_Jerzy_ _As_Trefl
- OpowieśÂ›ci z Borgaanu 01 Oko W晜źa Rejdak PaweśÂ‚
- Hal Clement Ocean on Top
- liber067
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
znał i wymyślając powody, dla których nie mógł do nich zadzwonić w
poniedziałek.
Nagle ktoś poklepał go po plecach.
- Stone, ty stary draniu, to prawda?
Kobieca dłoń dotknęła jego ramienia.
- Nie mogę w to uwierzyć! Stone Harrison, niesłychane!
Tymczasem jego matka znów uściskała Allison.
- Nie mogę uwierzyć, że słowa nie pisnął własnej matce. Zresztą
nieważne, moja droga, to jedna z wielu rzeczy, których będziesz musiała
dowiedzieć się o moim synu - nie ma absolutnie żadnego poczucia
przyzwoitości. I stanowczo oświadczam, iż to nie moja wina.
Allison desperacko próbowała uwolnić się z jej objęć.
- Właściwie, pani Harrison, to znaczy Blake...
- To nazwisko drugiego męża, moja droga. Był naprawdę kochany, ale nie
przeżyliśmy nawet dziesięciu lat. Możesz do mnie mówić Stella.
- Dziękuję pani, to znaczy Stello. Ale obawiam się... to znaczy...
Przez moment Stone rozkoszował się kłopotliwą sytuacją Allison, ale nie
miał zamiaru dopuścić, by sprawy zaszły za daleko. Spokojnie przysunął się i
otoczył ją ramieniem.
- No, kochanie, widzisz, co narobiłaś? Mówiłem, że tak będzie, jeżeli się
wygadasz. Chcieliśmy ci zrobić niespodziankę - zwrócił się do matki ponad
ramieniem zaskoczonej Allison. Zcisnął ją czule i popatrzył w oczy. - Ale teraz
wszystko zepsułaś.
Stella Blake zmrużyła oczy, lecz po chwili odezwała się z ciepłym
uśmiechem:
- Nie zwracaj na niego uwagi, kochanie. Będziemy musiały gdzieś
przysiąść i pogadać.
- Ale... - zająknęła się Allison.
- Stone, Stone, kochanie! - Ku swej radości Stone zauważył, że panna
młoda wzywa ich do siebie.
- Przepraszam, mamo - powiedział i pociągnął Allison za sobą. Zanim
dotarli do państwa młodych, prawie odzyskała równowagę.
- Zwariowałeś - jęknęła. - Nie mogę uwierzyć, że pozwalasz jej sądzić,
że...
- Pozwalam jej wierzyć tylko w to, co sama jej powiedziałaś - odparł
Stone niewinnie.
- Na litość boską, nie wiedziałam, że to twoja matka.
- Uwielbiam dobre kawały, a ty? - Uśmiechnął się.
Allison nie zdołałaby odpowiedzieć, nawet gdyby wiedziała, co się mówi
w takiej sytuacji, bo właśnie dotarli do państwa młodych. Postanowiła
przestrzegać nowej zasady: prości, ciężko pracujący, poważni ludzie nigdy nie
powinni robić innym dowcipów, bo narobią sobie kłopotów. Zaś ludziom takim
jak Stone najwyrazniej wszystko uchodzi na sucho.
Stone pocałował pannę młodą i uścisnął rękę pana młodego, którego
Allison uznała za jakiegoś doktora, bardzo przystojnego i najwyrazniej
zamożnego. Kiedy została przedstawiona, wymamrotała coś, co - miała nadzieję
- było stosownymi gratulacjami, jednocześnie próbując usunąć się na bok. Nie
udało się.
- Stone, tylko ty mogłeś zrobić coś takiego, i to na moim ślubie -
oznajmiła panna młoda. - Co masz na swoją obronę? Nie, nic nie mów. -
Obróciła się do Allison, jej oczy błyszczały z radości i ogromnej ciekawości. -
Czy to prawda? Stone to straszny kawalarz i nigdy nie wierzÄ™ ani jednemu jego
słowu, więc sama powiedz - czy naprawdę jesteście zaręczeni?
Allison już miała szczerze odpowiedzieć, ale ramię Stone'a znów objęło
jej plecy.
- Czy złamię ci serce, jeśli to prawda? - zapytał.
Melinda odrzuciła głowę do tyłu i roześmiała się.
- Złamiesz? Gdybym już nie była najszczęśliwszą kobietą na świecie - z
uwielbieniem wsunęła rękę pod ramię męża - to pewnie bym nią została.
- Naprawdę tak myślisz? - spytał Stone tonem na tyle dziwnym, że
Allison popatrzyła na niego z ciekawością.
- Oczywiście, że tak. - Melinda promieniała.
- To jasne, że się cieszę, bo wreszcie się ustatkujesz i będziesz tak
szczęśliwy jak ja. Chociaż... - udała rozdrażnienie - nie wiem, czy ci wybaczę,
że nic mi nie powiedziałeś. Jak mogłeś!
To zaszło już za daleko i Allison otworzyła usta, żeby wszystko wyjaśnić,
ale Stone znowu interweniował.
- To twój dzień. Nie chcieliśmy rozpraszać uwagi gości i twojej. Zjedz
tort, rozpakuj prezenty i nie myśl o nas.
- %7łartujesz? - Znowu się roześmiała. - Już dałeś mi najwspanialszy
prezent, jaki mogłam dostać.
- %7łyczę ci wspaniałego wesela, dziecinko, i szczęśliwego życia. -Pochylił
się i ucałował ją w policzek.
Melinda uśmiechnęła się ciepło do Allison.
- Zostaniemy przyjaciółkami? Musimy umówić się na obiad. Mamy tyle
do obgadania!
- To wspaniały ślub - wyjąkała Allison.
Stone odciÄ…gnÄ…Å‚ jÄ… na bok.
- To było największe okrucieństwo, z jakim kiedykolwiek się zetknęłam -
powiedziała. - Najpierw okłamujesz swoją matkę, a potem pannę młodą w dniu
jej ślubu. Przecież jesteś gościem w jej domu!
- W klubie - odpowiedział Stone obojętnie. - A poza tym jest wynajęty.
- Spokojnie ją okłamujesz, robisz z niej absolutną idiotkę, że nie
wspomnę o mnie. Zaraz jej to wszystko wyjaśnię!
Odwróciła się, ale Stone znowu złapał ją za ramię niemal tanecznym
ruchem, sprawiając, że usiadła, a w jej dłoni znalazł się kieliszek szampana.
- Poczekaj. Powinniśmy porozmawiać.
- O czym? Dobrze, przyznaję, że w robieniu ludziom kawałów jesteś
lepszy ode mnie. To właśnie chciałeś usłyszeć? Ale nie zamierzam brać w tym
udziału ani minuty dłużej.
Aawka, na której usiedli, była nieduża, wyściełana aksamitem i przybrana
kwiatami. Allison podejrzewała, że zaprojektowano ją specjalnie do zdjęć.
Miejsca starczało tylko dla jednej osoby albo dla dwóch siedzących bardzo
blisko siebie. Kiedy spróbowała wstać, Stone zagrodził przejście i było jasne, że
nie uda siÄ™ stÄ…d uciec bez jego zgody.
- Odpręż się, wypij szampana. Porozmawiajmy chwilę.
Ze swojego miejsca Allison doskonale widziała jego smukłe męskie uda i
biodra. I nic poza tym. Musiała mocno odchylić głowę, żeby spojrzeć mu w
twarz. I to ją zirytowało.
- Mów sobie co chcesz, ale jeden kieliszek szampana to za mało, żeby
przekonać mnie do udziału w tej maskaradzie.
- W takim razie dobrze, że mają więcej niż te dwa kieliszki - skwitował z
uśmiechem.
Nieoczekiwanie usiadł obok niej. Wcisnęła się w kąt, ale i tak wydawało
się, że czuje każdą część jego ciała - udo, twarde i ciepłe, biodro, ramię
[ Pobierz całość w formacie PDF ]