
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Hollanek Adam, Janicki Jerzy Noc lwowskich profesorĂłw
- (18) Szumski Jerzy Pan Samochodzik i ... Bursztynowa Komnata tom 2
- Przemilczane zbrodnie Jerzy Robert Nowak
- PS19 Pan Samochodzik I Złoto Inków t.2 Szumski Jerzy
- DeNosky Kathie Skradzione serce
- Mlot na czarownice
- Gordon Dickson Dragon 07 The Dragon and the Gnarly King (v1.2) (lit)
- Boca Bernardino Del Calligaris UcześÂ„ czarownika
- Muslims Sue USG for Removal from No Fly List
- Miert oly nehez a szivem_ Hedwig Courths Mahler
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
rowane przez milicjÄ™.
Już na początku rozprawy, zanim sąd przystąpił do badania pierwszych świadków, obrona zakwestionowała
identyczność dowodów rzeczowych znajdujących się na stole sędziowskim. Obrona argumentowała, że są to
przedmioty powszechnego użytku, wyrabiane seryjnie i niczym nie różniące się od innych. Są jedynie podobne
do tych, które używały ofiary zbrodni i które im zostały zrabowane.
Pamiętamy, że na stole sędziowskim znalazły się: jesionka w jodełkę, jasny płaszcz, z podpinką, dwa ze-
garki firmy Ddxa (w tym jeden złoty), jeden zegarek popularnej radzieckiej marki oraz plastykowy biało
niebieski portfelik
Wysoki Sądzie stwierdził jeden z adwokatów mogę opuścić na dwie godziny gmach sądu i przy-
nieść takie same przedmioty, jakie tu widzimy przed nami. Niczym absolutnie nie różniące się.
Czy także biało niebieski portfel? replikował prokurator. Dla niego ten drobiazg zagranicznego po-
chodzenia teraz nabierał wagi kluczowego dowodu.
Wysoki Sądzie drugi z adwokatów, broniący Tadeusza Wiktorka zdawał sobie sprawę, że spośród
wszystkich dowodów jedynie ten portfelik jest w Krakowie pewnym unikatem nie kwestionuję, że portfel
mógł należeć do zabitego Wojciecha Myszki, ale nie ma żadnego dowodu, że ofiara miała go przy sobie w dniu
i w chwili śmierci. Mógł go przed tym komuś podarować, zgubić czy po prostu sprzedać albo dać w zastaw.
Mógł go nawet podarować oskarżonemu Wiktorkowi, który teraz widząc, jaką. uwagę poświęca prokuratura
temu drobiazgowi, boi się do tego przyznać.
Oskarżony Wiktorek zapytał przewodniczący czy oskarżony chce złożyć jakieś wyjaśnienia w tej
sprawie?
Wiktorek wstał.
Nigdy, proszę Wysokiego Sądu, nie miałem takiego portfela.
Osobnym dowodem był leżący także na stole gruby pęk kluczy. O te klucze toczyły się przez parę dni roz-
prawy zacięte boje pomiędzy prokuratorem a obroną. Mąż Prochalowej zeznał w śledztwie i powtórzył to na
rozprawie, że wracając do domu dziewiątego grudnia 1958 roku zastał drzwi zamknięte i musiał się posłużyć
swoimi kluczami, aby dostać się do mieszkania. Natomiast milicja kluczy zamordowanej Bronisławy Prochalo-
wej w mieszkaniu nie znalazła. Dla milicji było jasne, że morderca wychodząc po zbrodni i zamykając drzwi,
posłużył się właśnie kluczami swojej ofiary.
A tymczasem klucze znalazły się po paru dniach wewnątrz mieszkania. Znalazł je właśnie mąż zabitej w
jednej z szuflad kredensu. Co ciekawsze, odkrycia tego dokonał nazajutrz po wizycie Bogusława Polewnika,
który w przeddzień wieczorem zjawił się w domu żałoby.
Prokurator wyciągnął z tego wniosek, że kluczy przedtem w mieszkaniu nie było i że Polewnik podrzucił je
do szuflady kredensu. Obrona zaś upierała się, że przeszukania dokonano powierzchownie, milicja zrobiła to
niedokładnie, a klucze cały czas leżały w szufladzie kredensu. Natomiast morderca posługiwał się albo wytry-
chem, albo planując zbrodnię czy też tylko okradzenie mieszkania, z góry zaopatrzył się w duplikaty tych klu-
czy. Takie twierdzenie obrony bardzo rozszerzało krąg ludzi, wśród których mógł się kryć morderca.
Dlatego wokół tego pęku kluczy rozgorzała prawdziwa wpina pomiędzy oskarżeniem, a obroną. Prokurator
dążył do uzyskania od świadków milicjantów prowadzących czynności wstępne w mieszkaniu zamordowanej
wyraznych zeznań, że sprawdzali zawartość szuflad w kredensie i kluczy tam nie było. Zwiadkowie ci potwier-
dzali fakt zaglądania do szuflad, ale mówili o tym niezbyt przekonywająco. Twierdzili, że kluczy nie zauważy-
li", zaś prokuratorowi chodziło o kategoryczne zaprzeczenie kluczy tam nie było". Obrona z dużą dozą słusz-
ności dowodziła, że świadkowie do upływie prawie czterech lat nie mogą pamiętać szczegółu, który wówczas,
w pierwszej fazie dochodzenia milicyjnego, wydawał się być nieistotny. Wyciągnęli z kredensu szufladę czy nie
wyciągnęli? A przecież obecnie, w czasie rozprawy sądowej ten fakt wyraznie mógł zaważyć na ewentualnym
wyroku.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]