
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Mortimer Carole Dziedzic i panna
- J.A. Saare Dead, Undead, or Somewhere In Between tśÂ‚um. nieof(1)
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- Golding_William_ _Chytrus
- Chang Eileen MiśÂ‚ośÂ›ć‡ jak pole bitwy
- Jerry Pournelle Birth Of Fire
- Modesitt, LE Forever Hero 1 Dawn For A Distant Earth
- Bradley, Marion Zimmer Anthology The Best of MZ Bradley's Fantasy
- Jeff Long A Princess of Jasoom
- Ostatnie pić™ć‡ dni Julie Lawson Timmer
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Odebrałabym. Zrobiło się jej go żal. Szerzej otwarła drzwi. Coś ci powiem. Film
możemy obejrzeć tutaj. Jeśli nie ma nic w telewizji, na pewno znajdę jakąś kasetę czy DVD w
rzeczach rodziców.
Jesteś pewna? spytał. Ale wszedł ochoczo. Jeśli jesteś zajęta albo masz inne plany,
mogę wrócić do domu. Na pewno znajdę sobie coś do roboty.
Roześmiała się i zamknęła za nim drzwi.
Nie jestem zajęta. Prawdę mówiąc, zamierzałam właśnie włożyć do piekarnika mrożoną
pizzę. Jadłeś już kolację?
Przyłożył dłoń do brzucha. Jakby właśnie przypomniał sobie, że nic nie jadł i był bardzo
głodny.
Nie, mówiąc szczerze. Nie jadłem. Popatrzyła nań przez ramię i ruszyła do kuchni.
Może być pepperoni? spytała.
Darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby. Cisnął kapelusz na blat.
Zatrzymała się w pół kroku z plackiem na dłoni.
Jeśli pepperoni ci nie odpowiada, mogę szybko zrobić kanapki.
Pokręcił głową.
Może być pepperoni. Szczerze mówiąc, tylko tym się odżywiam. Meghan ją uwielbia i
zawsze mam pełną zamrażarkę.
Uśmiech spłynął z twarzy Stephanie.
Zanim zdążyła odwrócić się do pieca, Wade spostrzegł nagłą zmianę jej nastroju. Nie
miał wątpliwości, że wzmianka o jego córce to sprawiła. Podszedł do niej i wziął ją za rękę.
Steph, to jest moja córka. Nie mogę udawać, że nie istnieje.
Skrzyżowała ramiona. Uśmiechnęła się z przymusem.
Wiem o tym. I wcale nie chcę, żebyś udawał, że ona nie istnieje. Ty... wspomniałeś o
niej akurat, kiedy nie byłam na to przygotowana. Niełatwo mi przychodzi pogodzić się z
myślą, że masz dziecko.
Ale... Urwał. Wiedział, że cokolwiek powie, tylko jeszcze bardziej przywoła
niechciane wspomnienia. A on nie chciał zepsuć tego wieczoru.
Napijesz się wina? spytał. Bud zawsze miał tu butelkę albo dwie.... Jeśli ich jeszcze
nie wyrzuciłaś.
Wskazała szafkę w kącie obok zlewu.
Jest tam, a korkociąg jest... Nabrała głęboko powietrza. Hm, prawdopodobnie
doskonale wiesz, gdzie jest korkociąg. Wygląda na to, że wiesz o tym domu wyjątkowo dużo.
Podszedł do niej wielkimi krokami. Obrócił twarzą ku sobie. Ale kiedy zajrzał jej w oczy,
kiedy ujrzał lśniące w nich łzy, jego gniew stopniał.
Oj, Steph! powiedział żałośnie. Myślałem, że mamy to już za sobą. Tak,
przyjazniłem się z twoimi rodzicami. I owszem, znam ten dom prawie tak, jak własny. Ale to
nie może przecież nas poróżnić. Dość mamy innych starych spraw, żeby znów wracać do
tego.
Spuściła głowę, unikając jego spojrzenia. Ujął ją pod brodę i zmusił, żeby spojrzała mu w
twarz.
Daj spokój, Steph. Wiem, że uważasz, że konspirowaliśmy przeciwko tobie, ale to
nieprawda. Twoi rodzice doskonale zdawali sobie sprawę, że każda wzmianka na mój temat
denerwowała cię i dlatego w rozmowach z tobą tego unikali.
Zcisnęła jego dłoń.
Wiem. I przepraszam. Naprawdę. Potrzebuję tylko czasu, żeby przywyknąć do...
wszystkiego. Tyle zmieniło się ostatnio... Z mojej winy. Jeszcze raz uścisnęła jego dłoń. A
co do tego wina...
Pocałował ją.
Mrożona pizza i wino. Czyż to nie wspaniałe?
Tak wyglądała każda nasza randka.
Zaraz! wykrzyknął. Byliśmy na kilku prawdziwych randkach.
Skrzyżowała ręce i uśmiechnęła się.
Przypomnij chociaż jedną.
Przestąpił z nogi na nogę. W końcu spojrzał na nią z ukosa.
Chyba na polu randek nie miałem zbyt wielu osiągnięć.
Roześmiała się. Poklepała go po policzku.
Ależ miałeś, miałeś. Zawsze chętnie spędzałam czas z tobą. Cokolwiek robiliśmy.
Z ulgą pomyślał, że udało się im przetrwać kolejny sztorm. Otworzył szafkę, wyjął
butelkÄ™ wina i korkociÄ…g.
Pamiętasz, jak przesiedzieliśmy całą noc przy zrebnej kobyle? spytał.
Tak. Wtedy po raz pierwszy w życiu widziałam, jak rodził się zrebak. I mam nadzieję,
że po raz ostatni. Zadrżała. Biedna klacz. %7łal było patrzeć, jak cierpiała. A my w niczym
nie mogliśmy jej pomóc.
Porody zawsze są trudne powiedział. Wyciągnął korek z butelki. Prawdopodobnie
tyle samo młodych straciłem, ile przyjąłem na świat. Zdarzało się, że traciłem także matki.
Napełnił kieliszki. A Stephanie spojrzała na zegar na piecyku.
To jest właśnie to z życia na ranczu, za czym nigdy nie tęskniłam rzekła w
zamyśleniu. Podeszła bliżej i stanęła obok niego. Zmierć każdego zwierzęcia zawsze bardzo
mnie zasmuca.
Mnie też. Podał jej kieliszek i otoczył ramieniem. Może usiądziemy na patio i tam
poczekamy na pizzÄ™?
Dobry pomysł.
Strzepnęła liście z ogrodowych krzeseł. Usiadła.
Siadaj. Poklepała krzesło obok siebie. Przysunął krzesło jak najbliżej niej i usiadł,
wzdychając głośno.
Uwielbiam ten widok wyznała. Te zachody słońca za wzgórzami.
Splótł palce z jej palcami.
Jest śliczny. Z balkonu mojej sypialni mam prawie taki sam.
Uśmiechając się marzycielsko, patrzyła w dal.
Pamiętam i balkon, i widok powiedziała. A po krótkiej chwili dodała: Pamiętam też,
że pewnej nocy rozłożyłeś na balkonie koc i upiłeś mnie tequilą.
Przycisnął dłoń do piersi.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]