
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Le Guin Ursula Hain 6 Słowo las znaczy świat
- Harrison Harry Krok do Ziemi
- Nora Roberts 04 Z nakazu serca Niedowiarek
- Roberts_Alison_ _Jedyny_w_swoim_rodzaju
- Andre Norton Gryf w chwale
- Rain J.R 01 Luna
- Clarke Arthur C. Odyseja kosmiczna 2010
- Carranza Maite Wojna Czarownic Tom 1 Klan Wilczycy
- Mathematical Economics and Finance M. Harrison, P. Waldron (1998) WW
- Foster, Alan Dean Damned 1 Call to Arms
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Pewnej nocy wczesną wiosną wzięła latarnię i zeszła w dół. Nie zapalając światła minęła
Podgrobie i skręciła w drugi korytarz w lewo, licząc od bramy w czerwonej skale.
Po trzydziestu krokach minęła umocowaną w skale żelazną ramę wrót, do tego dnia najdalszą
granicę jej wypraw. Za żelaznymi wrotami ruszyła tunelem, a kiedy zaczął skręcać w prawo,
zapaliła świecę w latarni i rozejrzała się dookoła. Tutaj światło było dozwolone. Opuściła
Podgrobie. Znalazła się w miejscu może nie tak świętym, lecz chyba straszniejszym: w
Labiryncie.
Surowe nagie ściany, strop i skała pod nogami otaczały ją w niewielkiej sferze rozjaśnionej
światłem latarni. Powietrze zdawało się martwe. Przed nią i z tyłu korytarz ginął w ciemności.
Wszystkie tunele były podobne, krzyżowały się i rozwidlały. Liczyła starannie zakręty i
ominięte wyloty, wciąż powtarzając sobie w pamięci wskazówki Thar, mimo że znała je
doskonale. Nie byłoby dobrze zgubić się w Labiryncie. W Podgrobiu i krótkich korytarzach
wokół niego Kossil lub Thar potrafiłyby ją odnalezć, mógłby przyjść Manan, gdyż kilka razy
zabrała go ze sobą. Lecz tego miejsca nie odwiedziło nigdy żadne z nich, tylko ona. Niewiele by
pomogło, gdyby zeszli do Podgrobia i wołali ją, zagubioną w jakimś krętym tunelu o pół mili od
nich. Wyobraziła sobie, że słyszy echo ich krzyków odbijające się we wszystkich przejściach, i
siebie, jak stara się znalezć drogę i gubi ją coraz bardziej. Widziała wszystko tak wyraznie, że
stanęła w miejscu - zdawało jej się, że słyszy dalekie wołanie. Ale to było złudzenie. Ona nie
mogła się zgubić. Uważała bardzo, a tu było jej miejsce, jej domena. Moce ciemności,
Bezimienni, pokierują jej krokami, tak jak doprowadzą do zguby każdego innego śmiertelnika,
który ośmieli się wejść do Labiryntu Grobowców.
Za pierwszym razem nie doszła zbyt daleko, wystarczająco jednak, by wzmocniło się dziwne,
gorzkie, lecz przyjemne wrażenie, że jest tutaj całkowicie samotna i niezależna od nikogo. To
uczucie kazało jej wracać tu znowu i znowu, za każdym razem dalej. Dotarła do Malowanej
Komnaty, do Sześciu Dróg, przeszła długim Najdalszym Tunelem i pokonała splątane korytarze
wiodące do Komnaty Kości.
- Kiedy powstał Labirynt? - spytała kiedyś Thar, a chuda, surowa kapłanka odpowiedziała:
- Nie wiem, pani. Nikt tego nie wie.
- W jakim celu go zbudowano?
- By ukryć skarby Grobowców i by karać tych, którzy chcą te skarby ukraść.
- Wszystkie skarby, jakie widziałam, schowane są w pomieszczeniach za Tronem i w piwnicach
pod nim. Co jest w Labiryncie?
- Daleko większy i starszy skarb. Czy chcesz go zobaczyć?
- Tak.
- Nikt prócz ciebie nie ma prawa wejść do Skarbca Grobowców. Możesz zabierać swe sługi do
Labiryntu, ale nigdy do Skarbca. Choćby to był tylko Manan, zbudzi gniew ciemności i nie zdoła
opuścić Labiryntu żywy. Musisz chodzić zawsze sama. Wiem, gdzie leży Wielki Skarb.
Nauczyłaś mnie tej drogi piętnaście lat temu, zanim umarłaś, bym pamiętała i powtórzyła ci po
powrocie. Wytłumaczę ci, jaką drogą masz iść przez Labirynt poza Malowaną Komnatą. Klucz
do Skarbca to ten srebrny w twoim pęku, z symbolem smoka na piórze. Ale musisz iść sama.
- Powiedz, jak wiedzie droga.
Thar powiedziała, a Arha zapamiętała, jak pamiętała wszystko, co jej mówiono. Ale nie poszła
popatrzeć na Wielki Skarb Grobowców. Powstrzymało ją przeczucie, że jej wola lub wiedza nie
są jeszcze dostateczne. A może chciała po prostu zachować coś w rezerwie: coś, na co mogłaby
się cieszyć, wędrując w mroku przez nieskończoną sieć tuneli, kończących się zawsze ślepą
ścianą lub pustą, zakurzoną komorą. Postanowiła zaczekać z oglądaniem swych skarbów.
W końcu, czyż nie widziała ich przedtem?
Wciąż czuła pewien niepokój, gdy Kossil i Thar mówiły jej o tym, co zobaczyła lub powiedziała,
zanim umarła. Wiedziała, że naprawdę umarła i odrodziła się w nowym ciele, w godzinę śmierci
starego. Nie tylko raz, piętnaście lat temu, lecz także pięćdziesiąt lat temu, i przedtem, i jeszcze
przedtem, dziesiątki i setki lat wcześniej, pokolenie przed pokoleniem aż do początków czasu,
kiedy wykopano Labirynt i ustawiono Kamienie, a Pierwsza Kapłanka Bezimiennych
zamieszkała w tym Miejscu i tańczyła przed Pustym Tronem. Były jedną istotą, one wszystkie i
ona, Pierwsza Kapłanka. Wszyscy ludzie się odradzają, ale tylko Arha zawsze odradzała się we
własnej postaci. Setki razy poznawała rozwidlenia i zakręty Labiryntu, by dojść wreszcie do
tajemnej komory.
Czasem zdawało jej się, że pamięta. Mroczne miejsca pod wzgórzem wydawały się tak znajome,
jakby były nie tylko jej dziedziną, ale domem. Kiedy wdychała oszałamiające opary, by tańczyć
o nowiu księżyca, głowa stawała się lekka, a ciało nie należało już do niej, tańczyła wtedy
poprzez wieki, bosa, w czarnych szatach, wiedząc, że ten taniec nigdy nie ustawał.
Mimo to dziwnie się czuła, gdy Thar mówiła: Powiedziałaś mi, zanim umarłaś...
- Kim byli ludzie, którzy chcieli okraść Grobowce? - spytała kiedyś. - Czy w ogóle ktoś tego
próbował?
Myśl o złodziejach uznała za podniecającą, lecz mało prawdopodobną. Jak ktokolwiek mógł w
tajemnicy zbliżyć się do Miejsca? Pielgrzymi przybywali rzadko, rzadziej nawet niż więzniowie.
Od czasu do czasu z pomniejszych świątyń Czterech Wysp przysyłano nowicjuszki lub
niewolników, czasem zjawiała się niewielka grupa ludzi, by złożyć w ofierze złoto lub cenne
kadzidło. To wszystko. Nikt nie przybywał przypadkiem ani by coś sprzedać lub kupić, ani
oglądać, ani kraść. Zjawiali się tylko ci, którym rozkazano. Arha nie wiedziała nawet, jak daleko
jest do najbliższego miasteczka: dwadzieścia mil czy więcej. A najbliższe miasteczko było
bardzo małe. Pustka i samotność strzegły Miejsca. Ktokolwiek próbowałby przekroczyć
otaczającą je pustynię, byłby widoczny jak czarna owca na śniegu.
Tego dnia była z Thar i Kossil, z którymi spędzała większość czasu, gdy nie przebywała w
Małym Domu ani pod wzgórzem. Kwietniowa noc była burzliwa i zimna. Siedziały przy ogniu
płonącym na kominku w pokoju za świątynią Boga-Króla, pokoju Kossil. Za drzwiami Manan i
Duby grali w patyczki i kamienie: podrzucali do góry pęk patyczków tak, by jak najwięcej złapać
[ Pobierz całość w formacie PDF ]