
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Aubrey Ross [Undercover Embassy 04] Codename Summer [EC Aeon] (pdf)
- HT040. Ross JoAnn Magnetyzm serc
- 173. Ross JoAnn Fala przyplywu
- 48.Michael Reaves Era Powstania Imperium Noce Coruscant III. Ścieżki Mocy
- Barwy miłości Taylor Kathryn
- Harrison Kathryn Pocałunek
- Uklad Sloneczny test AS5
- 01 Restart Tintera Amy
- Howard Stephanie Niebezpieczne zauroczenie
- tressie lockwood a choice between two
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Obdarzył ją ciepłym uśmiechem.
Dotarli do restauracji. Raymond przytrzymał drzwi,
żeby weszła pierwsza. W środku było ciepło, na sto-
łach płonęły świece, siedziało przy nich mnóstwo
ludzi. Caitlin nie miała nadziei, że znajdą wolne miej-
sce. W drugim pomieszczeniu, za kamiennÄ… arkadÄ…,
stały dwa potężne piece chlebowe. Ciekawy wystrój
wnętrza i szmer rozmów stwarzały kameralną, przytul-
ną atmosferę. Podeszli do baru. Raymond przywitał się
serdecznie z jakimś mężczyzną. Tamten objął go po
przyjacielsku, przedstawił się Caitlin jako Henri i uca-
łował ją w obydwa policzki. Pózniej zaprowadził ich
do jedynego wolnego stolika przy oknie. Przez całą
drogę dwaj mężczyzni rozmawiali po francusku. Oj-
czysty język Raymonda brzmiał w uszach Caitlin jak
najpiękniejsza muzyka.
Masz tu przyjaciół zauważyła, kiedy Henri ich
opuścił. Nie dość, że dostałeś stolik, co już graniczy-
ło z cudem, to jeszcze z najpiękniejszym widokiem.
Tak, znamy się od dziecka, chodziliśmy razem
do szkoły. Henri jest właścicielem tego lokalu.
Kelnerka przyniosła im kartę. Caitlin niewiele ro-
zumiała, więc Raymond przetłumaczył trudniejsze na-
zwy dań:
Dziczyzna ze słodkimi ziemniakami, eskarola,
a może wolisz winniczki?
Tfu, ślimaki! Brzydzę się ich nawet, gdy pełza-
NOCE W PARY%7Å‚U 89
ją po ogrodzie. Skrzywiła się, ale dostrzegła jego
rozbawioną minę, pojęła, że żartuje i wybuchnęła
śmiechem.
Jesteś bardzo piękna, gdy się śmiejesz powie-
dział miękko. Szkoda tylko, że zdarza się to tak
rzadko.
Caitlin tłumaczyła sobie, że to tylko banalny kom-
plement. Mimo to sprawił jej wielką przyjemność.
Patrzył przy tym w oczy tak poważnie, że zaparło jej
dech i nie mogła wydobyć głosu.
Dziękuję wykrztusiła z trudem.
David zabił w tobie radość życia i wiarę w ludzi
zauważył. Bardzo często widzę smutek i jakby lęk
w twoich oczach. Dobrze, że przyjechałaś. Może jak
trochę się rozerwiesz, spojrzysz w przyszłość z więk-
szym optymizmem.
Na pewno uśmiechnęła się i wbiła wzrok
w jadłospis.
Szczery ton i zatroskane spojrzenie Raymonda po-
działy kojąco. Nawet jeżeli udawał zainteresowanie,
robił to w sposób wiarygodny. Odnosiła wrażenie, że
naprawdę zależy mu, żeby była szczęśliwa.
Kelnerka ponownie podeszła do stolika. Caitlin
złożyła zamówienie po francusku, dbając o prawid-
Å‚owÄ… wymowÄ™.
Jak brzmi mój francuski? spytała pózniej.
Bez zarzutu.
Wy, Francuzi, mówicie po angielsku tak jakoś
miękko, melodyjnie. Ciekawe, jak odbieracie waszą
mowÄ™ w ustach cudzoziemca.
90 KATHRYN ROSS
Nie zastanawiałem się nad tym. Chciałbym po-
słuchać jeszcze raz. Tylko nie nazw potraw, to takie
banalne. Powiedz coś innego. Dotknął podbródka
Caitlin i odwrócił jej twarz ku sobie. Zauważyła figlar-
ne iskierki w ciemnych oczach.
Na przykład?
,,Jestem przy tobie taka szczęśliwa, Raymondzie.
Gdzie byłeś przez całe moje życie?
Oszalałeś?!
Na scenie gitarzystka śpiewała tęskną, francuską
piosenkę o miłości. Rozmowy ucichły, kilka par wy-
szło na parkiet. Raymond też popatrzył w tamtym
kierunku.
Nie odpowiada ci? No dobrze, wymyśliłem coś
innego: ,,Zatańcz ze mną, proszę, tak bardzo pragnę
trzymać cię w objęciach .
Wiedziała, że żartuje, mimo to poczuła, jak płoną
jej policzki. Wyraził dokładnie to, co sama czuła. Pary
na parkiecie raczej tuliły się do siebie, niż tańczyły.
Pomyślała, że ich taniec wyglądałby tak samo, i krew
zaczęła szybciej krążyć w jej żyłach. Raymond po-
wtórzył zaproszenie do tańca, wstał i podał jej rękę. Na
niewielkiej powierzchni tłoczyło się wiele osób. Na-
wet gdyby chciała, nie mogła uniknąć bliskości.
Wstała i poszła za nim bez słowa protestu. Zmruży-
ła oczy, oparła głowę o tors Raymonda i z lubością
wdychała przyjemny aromat dobrej wody kolońskiej.
Bezpośredni fizyczny kontakt budził w niej wpraw-
dzie pewien niepokój, ale sprawiał wielką przyjem-
ność. Zapomniała o całym świecie. Czuła się tak,
NOCE W PARY%7Å‚U 91
jakby istniała tylko muzyka i dwa ciała, złączone
rytmem sentymentalnej melodii. Pragnęła pozostać
wtulona w niego na wieki. Nigdy przedtem dotyk
mężczyzny nie wywołał w niej takich uniesień. Za-
częła się nowa piosenka, a oni tańczyli dalej, Raymond
szeptał jej coś do ucha po francusku. Nie pojmowała
sensu wypowiedzi, odbierała tylko czułą barwę głosu
i ciepły powiew oddechu na twarzy. Ostatnie zdanie
jednak zrozumiała.
Nie wiem, czy potrafię zostawić cię w spokoju
dzisiejszej nocy, moja słodka Caitlin powiedział
powoli i wyraznie.
Udała, że nie rozumie jego słów. Naprawdę jednak
ich treść dotarła do każdej komórki jej ciała i wywołała
dreszcz podniecenia. Czuła dokładnie to samo co on.
Pożądała go do bólu.
Poza tym stwierdzam, że w twoich ustach nawet
słowa: moules mariniere nabierają zmysłowego pod-
tekstu dodał.
Roześmiała się serdecznie. Potrafił nie tylko uwo-
dzić, ale także w najwłaściwszej chwili rozładować
napięcie za pomocą dowcipu. Chodziło bowiem o po-
zycję z jadłospisu, który czytała. Mianowicie o małże.
JesteÅ› szalony!
Masz rację, oszalałem na twoim punkcie po-
wiedział cicho, głęboko patrząc jej w oczy.
Caitlin starała się nie przywiązywać wagi do czu-
łych słówek, przychodziły mu ze zbyt wielką łatwoś-
cią. Uważała, że nic nie znaczą, mimo to poczuła ciepło
w okolicy serca. Zauważyli, że kelnerka przyniosła
92 KATHRYN ROSS
jedzenie i wrócili do stołu. Caitlin obawiała się, że
z emocji nie przełknie ani kęsa. On natomiast wyglądał
na całkowicie odprężonego. Z uśmiechem nalał jej
wina.
Teraz powiedz mi wreszcie, jak naprawdÄ™ po-
stępują prace remontowe.
Caitlin upiła łyk trunku. Pewnie przyjęłaby z ulgą
zmianę tematu, gdyby nie dotyczył jej ukochanej willi.
Schody już prawie gotowe. Zostawiłam Patri-
ckowi klucze, żeby mógł pracować w czasie mojej
nieobecności. Mam do niego całkowite zaufanie.
Spuściła oczy, pogrzebała widelcem w talerzu, wresz-
cie zadała pytanie, które od dawna ją dręczyło:
[ Pobierz całość w formacie PDF ]