
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Br
- Kendrick Sharon Córki Oscara Balfoura 02 Niezapomniany rejs
- 01. Adams Audra BśÂ‚ć™kitny śźeton
- Charles Williams The Diamond Bikini (1956) (pdf)
- Barbara Delinsky Piąty mężczyzna
- Baird Jacqueline Nad jeziorem Garda
- 1047. Roe Paula Grzeszne zauroczenie
- Denis Donoghue The American Classics, A Personal Essay (pdf)(1)
- 03.Harry Potter und der Gefangene von Askaban
- Bielajew Aleksander Wyspa zaginionych okrć™tów
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Hinduska. Mimo że zdecydował się poślubić indyjską dziewczynę, nie
zamierzał rezygnować z uciech cielesnych, jakimi obdarzała go Marina.
Jasne, że sytuacja była delikatna. Próbował nawet poruszyć temat jego
zobowiązań względem rodziny, ale Marina tylko marszczyła nosek, bo
nie rozumiała, o co mu chodzi.
- Przecież jesteś już Amerykaninem, więc możesz sam wybrać sobie
żonę! - dowodziła, przy czym kokieteryjny ton jej głosu świadczył, że nie
miała wątpliwości, kogo by wybrał.
Dilipowi pozostawało mieć tylko nadzieję, że uda mu się tak rozegrać tę
partię, że wszyscy będą zadowoleni, a on nie będzie musiał z niczego
rezygnować.
Przyszło mu na myśl, że o swej decyzji powinien zawiadomić Lokesha.
- Yar, zrobiłem tak, jak mówiłeś. Umówiłem się z Nalini na jutro. Tylko
że Marina...
- Co znowu z Mariną? Ma do ciebie pretensję, że się żenisz? Czy może
będzie próbowała przeszkadzać Nalini? -Lokesh zasypał go pytaniami.
- Skąd, nie ma powodów do obaw, tylko widzisz... -Dilip westchnął. -
Jeszcze jej nie powiedziałem, że mam się żenić z Nalini. Słuchaj, ta
Marina to prawdziwy skarb, marzenie każdego mężczyzny. Spędziliśmy
razem trzy cudowne dni na Florydzie i nie mam zamiaru z nią zrywać.
Dilipowi zdawało się, że usłyszał w słuchawce brzydkie przekleństwo, po
czym połączenie zostało przerwane. Zadzwonił więc jeszcze raz pod ten
sam numer.
- Lokesh, coś nas rozłączyło, a chciałbym, żebyś był na moim ślubie...
- Nie mam teraz czasu rozmawiać - uciął Lokesh i odłożył słuchawkę.
Dilip stał zmieszany na środku swojego obszernego mieszkania w
północno-zachodniej części Waszyngtonu, z widokiem na Rock Creek
Park. Nie rozumiał gwałtownej reakcji przyjaciela, mógł tylko
podejrzewać, że akurat kiepsko idą mu interesy. Mógłby mu pomóc,
udzielając bezpośredniej pożyczki bądz podsyłając klientów, ale nie miał
pewności, czy Lokesh nie odrzuciłby jego propozycji. Wolał więc
poczekać, aż przyjaciel sam go o to poprosi, niż urazić jego dumę.
Obecnie musiał się zająć swoją oficjalną narzeczoną, którą dotychczas
zaniedbywał.
Zadzwonił więc do restauracji Pod Pawiem" i zarezerwował najlepszy
gabinet. Obiecał dodatkowo dopłacić siedemdziesiąt dolarów, byleby
jego specjalne życzenie zostało zrealizowane zgodnie z instrukcją.
Kiedy już to załatwił, wrócił do sypialni, gdzie w pościeli z
brzoskwiniowego atłasu leżała Marina w skąpym, czarnym body, jej złote
włosy rozsypały się na poduszce jak wachlarz. Na tym tle szczególnie
podniecająco prezentowała się jej śmietankowo biała skóra, więc Dilip
rzucił się na nią, jak spragniony wędrowiec na pustyni, który właśnie
odnalazł oazę.
Ubrana w purpurowe sari z różowym szlakiem i dobraną kolorem
bluzeczkę, Nalini zjawiła się nazajutrz w restauracji Pod Pawiem".
Czuła się niezręcznie, bo oszustwo Lokesha postawiło ją w sytuacji bez
wyjścia -musiała teraz przyjąć oświadczyny człowieka, którego w życiu
nie widziała. Wspomnienie randek z Lokeshem
przyprawiło ją o westchnienie, ale usilnie próbowała wymazać je z
pamięci. W progu przywitał ją kierownik sali, a ledwo usłyszał jej
nazwisko, od razu zgiął się w uniżonym ukłonie:
- Sahib już czeka. Aaskawa pani pozwoli ze mną. Bladoniebieskie ściany
restauracji zdobiły wizerunki
pawi tańczących wśród czerwonych róż. Na przykrytych
wykrochmalonymi, śnieżnobiałymi obrusami stołach ułożono dekoracje
kwiatowe z takich samych czerwonych róż i paproci. Z zaplecza sączyła
siÄ™ nastrojowa, hinduska muzyka.
Minęli kilka stolików, przy których żywo rozprawiali amerykańscy
klienci. Nalini zauważyła, że od stolika w końcu sali obserwuje ją
stosunkowo młody, ale już posiwiały mężczyzna z haczykowatym
nosem. Serce w niej zamarło, ale na szczęście kierownik sali nie
zatrzymał się przy tym stole. Podprowadził ją do wydzielonego gabinetu i
teatralnym gestem uchylił zasłonę z długich sznurów niebieskich
paciorków.
- Sahibie, pani już przyszła! - oznajmił z ukłonem.
Z bijącym sercem Nalini weszła do gabinetu. Dilip, w nienagannie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]