
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Dragonlance Anthologies 01 The Dragons Of Krynn
- Kurtz, Katherine Adept 01 The Adept
- Bova, Ben Orion 01 Orion Phoenix
- James M. Ward The Pool 01 Pool of Radiance
- Trylogia mgły 01 Książe Mgły Carlos Ruiz Zafon
- Essentials of Maternity Newborn and Women's Health 3132A 01 p001 020
- Mackenzie_Myrna_ _Narzeczone_z_Red_Rose_01_ _Odnaleziona_muzyka_
- 11.Oblicza namietnosci 01 Zapach kobiety Jo_Leigh
- Carole Cummings [Aisling 01] Guardian [Torquere] (pdf)
- Barton Beverly Cherokee Point 01 Piąta ofiara
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
jasne i proste.
103
emalutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
I będzie go miała.
Janet odeszła od drzwi i zdecydowanym krokiem ruszyła do sypialni.
Otworzyła szufladę komody i przeszukiwała jej zawartość. W końcu znalazła to,
czego szukała. Uśmiechając się rzuciła na łóżko przejrzysty negliż i zaczęła się
rozbierać. Jedwabny materiał zsunął się po jej ciele, gdy założyła go przez
głowę. Delikatny brzoskwiniowy kolor dodawał uroku jej włosom. Wyjęła szpilki,
by je rozpuścić. Potem poczesała włosy aż błyszczały; lekko poprawiła makijaż i
już była gotowa.
Janet zrobiła krok do tyłu, żeby przejrzeć się w wielkim lustrze. Twarz miała
zaróżowioną, a włosy okalały jej twarz długimi falami. Ze względu na kolor
nocna koszula wydawała się być przezroczysta, a stylizowana aplikacja na
biuście była koloru ciała. Zawieszona na dwóch cieniutkich ramiączkach
koszulka ściśle przylegała do figury. Janet miała zastrzeżenia kupując ten
negliż, ale teraz wiedziała po co to zrobiła.
Przez cały czas to właśnie planowała.
Zanim doszła do drzwi zastanowiła się przez chwilę, czy powinna założyć
szlafrok, ale zdecydowała się tego nie robić. Otworzyła drzwi i wyszła do hallu.
Powędrowała boso korytarzem i za zakrętem dotarła do miejsca, gdzie jak jej
się wydawało znajdowały się pokoje Briana. Tam zatrzymała się rozdygotana.
Zamknęła oczy i zapukała.
Ocho, dobry wieczór? Kogóż my tu mamy?
To był Brian, a ona była zupełnie nie przygotowana na spotkanie z nim.
Stała z otwartymi ustami i usiłowała zobaczyć, kto znajduje się w pokoju.
Czy kogoś szukasz, Janet? żartował Brian. Zastanówmy się kto to
może być. Czy Eleanor? A więc Edmund? Nie? Więc ciekawe kto?
Brian, proszÄ™, czy Ken tu jest?
Oczy Briana zabłysły przewrotnie, ale powstrzymał się od uwag.
Wejdz, jest pod prysznicem. Zawołam go.
Janet weszła do pokoju, przerażona tym, że dała się złapać Brianowi.
Zakładała, że go nie będzie. Zawsze go nie było. Dlaczego właśnie dziś wcześniej
wrócił do domu? Biła się z myślami, kiedy do pokoju wszedł Ken, wciąż jeszcze
104
emalutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
mokry, w narzuconym granatowym płaszczu kąpielowym.
Janet przechylił głowę, susząc sobie ucho. Czy coś się stało?
Widziała, że nadal jest zły, ale próbuje ukryć to ze względu na brata.
Nie powiedziała niezręcznie nic się nie stało. Po prostu chciałam... no
wiesz...
Ken spojrzał na nią uważnie i zauważył, co miała na sobie. Zbladł, a potem
gwałtownie poczerwieniał. Spojrzał na Briana, który zachwycony
przedstawieniem siedział rozparty na kanapie.
No, Janet? Co takiego chciałaś? zwrócił się do żony z ogniem w oczach.
Porozmawiać. Chciałam z tobą porozmawiać.
Wydaje mi się, że powiedziałaś już dosyć.
Ja...
Ken i Janet spojrzeli na Briana.
Nie zwracajcie na mnie uwagi słowa Briana brzmiały niewinnie.
Ken chwycił ją za ramię i ruszył do drzwi.
Chodz.
Poprowadził ją korytarzem, udając, że nie słyszy parsknięcia Briana. Dotarli
do apartamentu. Ken zamknął za nimi drzwi i oparł się o framugę.
O co ci tym razem chodzi, Janet?
Odeszła od niego, zdenerwowana, i odezwała się dopiero, kiedy oddzieleni
byli sofÄ…
Powiedziałam ci już.
Ach, tak! Chciałaś porozmawiać i dlatego paradujesz przed moim bratem
półnaga.
Wcale nie paradowałam. I nie jestem półnaga.
Nie? Więc co to ma być ta... ta...
Ken, proszę, nie rób tego, nie niszcz...
Podszedł do niej, zatrzymał się, a wzrok miał już łagodniejszy.
Nie niszcz czego? zapytał cicho.
Popatrzyła na niego.
Wszystkiego.
105
emalutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
Ken pokonał dzielącą ich przestrzeń i zagarnął ją w ramiona. Pocałował.
Usta miała miękkie, ciepłe, a ciało tak zapraszające. Położył ręce na jej
pośladkach i przyciągnął ją bliżej, podczas gdy nadal całował jej usta.
Ale oderwał się, choć ciało było gotowe w głowie miał zamęt. Powiedziała
chwilowo . Czy chciała powiedzieć, że pragnęła go czysto fizycznie, bez żadnego
zaangażowania?
Kobieto powiedział jej do ucha czego właściwie chcesz ode mnie?
Janet lekko przejechała paznokciami po jego podbródku, po szyi, potem
wsunęła rękę pod płaszcz kąpielowy i pogłaskała włosy na piersiach. Tego
właśnie chciała, ale nie tylko tego, więcej, wszystkiego co mógł jej dać.
Stanęła na palcach, przeciągnęła językiem po jego uchu i wyszeptała
odpowiedz.
Deseru.
Ken zamarł. Czuła bicie jego serca pod dłonią i wiedziała, że potrzeba chwili,
by jej prośba przedarła się przez chmurę pożądania. Kiedy w końcu spojrzał na
nią, oczy miał dzikie, zupełnie jak u prymitywnego samca.
Wszystkie pytania i rozsądne myśli ulotniły mu się z głowy. Kiedy wziął ją
na ręce i niósł w kierunku sypialni dzwięk, jaki wydał był prawie okrutny.
Wyraz jej oczu zapowiadał mającą nadejść rozkosz. Ken zatapiał się w jej
oczach, jej spojrzenie przyciągało go i przyprawiało o zawrót głowy. Położył ją
delikatnie na łóżku i usiadł, zachwycając się chwilą. Leżała spokojnie, jakby
czekając, żeby zrobił pierwszy ruch. Nigdy nie był tak podniecony. Marzenia
całego dnia miały się spełnić. Zdusił w sobie chęć pośpiechu. Chciał mieć jak
najwięcej czasu i kochać się z nią powoli, z uczuciem, trwale. Chciał stworzyć
wspomnienie.
Jakkolwiek niezwykle podobała mu się koszulka, musiała zostać zdjęta.
Szybkim ruchem pomógł w pozbyciu się jej, a jego strój opadł zaraz potem.
Położył się obok niej na łóżku, podparty na łokciu, podczas gdy znów
zapoznawał się z jej ciałem. Zachwycał się bladością jej skóry. Nie rozmawiali, a
księżyc obdarzał ich swym światłem. Nie musieli mówić, ciała dawały sobie radę
same.
106
emalutka
us
o
l
a
d
n
a
c
s
Janet była wyczulona na jego dotyk. Zupełnie jakby końcówki nerwowe
zostały naelektryzowane. Wyciągnęła ręce, by czuć napiętą skórę jego ramion i
pleców. Poznawali się nawzajem w ciemności, aż było tego za dużo i za mało.
Pocałował ją. Najpierw leciutko, potem głębiej, natrętniej, żądając od niej
wszystkiego co miała do dania, a ona dawała chętnie. Jego usta i zęby bawiły ją,
aż otwarła dla niego usta, a on przyjął to zaproszenie z wdzięcznością. Jego
język dotknął jej języka lekko, obiecując to, co miało nadejść. Przesunął usta w
dół na ten pulsujący punkt, potem niżej do rozkoszy jej piersi. Całował je, ssał
najpierw jedną, potem drugą, gorącymi ustami. Ciało Janet kołysało się pod
falą uczuć. Jęknęła cicho, kiedy całował jej podbrzusze, a potem gładką skórę
ud. Nogi jej zesztywniały, a potem znów leżała rozluzniona, kiedy pieścił gęste,
złociste loki. Potem spojrzał w jej rozmodloną miłością twarz.
Wydawało jej się, że usłyszała coś o deserze zanim zatraciła się w
odczuciach.
A potem nie słyszała już nic. Przeżywała coś takiego, że musiała zaciskać
ręce na prześcieradle, by nie krzyczeć. Ale w końcu nie mogła się powstrzymać.
Jej jęk rozpoczął się w zakamarkach duszy i narastał, aż stał się pełny i głośny.
Przesuwała palce po jego włosach i ramionach, odpychając go i przyciągając
równocześnie. I potem nagle wygięła się w łuk, tańcząc przy błyszczących
światłach wypełniających jej głowę, i zacisnęła oczy próbując kontrolować
spazmy rzucające jej ciałem.
Otwarła oczy, by ujrzeć potarganego Kena, uśmiechającego się do niej. Był z
siebie zadowolony tak jak chyba powinien był być, ale jeszcze nie skończyli.
Jeszcze nie na długo.
Długo pózniej leżeli obok siebie, ledwo się dotykając. Ken założył ręce pod
głowę i wpatrywał się w sufit. Uczucia do niej były głębokie, więc jej uwaga
wywołała w nim pustkę. Chciał, by wiedziała co czuje, ale duma przeszkadzała
mu w wyrażeniu tego.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]