
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Jacqueline Lichtenberg [Dushau Trilogy 02] Farfetch
- Jacquemard Serge Requiem dla krĂłla zbrodni
- Diamond, Jacqueline One Night Stand
- LondyĹskie intrygi Baird Jacqueline
- Billionaire Bodyguard 2 Defended & Desired Kristi Avalon
- Donald Robyn Kolory Polinezji
- Daniken Erich DzieśÂ Sć du Ostatecznego trwa od dawna
- Susan Amarillas śÂNIEśąNY ANIOśÂ
- 493. Roberts Alison ZastćÂpcza matka
- Niemycki_Mariusz_ _Ptak,_Cyna_i_luneta_wisielca
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
nem. A teraz, skoro odegrałam już przykładnie swoją rolę, idę do łóżka, I nie fatyguj się,
żeby wstawać. Nikogo tu nie ma, więc nie musisz odgrywać dżentelmena.
Następnego ranka obudził ją zniewalający aromat mocnej kawy. Pokojówka wnio-
sła tacę i umieściła ją na stoliku nocnym.
- Buongiorno, signorina. Signora kazać przynieść kawa. Zniadanie jedna godzina.
- Grazie! - odpowiedziała Lucy. - Scusi. - Wypadła nagle z łóżka i popędziła do ła-
zienki, bo zrobiło jej się niedobrze.
Kiedy wróciła, pokojówka nadal tam była.
- Signorina? Come stai? - Widząc jej zatroskaną twarz, zapewniła ją po włosku, że
nic jej nie jest.
Pokojówka wyszła.
To prawdopodobnie wczorajsze wino, pomyślała. Nalała sobie mleka z niewielką
ilością kawy i stojąc w oknie piła małymi łyczkami. Napawała się zniewalającym wido-
kiem... Nagle dostrzegła żółty sportowy wóz ruszający z podjazdu. Zwietnie, Lorenzo
wyjechał. Nie musi się obawiać, że się tu pojawi, uspokoiła się.
Wzięła relaksujący prysznic i zaczęła się zastanawiać, co na siebie włożyć. Dzień
był słoneczny i miała ochotę zwiedzić ogrody. Z myślą o tym zdecydowała się na wy-
godne dżinsy i powiewny top w jaskrawym kolorze. Włosy związała w kucyk i wyszła z
pokoju. Nie musiała szukać pokoju śniadaniowego. Kiedy tylko dotarła do wielkiej klatki
schodowej, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki pojawił się Gianni i zaprowadził
ją do jeszcze innego pokoju, nie tak wielkiego jak poprzednie, ale równie eleganckiego, o
bardziej domowym charakterze. Anna już siedziała przy stole. Podniosła głowę na jej
widok.
- Jak się masz, Lucy? Maria powiedziała mi, że nie czułaś się zbyt dobrze - powie-
działa zmartwiona. - Siadaj, proszę, moja droga. Mój doktor przychodzi codziennie w
południe, żeby mnie zbadać. Jeśli chcesz, poradz się jego.
Lucy uśmiechnęła się i usiadła do stołu.
R
L
T
- Nie, to nie będzie potrzebne. Czuję się dobrze. Wypiłam wczoraj trochę za dużo
wina. Ale chętnie poszłabym na spacer do ogrodu. Zwieże powietrze dobrze mi zrobi.
- Skoro tak, dobrze. Będę twoim przewodnikiem - zaoferowała się Anna. - To po-
winna być rola Lorenza, ale pojechał do banku. Mówiłam mu, żeby wziął wolne, ale nie
zwraca na mnie uwagi. Za dużo pracuje, zawsze tak było. Kiedy zmarł mój mąż, wielkiej
dobroci człowiek, zostawił bank w nie najlepszej kondycji. Lorenzo przejął interesy i
szybko wyprowadził firmę na szerokie wody, zyskując światowe rynki. Ale czasami
chciałabym, żeby trochę zwolnił. Dlatego tak się cieszę, że spotkał ciebie, Lucy. Jesteś
dokładnie tym, czego mu trzeba.
- Och, tego bym nie powiedziała - wtrąciła wreszcie Lucy. - Jesteśmy przyjaciółmi,
ale tak naprawdę niewiele mamy ze sobą wspólnego. - I żeby zmienić temat dodała: -
Zanim zapomnę, muszę zadzwonić do Elaine i powiadomić ją o zmianie planów.
Zaskoczona Elaine z radością przyjęła nowiny.
Lucy natomiast była coraz bardziej zestresowana.
Na powietrzu, wśród zapachu sosen i aromatu kwiatów, Lucy poczuła się lepiej.
Rozkoszowała się, wędrując z Anną wśród alejek i tarasów cudownego ogrodu. Poznała
nazwy wielu roślin, a kiedy dotarły do jeziora, dowiedziała się, że na zacumowanej tam
żaglówce Lorenzo pływał jako nastolatek i czasami nadal z niej korzysta. Był ponoć za-
palonym żeglarzem i spędzał mnóstwo wolnego czasu, pływając w Santa Margherita,
gdzie miał willę. Trzymał tam sportowy jacht, na którym wielokrotnie zwyciężał w rega-
tach na Morzu Zródziemnym. Lucy była zaskoczona. Kiedy wspominał jej o łodzi, my-
ślała, że ma na myśli wielki luksusowy jacht motorowy. W drodze powrotnej do domu
uśmiechnęła się do siebie. Nie bez kozery czasami myślała, że Lorenzo ma w swoim wy-
glądzie coś z pirata.
Podano lunch. Do stołu usiadł z nimi doktor, wdowiec o dystyngowanym wyglą-
dzie. Był czarującym panem i Lucy z miejsca poczuła do niego sympatię. Podejrzewała
skrycie, że jego zainteresowanie Anną nie było tylko czysto medycznej natury. Nieocze-
kiwanie kamerdyner poprosił ją do telefonu. Poszła za nim w głąb domu do gabinetu.
R
L
T
- Halo? - W słuchawce usłyszała gwar i głos kobiecy, prawdopodobnie sekretarki. -
Nareszcie, Lucy - zabrzmiał głęboki głos Lorenza. - Jak sobie radzisz sama? Obyło się
bez wpadek?
[ Pobierz całość w formacie PDF ]