
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Jacqueline Lichtenberg [Dushau Trilogy 02] Farfetch
- Baird Jacqueline Nad jeziorem Garda
- Diamond, Jacqueline One Night Stand
- Londyńskie intrygi Baird Jacqueline
- Dr Who New Adventures 36 Infinite Requiem, by Daniel Blythe (v1.0) (pdf)
- Barry Eisler John Rain 06 Requiem for an Assassin
- Przemilczane zbrodnie Jerzy Robert Nowak
- Robert Haasler Zbrodnie w imieniu Chrystusa
- King_Stephen_ _Furia
- Michael Moorcock Perlowa_Forteca_ _Sagi_o_Elryku_Tom_II
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- ilemaszlat.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
pracować.
Włożył ciemne ubranie, eleganckie, w stylu człowieka interesu, zamówione u
ekspresowego krawca na Tanglin Road. Zawiązał krawat na białej koszuli. Na głowie
ciemny filcowy kapelusz. Nałożył duże, ciemne okulary przeciwsłoneczne, chwycił
teczkę, sprawdził, czy ma w kieszeni bilet do Bangkoku i ruszył na lotnisko samochodem
Mai-Ling.
Zostawił wóz na parkingu i zrobił tak, jak poprzedniego dnia. Podszedł do biura
Japan Airlines. Zarejestrował się, oświadczył, że ma tylko ręczny bagaż i wszedł do hallu.
Na górze zamknął się w toalecie; czekał do ostatniej chwili ze zmontowaniem
Kopciuszka . Zmontowaniem zresztą częściowym, bo miał jeszcze przed sobą kontrolę
celnÄ… i policyjnÄ….
Ukrył dwa elementy Kopciuszka w neseserze z przyborami toaletowymi i z
apteczkÄ….
Zszedł do hallu, usiadł czekając na wezwanie. Uważnie obserwował ruch, ale tłum
był tak gęsty, że nie udało się wypatrzeć europejskiej pary, która przypominałaby Barta
Scalisio i jego towarzyszkÄ™.
Gdy wezwano pasażerów przez megafon wstał i wrócił do stoiska japońskich linii,
185
na zewnątrz hallu. Niedbałym ruchem sięgnął po listę odlatujących. Urzędnicy
towarzystwa lotniczego byli zajęci rejestracją spóznionych pasażerów, grupy turystów
australijskich.
Nazwiska pana i pani Ferreira figurowały na liście.
Nie było natomiast przy nich krzyżyka, jakim urzędnik towarzystwa lotniczego
oznacza zwykle, że pasażer się zgłosił. Barto Scalisio jeszcze się widocznie tutaj nie
zarejestrował.
Harry Shulz dłużej nie zwlekał. Nie w tym miejscu przewidywał wykonanie
kontraktu .
Spokojnie przystąpił do załatwienia formalności celnych i paszportowych. Potem
okazał kartę pokładową odpowiednio przedziurkowaną przez oficerów celnych i
paszportowych dyżurnemu funkcjonariuszowi stojącemu przy wejściu do sali dla
pasażerów odlatujących. Ten rzucił okiem na kartę, oddał ją z powrotem i Harry wszedł
do środka.
Wszystko odbyło się jak w przeddzień. Pozostawało tylko czekać na Barta
Scalisio.
Na wszelki wypadek rozejrzał się jeszcze po obecnych tam podróżnych. Najpierw
tranzytowi. Ci przybywający z Dżakarty, potem ci z Singapuru. Było między nimi bardzo
mało Europejczyków i Amerykanów. %7ładnej pary. Widocznie Barto Scalisio i jego
towarzyszka jeszcze siÄ™ nie zjawili.
Shulz spojrzał na zegarek. W ciągu siedmiu, ośmiu minut będą zapraszać
pasażerów do zajęcia miejsc w autobusie, który ich dowiezie do samolotu. Barto dobrze
by zrobił, gdyby się pośpieszył!
Uśmiechnął się na tę myśl: pośpieszyć się, żeby umrzeć!
Czas płynął. Shulz miał oczy utkwione w wejście do sali. Podróżni się
niecierpliwili. Niektórzy wstawali, podchodzili do oszklonych drzwi prowadzących na płytę
lotniska, gdzie srebrzyły się w słońcu kadłuby. Tankowano paliwo. Aadowano tony
bagaży. Hostessa japońskich linii weszła na salę i wołała donośnym głosem:
- Państwo Ferreira, pasażerowie do Bangkoku! Państwo Ferreira? Harry Shulz
186
sprężył się, spojrzał dookoła. Nikt się nie zgłosił. Hostessa powtórzyła wezwanie.
Nagle Harry ego przeniknęła straszna obawa. A jeśli Mai-Ling coś pomyliła? Jeżeli
niedokładnie się poinformowała? Jeżeli rezerwacja na nazwisko Ferreira do Bangkoku
była tylko zasłoną dymną? Zasłoną dymną wypuszczoną przez Barta Scalisio, żeby
uwierzono, że zamierza lecieć tym lotem, podczas gdy już odleciał lub odlatuje w innym
kierunku?
Barto był dostatecznie sprytny, żeby tak właśnie postąpić i zmylić ewentualnych
wrogów. Musiała go przecież ostrzec dociekliwość Katzolakisa w Atenach, Abouda
Staboulie w Bejrucie, mecenasa Rogazzino w Palermo i jeszcze Sammy ego Rosenthala
w Tel-Awiwie, dostawcy ormiańskiego w Izmirze i kapitana portu na Rodos.
Hostessa wyszła. Podróżni podnosili się z miejsc i niespokojnie spoglądali na
zegarki. Po hostessie ukazał się agent towarzystwa lotniczego i sprawdził obecność
pasażerów. Brakowało dwojga: pana i pani Ferreira.
Urzędnik podjął błyskawiczną decyzję. Schował listę do kieszeni, zdecydowanym
krokiem podszedł do drzwi prowadzących na płytę, otworzył je i zwrócił się do
podróżnych:
- Pasażerowie lotu JAL numer 702 do Bangkoku proszeni są o okazanie swoich
kart pokładowych i zajęcie miejsc w autobusie. Najpierw pasażerowie pierwszej klasy,
proszÄ™ bardzo. Karty czerwone! Karty zielone potem, proszÄ™ pani.
Mówił zdecydowanym tonem oddzierając kupony z kart pokładowych.
Harry Shulz odwrócił wzrok od podróżnych, tłoczących się obok wyjścia i
przeniósł spojrzenie na salę. Stał tam dyżurny agent ze znudzoną miną, z rękami
założonymi na plecach. Ale żaden pasażer już nie wchodził. Harry pomyślał z goryczą,
że Barto go przechytrzył sam o tym nie wiedząc.
- Proszę pana, proszę pana - wołał przedstawiciel linii lotniczych.
Odwrócił się. Urzędnik dał mu znak ręką.
- Niech pan będzie uprzejmy wsiąść do autobusu. Harry Shulz zaprzeczył ruchem
głowy. Urzędnik zbliżył się.
- Proszę pana, autobus odjeżdża.
187
- Czekam na przyjaciół, państwa Ferreira - odpowiedział Harry.
- Szukamy ich właśnie! Nie zgłosili się, więc odznaczyliśmy No show (termin ten
oznacza, że pasażer, który zarezerwował miejsce, nie zgłosił się).
- Jeśli się nie pojawią, i ja nie polecę - oświadczył Harry Shulz.
- Jak pan sobie życzy.
Urzędnik udał się do autobusu, który natychmiast odjechał zatrzymując się przed
boeingiem 727.
Harry Shulz wolnym krokiem zbliżył się do funkcjonariusza stojącego przy
wejściu. Pomyślał, że tym razem nie poszło i trzeba zaczynać od początku.
Już miał wyjść, gdy zauważył jakieś poruszenie po drugiej stronie hallu. Stanął.
Przez szybę zobaczył tłum ludzi, czekających na wywołanie lotu. Spostrzegł hostessę
japońskich linii, tę samą, która kilka minut wcześniej wzywała państwa Ferreira.
Szła teraz szybko rozpychając tłum. Za nią postępowała para, mężczyzna i
kobieta.
W mężczyznie Harry rozpoznał Barta Scalisio. Wcale się nie zmienił od czasu,
gdy było zrobione zdjęcie w gazecie, które mu wręczył Francois Lyończyk. Może trochę
utył, ale niewiele. Z aktówką w ręce szedł za hostessą. Za nim ładna blondynka.
Hostessa dała znak funkcjonariuszowi i wszyscy troje przekroczyli próg.
Harry Shulz błyskawicznie się odwrócił i wielkimi krokami poszedł w stronę drzwi
prowadzących na płytę lotniska.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]