
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Christine Feehan Mroczna Seria 12 Dark Melody
- 12 Wrzosy (Księżna)
- 83. Darcy Lilian PrzyjedĹş na wyspy koralowe
- Andrew Jackson Davis Death and the Afterlife
- Camille Anthony [Bunny Tails 04] Bad Hare Day [Changeling] (pdf)
- Daphne Clair Makeshift Marriage (pdf)
- Guy Gavriel Kay Sarantine 2 Lord of Emperors
- Donald Robyn Kolory Polinezji
- 03 Mary Burton Rosyjska ksi晜źniczka
- Binchy Maeve W tym roku bedzie inaczej
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Qwilleran odczytał: Mamy cię, ptaszku, masz kasy po pas. Ta
chałupa kosztowała kilka baniek . Kilka lat temu podobna myśl
napełniłaby go niesmakiem, ale teraz zdołał się już przyzwyczaić do
tego, że patrzono na niego, jakby miał wytatuowane na czole miliony
Klingenschoenów.
Fiona odezwała się pierwsza:
- Panie Qwilleran, to jest mój syn Robbie.
- Gratulacje, młody człowieku, widziałem twój bieg w sobotę.
Zwietny pokaz!
Chłopiec pokiwał głową, wyraznie zadowolony. Qwilleran
poprowadził ich do miejsca, w którym stały luksusowe fotele w
kolorze owsianki.
- UsiÄ…dziecie?
Chłopak spojrzał najpierw na jasną tapicerkę, a potem na swoją
matkÄ™.
- W porządku, masz czyste spodnie, dopiero co je uprałam.
Jej syn jest niemy, pomyślał Qwilleran. Nikt mi o tym nie
wspominał.
- Czy ktoś ma ochotę na szklankę jabłecznika? - spytał.
- A ma pan może piwo? - zapytał Steve.
- Ja i Robbie napijemy się jabłecznika - powiedziała Fiona.
Matka i syn siedzieli blisko siebie na kanapie. Steve rozparł się
wygodnie na drugiej i rzucił marynarkę na dywan.
Syjamczyki obserwowały przybyszów z poręczy pierwszej
galerii. Steve zauważył je.
- Czy to sÄ… koty?
- Syjamskie.
- Dlaczego mi siÄ™ przyglÄ…dajÄ…?
- Nie przyglÄ…dajÄ… siÄ™, tylko z daleka nie widzÄ… wyraznie.
Trener wskazał kciukiem na pozostałość sadu.
- Co się stało z pana drzewami?
- Kilka lat temu zaatakowały je szkodniki - wyjaśnił Qwilleran. -
Zeszłotygodniowa burza też zrobiła swoje. Doszedłem do wniosku, że
nadszedł czas, żeby pozbyć się starych spróchniałych drzewek.
- Byłoby tu niezłe pastwisko, gdyby zechciał pan przyjąć kilka
koni.
- Niestety obowiązują mnie miejskie zakazy: żadnych koni,
bydła, świń, kurczaków i gęsi w granicach miasta.
Popijając drinki, goście przyglądali się kominkowi, antresolom,
drabinom i masywnym krokwiom.
- Czytałem w Lockmaster Logger , że jeden facet się tu
powiesił.
- Do czego służy drabina? - spytał Robbie.
On mówi! - pomyślał Qwilleran.
- To rodzaj wyjścia ewakuacyjnego. Przyniosłeś dla mnie
informacje o stadninie, Steve?
- Oczywiście!
Wyjął kopertę z kieszeni marynarki i podał ją Qwilleranowi.
- Mam te dane od Ambertona. Chce się z tobą spotkać i pokazać
ci stadninÄ™ po powrocie z Arizony.
- SkÄ…d stadnina czerpie dochody?
- Z hodowli koni, ich sprzedaży, nagród za wyścigi,
przechowywania i trenowania koni, lekcji jazdy. W Lockmaster jest
wiele bogatych rodzin, które chcą, żeby ich dzieci brały lekcję jazdy i
wygrywały nagrody.
- Czy poprowadziłbyś stajnię?
- Oczywiście, tym właśnie się zajmuję.
- Czy masz referencje?
Kiedy trener zawahał się, Qwilleran dodał:
- Muszę podkreślić, że nie mam własnych pieniędzy. Wszystkie
przedsięwzięcia finansowe są realizowane przez Fundację
Klingenschoenów i muszę przedyskutować każdą decyzję z
powiernikami. Będą chcieli znać twoje kompetencje i przebieg
dotychczasowej pracy. Także dlaczego odchodziłeś z poprzednich
miejsc pracy i tak dalej. Steve kichnął i Fiona podała mu pudełko
chusteczek, mówiąc:
- Mogę to dla ciebie napisać, Steve.
Steve potarł palcem brew.
- Uff, gorÄ…co tu.
- To przez uczulenie - wyjaśniła Fiona. - Ma gorące i zimne
dreszcze. Qwilleran zwrócił się do Robbiego.
- A na czym polega twoja praca w stadninie?
- Pomagam Steve'owi - odpowiedział chłopak, rzucając szybkie
spojrzenie na matkÄ™.
- Jest w tym bardzo dobry - powiedziała Fiona z matczyną dumą.
- Będzie jezdził w wielkich wyścigach, kiedy dorośnie, prawda,
Steve?
Trener znowu kichnÄ…Å‚.
- Powinieneś wziąć zastrzyki na to uczulenie - zasugerował
Qwilleran.
- To samo mu mówiłam.
W tym momencie na balkonie zapanowało poruszenie. Rozległo
się sapanie i drapanie, a potem oba koty wystrzeliły jak kule armatnie:
w górę po rampie, przez kładki, wokół dachu i znowu w dół aż na
pierwszy balkon, skąd zanurkowały w dół jak pociski z bombowca.
Koko wylądował na oparciu kanapy dokładnie za Steve'em, a Yum
Yum na jego kolanach. Trener cofnÄ…Å‚ siÄ™ zaskoczony, a Fiona
piszczała.
- Jezu! Co tu siÄ™ dzieje!
- Przepraszam, właśnie wzięliśmy udział w siedemnastym
wyścigu Pickax - powiedział Qwilleran.
Koko nie ruszał się z oparcia kanapy: na sztywnych nogach, z
wyprężonym grzbietem i ogonem zagiętym w końską podkowę. I
wtedy kichnął: szfff. Brzmiało to tylko jak szept, ale w słonecznym
świetle, które wpadało do wnętrza przez trójkątne okna, widać było
obfitą mgiełkę śliny opadającą na szyję Steve'a.
Trener przetarł kark chusteczką.
- Chyba czas już na nas.
- Dziękuję za informacje - powiedział Qwilleran, machając
kartką. - Jeśli prześlesz nam swoje CV, przejrzymy je. Mam nadzieję,
że powiernicy będą zainteresowani.
- Chodz, Robbie - powiedział Fiona. - Powiedz panu dziękuję za
jabłecznik.
Goście podnieśli się. Podnosząc z ziemi marynarkę, Steve
zauważył coś na podłodze. Podniósł mały metalowy przedmiot z
głową konia wytłoczoną na jednej ze ścianek.
- Co to jest?
- To stara czcionka drukarska. Koty porozrzucały je ostatnio.
- Mógłbym użyć jej na pierwszej stronie Plotek ze Stajni .
- Wez ją, będzie mi miło.
- Och, to bardzo uprzejme z pana strony! - wykrzyknęła Fiona.
- Proszę nie zapomnieć chusteczek.
- To ostatni numer - powiedział Steve, kładąc gazetę na stolik. -
Są w nim wszystkie wyniki z wyścigu.
Qwilleran odprowadził delegację do samochodu, czyniąc uwagi
[ Pobierz całość w formacie PDF ]