
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 078. Hammond Rosemary Dwa serca, dwa światy
- Christie Agatha Rosemary znaczy pamiec
- Hammond_Rosemary_Uczac_sie_milosci
- Chmielewska Joanna 19 Trudny trup
- Denis Donoghue The American Classics, A Personal Essay (pdf)(1)
- Harry Harrison Bill 05 On the Planet of Zombie Vampires (Jack C. Haldeman)
- Cykl Pan Samochodzik (37) Wilhelm Gustloff Sebastian Miernicki
- stud service 2 strictly accountable
- Dick Philip K. Druciarz Galaktyki
- 373. Philips Sabrina Wesele w Atenach
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
siÄ™ naprawdÄ™.
- Wyglądasz jak kotek, który oblizuje się na myśl o pysznym mleczku.
- Dzień wstał taki piękny! Och, Melisso, Melisso...
- Od kiedy tu jestem, nigdy cię jeszcze takiej nie widziałam. Maksa
zresztą też. Wyglądał, jakby sobie z samego rana strzelił jednego
głębszego.
Samanta poczuła, że się czerwiem.
- Naprawdę? - Uśmiechnęła się. W ubiegłym tygodniu w stosunkach
między nią a siostrą Maksa zaszły zmiany. Częściowo przyczyniła się do
tego Annie. Melissa uwielbiała ją, a i mała zaczęła okazywać jej serce.
Melissa zrozumiała też chyba, że nie może sterować życiem Maksa.
Wyglądało na to, że wreszcie zaakceptowała swoją bratową.
Samanta z kolei zaczęła ją doceniać. Melissa była nieznośna,
pakowała nos w nie swoje sprawy, ale miała dobre intencje. Szkoda, że
pięć lat temu nie potrafiły się dogadać. Być może sprawy potoczyłyby się
inaczej, gdyby nie pozwoliła wtedy Melissie aż tak się szarogęsić. Na
przyjazń było już za pózno.
- Ty i Maks naprawdę wróciliście do siebie. Czy tak?
- Tak sÄ…dzÄ™.
- Nadal go kochasz?
Kiedyś taka rozmowa nie mogłaby się odbyć, ale dziś Samanta
postanowiła być szczera.
- Kiedy tu przyjechałam - Melissie jakby wciąż ciężko było w to
uwierzyć - gotowa byłabym przysiąc, że nie ma już między wami
uczucia. Byłam pewna, że się wręcz nienawidzicie.
- Czasami ludzie się zmieniają - odpowiedziała łagodnie Samanta.
- A możesz mi wyjaśnić powód?
- Wolałabym nie...
- Przepraszam, nie powinnam była pytać. Wiem tylko jedno - oboje
macie dziś bardzo błyszczące oczy.
RS
101
Samanta roześmiała się. Jej mąż nie należał do osób ochoczo
ujawniajÄ…cych uczucia.
- Mówisz, że Maks miał oczy jak gwiazdy?- zażartowała
uszczęśliwiona.
- Hm... - Melissa spojrzała na nią dziwnym wzrokiem. - Zastanawiam
się tylko, co teraz myśli o testamencie ojca.
- A czy to ważne?
- Muszę ci powiedzieć, że mnie samej ten testament wydawał się... no,
niech będzie, choć zabrzmi to niegrzecznie... niedorzeczny. Wiarę mego
ojca w to, że potrafi takimi sposobami wskrzesić małżeństwo, uznałam
za naiwność.
- A teraz? Co myślisz?
- Zmieniłam zdanie. Być może na moją opinię miał wpływ mój
własny rozwód. Naszego małżeństwa nie uratowałoby nic. Ale w
waszym przypadku tato miał rację. Kiedy spisywał testament, kierował
nim chyba geniusz.
- Masz rację. Co prawda, kiedy Maks mi powiedział, jak to wygląda,
wcale tak nie uważałam. Byłam po prostu wściekła.
- Tato wiedział, co robi. Wróciłaś na pół roku, by zapewnić spadek
Annie. Natomiast podział spadku Maksa, zastrzeżenia dotyczące drugiej
jego połowy - też okazały się sprytnym posunięciem. Ojciec dodał w ten
sposób Maksowi bodzca do tego, żeby znalazł sposób na trwałe ocalenie
waszego małżeństwa.
Pochłonięta własnymi kalkulacjami Melissa nie zauważyła, że
Samanta jest blada jak ściana. Słysząc, że się nie odzywa, zerknęła na nią
i nagle najwidoczniej bardzo się zdenerwowała.
- O, mój Boże!
- Co miałaś na myśli, mówiąc to wszystko? - rzuciła ostro Samanta. -
Co to za sprawa ze spadkiem dla Maksa? O co chodzi?
- To nic ważnego. - Melissa trzęsła się jak osika.
Nic ważnego? Czy siostra Maksa nie pojmowała, że obróciła cały jej
świat i wszystkie marzenia wniwecz?
RS
102
- Proszę cię... - powiedziała Samanta żarliwie. - Wyjaśnij mi, w czym
rzecz. O co chodzi z tym podziałem spadku.
- O nic. - W najwyższym stopniu zdenerwowana Melissa chciała
odejść, ale Samanta przytrzymała ją za rękę.
- Musisz mi to wyjaśnić. Powiedziałaś dużo, nie zostawiaj mnie w
niepewności. O co chodzi?
- Wszystko przez ten mój niewyparzony jęzor. Myślałam, że wiesz.
Byłam pewna.
- %7Å‚e co wiem?
- Nie mogę ci nic powiedzieć. Musisz spytać Maksa.
- Powiedz mi tylko jedno. Czy Maks i Annie zostali potraktowani w
testamencie na tych samych prawach?
- Niezupełnie. O więcej nie pytaj. Stawiasz mnie w okropnej sytuacji.
- Sama zaczęłaś...
- Wiem, moja wina. Ale nie chciałam ci... O, Boże! Maks dostanie
szału. Nie wydobędziesz już ze mnie ani słowa. Nie mogę, Sam, nie
mogÄ™.
Samancie wystarczyło jednak to, co usłyszała.
- Rozumiem, że Maks otrzymuje swój spadek w dwóch częściach.
Jedna należy mu się automatycznie. Drugą dostanie w zależności od
tego, czy nasze małżeństwo przetrwa. - Spojrzała na Melissę. - Tak
zostało postanowione, prawda?
Siostra Maksa zacisnęła usta. Było oczywiste, że nie powie już nic
więcej. Nie musiała. Dla Samanty wszystko stało się jasne.
Póznym popołudniem zastała wiadomość na automatycznej
sekretarce. Maks zapraszał ją na przystań. Doprawdy ten człowiek miał
nerwy ze stali! No cóż, obmyślił wszystko tak sprytnie... Nie musiał się
wysilać, by odzyskać jej miłość. Wiedział, spryciarz, że nigdy nie
przestała go kochać. Ale żeby upaść tak nisko... Ponownie ją omotał
tylko po to, żeby nie stracić części spadku - to było naprawdę wstrętne.
Powinien być z nią szczery, tyle przynajmniej był jej dłużny. Dlaczego
RS
103
ukrywał prawdę? Po co?
Wystukała jego prywatny numer. Telefon odebrała sekretarka. Szefa,
powiedziała, nie było w firmie większą część dnia, ale dzwonił
kilkakrotnie. Nie, nie sądzi, by skontaktował się z kancelarią jeszcze raz.
Co robić? - zastanawiała się Samanta. Mogła kazać mu czekać na
próżno. Niechby sobie postał. Miała ochotę wystrychnąć go na dudka. Na
nic więcej nie zasługiwał. Lecz równie dobrze mogła spotkać się z nim
nad wodą i w ten sposób uniknąć nieprzyjemnej sceny w domu.
Przebrała się w obcisłe dżinsy i szkarłatny podkoszulek i zbiegła na dół.
- Samanta... - Melissa zatrzymała ją już w drzwiach. Wyglądała na
bardzo strapionÄ….
Samanta dotknęła jej ręki.
- Nie przejmuj się - powiedziała spokojnie. - Niezależnie od tego, co
siÄ™ stanie, nie ma w tym twojej winy.
Wjeżdżając na parking przy przystani, spostrzegła od razu samochód
Maksa. Jego samego nie zauważyła, więc poszła tam, gdzie zawsze
przycumowana była ich łódz. Maks kupił ją zaraz po ślubie. Nazwali ją
jak na ironię SamMaks" - jakby łącząc w jedno własne imiona,
zakładali, że będą zawsze nierozłączni.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]