
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Feehan, Christine Dark 05 Dark Challenge
- 0748621520.Edinburgh.University.Press.Christian.Philosophy.A Z.Jul.2006
- Cole Allan & Bunch Christopher Sten Tom 5 Zemsta Przeklętych
- Craig Sinnott Armstrong God A Debate between a Christian and an Atheist
- Christine Feehan Mroczna Seria 12 Dark Melody
- Mary Balogh Dark Angel 07 A Christmas Br
- Elizabeth Hand Chip Crockett's Christmas Carol
- Christie Agata Wczesne sprawy Poirota
- Cross Caroline SpeśÂ‚niony sen
- Barbet Pierre Babel 3805
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
związany jeżyk.
- Ja też.
Mówił dalej, dość szybko, jąkając się trochę. Zachowywał się chłopięco, błagalnie. Takie
zachowanie cechowało go kilka lat temu, a teraz świadomie do niego powrócił. Był młody,
naiwny, bezbronny.
Szybko nakierował rozmowę na sztuki teatralne, wspomniał o jednej, która przyciągała
sporo uwagi. Sandra widziała przedstawienie. Omówili je. Sztuka dotyczyła służb socjalnych i
oboje pogrążyli się w dyskusji o tych sprawach.
Stephen nie usiłował przedobrzyć. Dostrzegł lady Kidderminster - weszła do pokoju i
szukała córki wzrokiem. Nie chciał, by w tej chwili go przedstawiono. Wymamrotał słowa
pożegnania.
- Bardzo miło mi się z panią rozmawiało. Wprost nienawidziłem tego przyjęcia, póki pani
nie znalazłem, Dziękuje.
Opuścił dom Kidderminsterów pełen radości. Wykorzystał szansę. Teraz należało
ugruntować to, co zaczął.
Przez parę następnych dni krążył w sąsiedztwie domu Kidderminsterów. Raz Sandra
wyszła z jedna, z sióstr. Innym razem była sama, lecz szła krokiem pośpiesznym, Potrząsnął
głową. Niedobrze, najwyrazniej była w drodze na jakieś spotkanie. W tydzień po przyjęciu jego
cierpliwość została nagrodzona. Rankiem wyszła na spacer z małym, czarnym terierem szkockim i
wolno skierowała się w stronę Hyde Parku.
Pięć minut pózniej młody człowiek idący spiesznie w przeciwnym kierunku zatrzyma! się
raptownie i stanÄ…Å‚ przed Sandra. WykrzyknÄ…Å‚ pogodnie:
- No nie, ale szczęście! Zastanawiałem się, czy jeszcze kiedyś panią spotkam.
Mówił z takim zadowoleniem, że zarumieniła się tylko trochę.
Pochylił się nad psem. - Fajny psiak. Jak się wabi? MacTavish. - Bardzo po szkocku.
Rozmawiali przez chwilę o psach. A potem Stcphen rzucił z lekkim zakłopotaniem:
- Nie przedstawiłem się wtedy. Nazywam się Farra-day. Stephen Farraday. Zwyczajny
członek parlamentu.
Spojrzał na nią pytająco i zobaczył, jak czerwieni się znowu, mówiąc:
- Alexandra Hayle.
Zareagował na to odpowiednio. Jak aktor. Zdziwienie, zrozumienie, przerażenie,
zakłopotanie!
- Och, wiec pani to . lady Alexandra Hayle... mój Boże! Musiała mnie pani uznać za
kompletnego idiotÄ™!
Mogła odpowiedzieć tylko jedno. Zarówno jej wychowanie, jak i wrodzona uprzejmość
kazały jej uspokoić go, przywrócić mu pewność siebie.
Powinnam była wówczas panu powiedzieć.
- To ja powinienem był wiedzieć. Na pewno uznała mnie pani za kompletnego idiotę!
- Skąd miał pan wiedzieć? A w każdym razie, jakie to ma znaczenie? Proszę, panie
Farraday, niech się pan tak nie przejmuje. Chodzmy nad staw. Proszę spojrzeć: MacTavish ciągnie.
Spotkał ją potem kilkakrotnie w Hyde Parku. Opowiedział jej o swoich ambicjach.
Przedyskutowali lematy polityczne. Odkrył, że jest inteligentna, dobrze poinformowana i
sympatyczna. Miała bystry rozum i bezstronny osąd. Zaprzyjaznili się.
Kolejnym krokiem było zaproszenie go do domu Kidderminsterów na obiad i tańce. W
ostatniej chwili zawiódł jeden z gości. Kiedy lady Kidderminster zamartwiała się, Sandra
zaproponowała cicho:
- A może Stephen Farraday?
- Stephen Farraday?
- Był na twoim przyjęciu parę dni temu, a ja spotkałam go potem raz czy dwa.
Skonsultowano to z lordem Kidderminsterem, a on był jak najbardziej za popieraniem
młodych ludzi stanowiących nadzieję brytyjskiej polityki.
- Błyskotliwy młody facet, naprawdę inteligentny. Nie słyszałem nic o jego rodzinie, ale
wkrótce sam zdobędzie sławę.
Stephen stawił się i sprawił się dzielnie.
- Pożyteczny młody człowiek - oceniła lady Kidderminster z nieświadomą arogancją.
Dwa miesiące pózniej Stephen postanowił sprawdzić własne szczęście. Siedzieli nad
stawem w Hyde Parku, MacTavish oparł łeb na stopie Sandry.
- Sandro, wiesz... musisz wiedzieć, że cię kocham. Chce, żebyś za mnie wyszła. Nie
prosiłbym o to, gdybym nie wierzył, że pewnego dnia zdobędę sławę. Go-
raco w to wierze. Nie powstydzisz się swojego wyboru. Przysięgam.
- Nie wstydzę się - powiedziała.
- Więc zależy ci na mnie? - Nie wiedziałeś o tym?
- Miałem nadzieje, ale nie mogłem być pewny. Czy wiesz, że kocham cię od tamtej
pierwszej chwili, kiedy zobaczyłem cię po drugiej stronie pokoju, zebrałem całą swoją odwagę i
podszedłem do ciebie? Nigdy wcześniej się tak nie bałem.
- Ja chyba też wtedy cię pokochałam... - powiedziała. Nie wszystko poszło gładko. Ciche
oświadczenie San-
dry, że zamierza wyjść za Stcphena Farradaya, wywołało natychmiastowy sprzeciw całej
rodziny. Kim był? Co o nim wiedzieli?
Wobec lorda Kidderminstera Stephen był absolutnie uczciwy w kwestii swojej rodziny i
pochodzenia. Odsunął od siebie przelotną myśl, że dla jego planów dobrze się złożyło, iż rodzice
już nie żyli.
Lord Kidderminsler powiedział żonie:
- Hm... mogło być gorzej.
Znał dobrze swoją córkę, wiedział, że jej ciche zachowanie kryje niezłomny upór. Jeśli
zamierzała wyjść za tego faceta, wyjdzie za niego. Nigdy się nie podda.
- Ten człowiek ma przed sobą karierę. Przy odrobinie wsparcia zajdzie wysoko. Bóg wie,
że przyda nam się trochę świeżej krwi. Poza tym wygląda na przyzwoitego gościa.
Lady Kidderminstcr zgodziła się niechętnie. To nie był jej ideał dobrego związku dla córki.
Jednak Sandra sprawiała najwięcej kłopotów z całej rodziny. Susan miała urodę, Esthcr rozum.
Diana, mądre dziecko, wyszła za młodego księcia Harwich - prawdziwe parli sezonu. Sandra miała
o wiele mniej uroku, była nieśmiała...
a jeśli len młodzieniec miat przed sobą przyszłość, jak wszyscy najwyrazniej myśleli...
Poddała się, mrucząc:
- Oczywiście, trzeba będzie użyć wpływów...
Tak więc Alexandra Catherine Hayle wzięła Stephena Leonarda Farradaya na dobre i na
złe, w białych atłasach i brukselskich koronkach, z sześcioma druhnami i dwoma malutkimi
paziami oraz wszystkimi elementami arystokratycznego ślubu. W podróż poślubną pojechali do
Włoch i wrócili do małego, czarującego domku w Westminster. Wkrótce potem zmarła matka
chrzestna Sandry, zostawiając jej zachwycający wiejski dom z czasów królowej Anny. Młodej
parze wszystko układało się dobrze. Stephen pogrążył się w życiu parlamentu z nowym zapałem, a
Sandra pomagała mu i pobudzała go do czynu, wspierając sercem i umysłem jego ambicje.
Niekiedy Stephen uświadamiał sobie ze zdumieniem, jak szczodrze obdarowała go fortuna.
Związek z potężnymi Kiddenninsterami zapewniał mu błyskawiczną karierę. Własne zdolności i
intelekt umocnią pozycję, na której znalazł się dzięki Opatrzności. Wierzył szczerze we własną siłę
i był gotów nie oszczędzać się w pracy dla kraju.
Często, patrząc przez stół na żonę, odczuwał z zadowoleniem, jak idealną była towarzyszką
- taką, o jakiej zawsze marzył. Podobała mu się czysta linia jej głowy i szyi, bezpośrednie
spojrzenie piwnych oczu pod prostymi brwiami, dość wysokie, białe czoło i ślad arogancji w
zarysie orlego nosa. Przypominała raczej konia wyścigowego - dobrze ułożonego i dumnego.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]