
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Andrew Grey Spot Me (pdf)
- Cathy McAllister Huter der Elemente 01 Volcans Glut
- Roberts Nora Spokojna przystaśÂ
- Angelia Sparrow & Naomi Brooks Alive on the Ins
- auto estima como aprender a gostar de si mesmo nathaniel branden
- Excel Nieoficjalny podrecznik excnop
- D094. Harlequin Desire McCarthy Susanne Po dlugiej rozlace
- Holly Jacobs MćÂśźczyzna marześÂ
- Odwaznie_o_seksie
- Gomulicki Wiktor ChaśÂat
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Załatwili to bracia Piskorscy poświęcając na ten zbożny cel kilka granatów ze swego
bogatego asortymentu. Pociski wybuchły o szóstej rano na pustym placyku na Nowym
Mieście i nie wywołały żadnej prawie reakcji ze strony Niemców. Przyjechała
wprawdzie buda pełna żandarmów, pobiegali tu i tam, powrzeszczeli i na tym się
skończyło.
W ogóle Niemcy, ostrzelani w niezliczonych akcjach organizacji podziemnych,
bezpośrednio reagowali teraz znacznie słabiej niż w pierwszych latach okupacji, latach
Wawra i Bochni.
Mieli poważne zmartwienia. Był to szósty rok wojny, rok odwrotu an allen Fronten.
Front zbliżał się wyraznie do Warszawy.
Ludzie pod spluwaczkami z drwiącymi uśmiechami słuchali komunikatów o
planowym, wzmacniającym cofaniu się niezwyciężonych wojsk pięknego Adolfa.
A potem już wszystko poszło piorunem.
W piękny lipcowy dzień Maniuś Kitajec patrzył z zachwytem na długie węże
taborów, otoczone przez oberwanych, brudnych, prawie bosych żołnierzy niemieckich.
Lustrując drobiazgowo wygląd niedawnych panów niemal całej Europy, Maniuś mówił
do siebie głośno:
- Ach, że wy łazarze, łazarze, cały świat wykołować chcieliśta i teraz wysiadka ,
tak? No już, zjeżdżać z Warszawy, bo wam kota popędzę!...
Na rogu Alei Jerozolimskich speszył jednak pana Maniusia nieco widok tygrysów
ciągnących sznurem na most Poniatowskiego. Załoga złożona z młodych, świetnie
wyekwipowanych esesmanów oblepiała potworne cielska czołgów, wesołymi
okrzykami witając przechodzące Niemki w mundurach wojskowych służb
pomocniczych .
Co jest, jak pragnę zdrowia - medytował pan Maniuś - czy że mnie wzrok nie myli?
Jedne zjeżdżają bez portek i butów przez Kierbedzia, a drugie wesoło zapychają w
porządku.
Pocieszył się jednak zaraz myślą, że Hitler wytrząsa ostatnie okruchy swojej potęgi i
rzuca je na front, że to właściwie nie wojsko, ale lipa, czyli propaganda wypuszczona
80
specjalnie na miasto, żeby jego, pana Maniusia, wprowadzić w błąd. Ale mimo tych
logicznych argumentów dobry humor jakoś w nim przygasł.
W nie najlepszym przeto nastroju spotkał się z oczekującym na niego przy bramie
parku Ujazdowskiego Murzynem Jumbo.
- Klawo, że już jesteś! - zawołał na jego widok syn afrykańskiej puszczy. - Jak raz
się wyprowadzają. Jak tylko załadują graty, Polcia odpali mnie klucze.
- No dobra, ale ci mówię, o wiele tą rażą się nie uda, przynieś z sobą worek na kości.
Ja już mam dosyć tych milionów. Trzy pary zelówek tu zdarłem i grosza z tego nie
widzę.
- Nie bój się nic, teraz się uda. W pustym mieszkaniu nikt nam nie będzie
podgrymaszał i forsę się wyjmie.
- Daj ci Boże, bo inaczej przez lejek do trumny będą cię wlewać.
Poszli w aleję Róż. Przed domem, gdzie kiedyś mieszkał Briks, stała ciężarówka, na
którą pośpiesznie ładowano jakieś paki. Z sieni co chwila wypadał gruby, krótki,
spocony kurnos w pumpach i wrzeszczał na tragarzy:
- Schnell, schnell, cholera ciężka!
Był to sam Herr Hans Gruschka, folksdojcz, opuszczający Warszawę w myśl
rozkazu gubernatora Fischera.
Na straży jego dobytku stała na ulicy panna Apolonia Karaluch, 200-kilowa
służąca, którą Murzyn Jumbo zdobył wstępnym bojem w niezwykłych okolicznościach
podczas jednej z nieudanych wypraw po skarb ukryty pod podłogą.
Okazało się, że panna Połcia nie tylko nie miała doń urazy o to, co wówczas zaszło,
ale wprost przeciwnie, zachowała to w najwdzięczniejszej pamięci. Odszukała
Murzyna i przelotna, zdawało się, przygoda o kryminalnym zabarwieniu zmieniła się
rychło w prawdziwą miłość. Zakochani spotykali się od czasu do czasu w sobie tylko
wiadomych miejscach i dziś, ulegając prośbom ukochanego, panna Karaluch obiecała
mu złożyć nowy dowód miłości w postaci kluczy od mieszkania, opuszczanego właśnie
przez Hansa Gruschkę.
Herr Gruschka wbiegał jeszcze kilka razy do sieni i wybiegał z niej z powrotem, ale
wreszcie wszystko było gotowe. Załadowana skrzyniami ciężarówka już miała
wyruszyć na dworzec, kiedy nagle okazało się, że brak Apolonii Karaluch.
Herr Gruschka rozglądał się na wszystkie strony, krzyczał Apolonia, Apolonia , ale
masywna piękność była niewidzialna.
I nic dziwnego, dzieliła ją bowiem od chlebodawcy gruba frontowa ściana położonej
naprzeciwko kamienicy. Tam to na klatce schodowej piękna panna Karaluch ściskała
właśnie oburącz za szyję swojego egzotycznego kochanka. Obok, dyskretnie
odwrócony do okna, stał Maniuś Kitajec.
- Powiedz, że mnie kochasz, powiedz, że mnie kochasz - mówiła namiętnie.
Jumbo chciał odpowiedzieć, ale przyduszony potężnym ramieniem uroczej swej
bogdanki charczał tylko i przewracał oczami. Ale ona chciała koniecznie wyraznej
[ Pobierz całość w formacie PDF ]