
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Avalon_ The Return of King Arth Stephen R. Lawhead
- Japanese Fairy Tales Yei Theodora Ozaki
- William R. Forstchen Wing Commander 04 Heart of the Tiger
- Wells Herbert George Niew
- His Guardian Angels 01 Angel Bound
- A. Maclean Jedynym wyjśÂ›ciem jest śÂ›mierć‡
- Gordon Dickson Dragon 07 The Dragon and the Gnarly King (v1.2) (lit)
- DTR SAG e
- McMann Lisa Sen
- Janette Kenny MiśÂ‚ośÂ›ć‡ po wśÂ‚osku
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
zdrętwienia, uderzałem stopami w dno bryki, słomą wysłane. Słoma kruszyła się i rozstępowała;
spod słomy wychylały się twarde, zimne deski oraz zle przymocowane i podskakujące
pakunki.
Jednocześnie mróz nacierał na mnie od góry i uderzał w twarz, niedostatecznie osłonioną.
Ból sprawiany przezeń uszom, nosowi, brodzie, policzkom już nie dawał się przyrównywać
do kłucia drobnymi ostrzami. Doświadczałem po prostu wrażenia, jakby w moje ciało zatapiały
się, raz po razu, ostre zęby.
9
Trwoga moja wzrastała i zaczynała przybierać rozmiary tragiczne. Niedawno właśnie
czytałem opowiadanie Andersena o ,,Dziewczynce z zapałkami . Stanęła mi ona teraz przed
oczami jak żywa. Widziałem ją skuloną za węgłem kamienicy, siną od mrozu, nędzną i
uśmiechniętą. Srebrne gwiazdki śniegu iskrzyły się na jej jasnych, rozplecionych włosach;
oczy wielkie, błyszczące, patrzyły z natężeniem w niebo; twarz całą opromieniał wyraz wielkiej,
nadziemskiej szczęśliwości. Przy niej, na śniegu, dopalało się pudełko zapałek, a dym
wznosił się wysoko i zwijał w kłęby fantastyczne. Z kłębów wynurzyły się główki aniołków
oraz miłośnie wyciągnione ramiona przyzywającej ją do siebie babki.
,,I ja zmarznę pomyślałem z goryczą ale śmierć moja nie utworzy tak poetycznego obrazka...
Ta uwaga do żalu dodała gniew. Roiłem zawsze o śmierci pięknej, którą można by opiewać
dzwięcznymi wierszami. Gniew jest bodzcem dodającym energii. Zawziąwszy się na
wroga, postanowiłem nie dać mu się. Jąłem żwawo poruszać nogami, rękami, głową, całym
tułowiem. Rzucałem się na bryce jak opętany.
Rozgrzało mię to cokolwiek, ale zmęczyło. Uczułem osłabienie, a wraz z nim senność.
Gwiazdy, w które wpatrywałem się nieustannie, również mrużyły oczy, zsypiając i mnie nęcąc
do spoczynku. Zdawało mi się, że wszystko dokoła do snu się układa...
Opierałem się z wysiłkiem temu pociągowi, wiedząc, jak jest zdradziecki. Strzegłem się
zwłaszcza zamykać oczu. Aby myśl utrzymać w natężeniu, skandowałem głośno wiersze z
Eneidy. Wybijałem średniówkę tak dobitnie, że mój dobry nauczyciel Gomolewski dałby mi
za nią piątkę i jeszcze w nagrodę obrzucił sponad okularów swym bystrym, życzliwym i jakby
ciepłym spojrzeniem.
Jednak w mózgu zaczynało mi się z wolna mącić. Rzeczywistość i urojenie zespalały się
chwilami tak silnie, że już ich rozróżniać nie mogłem. Myśli moje zataczały kręgi, to znów
biegły po liniach spiralnych stawały się barwami, światłami, dzwiękami...
Otrzezwiło mnie silne wstrząśnienie. Bryka stanęła; wyciągano spode mnie futro dzierżawcy,
o które wsparłem się bezwiednie. Ciemna bryła, zasłaniająca mi po lewej ręce kawał
widnokręgu, zniknęła z siedzenia.
Usłyszałem silne, ale jakby zmatowane huknięcie:
Wa-lek!... Ku-nie!...
Ozwało się szczekanie psa, potem twarda, chłopska mowa.
Głosy te nagle ścichły, jakby pod ziemię zapadły. Bryka znów zaczęła dzwonić, skrzypieć,
zgrzytać. Jechaliśmy dalej.
Wschodził księżyc. Srebrna poświata ukazywała się na niebie i ziemi. Wytężyłem wzrok i
myśl, aby wszystko widzieć i ze wszystkiego zdawać sobie sprawę dokładną.
Josek jeszcze bardziej skulił się i był tak nieruchomy jak wór, na którym siedział. Starą
szmatą owiązał głowę, a ten dziwny strój czerniał na niebie liniami ostro łamiącymi się jak
kaptur mnicha. Wydawał mi się teraz postacią prawie fantastyczną, obcą i straszną.
Co pewien czas dobiegało mię ciche, drżące, przeciągłe jęczenie. Czy to bryka ten głos
żałosny wydawała? czy nadbiegał on z lasów, spływał z powietrza lub też dobywał się z
piersi Joskowej?
Nie byłem w stanie rozwiązać tego pytania.
Oto Aubienica. Długie, prostolinijne, murowane budynki stoją na zwykłych miejscach. Nie
ludzie w nich mieszkają, lecz barany. Ciepło im być musi pod dachem, wśród grubych murów,
przy wrotach szczelnie zamkniętych...
Oto kapliczka na wysokim wzgórzu, tuż nad drogą. W świetle wschodzącego księżyca wydaje
się rażąco białą. Prosta i smukła, przedstawia podobieństwo do placówki obozowej a
także do widma o niepewnych, rozpływających się zarysach.
W tej kapliczce spoza szybki zakurzonej wyziera śniada twarz ,,Częstochowskiej . Przypomina
mi to, że niedawno, za jej przyczynieniem się, powstałem ze śmiertelnej niemocy.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]