
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Roberts_Alison_ _Jedyny_w_swoim_rodzaju
- 09. Dodatekb
- Maximum R
- Zimmer Bradley, Marion Das Tor Zum All & Das Silberne Schiff
- Courths Mahler Jadwiga Dzieci szcz晜›cia
- Dav
- Harry Harrison To the Stars Trilogy
- brust steven yendi
- Br
- Beckett Chris Ciemny Eden
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- szarlotka.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
podniesie alarm. Ale jeżeli cię tu zastanie, to na pewno dojdzie do wniosku, że jak trochę poleżysz,
to skruszejesz. To nam pozwoli zyskać na czasie. Jak odejdą, popłyniesz dingi na "Chevaliera".
Wez pierwszą lepszą torbę i włóż do niej wszystkie papiery z dwóch górnych szuflad w stole
nakresowym. Człowieku, gdyby tak gliniarze położyli na tym łapy! Między innymi i twoje dni
byłyby policzone. Zawieziesz to wszystko moim samochodem do Marsylii i zaczekasz tam na nas.
Jak zdobędziesz te papiery, to jesteś czysty. Harlow cię nie rozpoznał, było na to za ciemno, a nikt
nawet nie zna twojego nazwiska. Kapujesz?
Yonnie przytaknął posępnie i odwrócił wzrok w stronę portu. Tracchia pokiwał głową.
Usłyszeli charakterystyczny warkot silnika i po chwili zza "Chevaliera" wypłynęła dingi. Tracchia
na wszelki wypadek cofnął się o jakieś dwadzieścia, trzydzieści metrów. Dingi podpłynęła pod
molo. Podczas gdy Rory przywiązywał cumę, Harlow pomógł wysiąść Marie, a potem sam
wyskoczył na schodki. W ręku trzymał pistolet. Przez chwilę Tracchia miał ochotę stuknąć Harlowa
po głowie, ale natychmiast zrezygnował z tego pomysłu. Wiedział, że Harlow nie będzie więcej
ryzykował i - jeżeli okaże się to konieczne - zastrzeli go z zimną krwią. Tymczasem Johnny ruszył
wprost do Yonnie'ego, pochylił się nad nim i wyprostował.
- Przeżyje - oświadczył.
Cała trójka przeszła przez jezdnię do najbliższej budki telefonicznej - tej samej, z której
niedawno korzystał Tracchia. Kiedy Harlow wszedł do środka, Tracchia przysunął się ukradkiem za
osłoną skrzyń i beczek do Yonnie'ego, wyciągnął nóż i przeciął mu więzy. Yonnie usiadł; wyglądał
jak ktoś, kto oddałby wszystkie skarby tego świata za luksus kilku minut wrzeszczenia z bólu -
Rory nie wykazał najmniejszego respektu dla jego krążenia krwi. Pomasował obolałe dłonie i
nadgarstki, po czym - równie ostrożnie, co niechętnie - zerwał sobie plaster z twarzy. Otworzył
usta, lecz Tracchia błyskawicznie zakrył mu je ręką, powstrzymując nieuchronny stek najgorszych
wyzwisk.
- Cicho! Oni są po drugiej stronie ulicy. Harlow gdzieś dzwoni. - Tracchia cofnął rękę. - Jak
skończy, pójdę za nimi i sprawdzę, czy naprawdę opuszczają Bandol. Ty leć do dingi. Pamiętaj, że
Harlow nie może usłyszeć silnika, bo wróci sprawdzić, co się tutaj dzieje.
- Co? Mam wiosłować? - zaprotestował Yonnie ochrypłym głosem. Zgiął palce i skrzywił
się. - Ręce mam kompletnie sztywne.
- To lepiej je szybko rozruszaj, albo sam będziesz sztywny - doradził mu Tracchia
beznamiętnie. - Oho! - ściszył głos. - Harlow wyszedł już z budki. Ani słowa. Ten sukinsyn słyszy
opadające liście na dwadzieścia metrów.
Harlow, Rory i pani MacAlpine ruszyli w górę ulicy. Kiedy skręcili za róg i zniknęli z
widoku, Tracchia polecił:
- Zbieraj siÄ™.
Patrzył, jak Yonnie schodzi po schodkach do łódki, po czym szybko ruszył w ślad za
Harlowem. Trzymał się w dyskretnej odległości przez jakieś trzy minuty, do chwili, gdy cała trójka
skręciła w lewo, ginąc mu z oczu. Przyspieszył i ostrożnie wyjrzał zza rogu. Zawahał się, widząc
przed sobą ślepą uliczkę, lecz nagle zesztywniał, słysząc charakterystyczny ryk silnika ferrari.
Dygocząc z zimna w przemoczonym ubraniu, wcisnął się czym prędzej w cień pobliskiej alejki.
Ferrari wyjechało ze ślepego zaułka, skręciło w lewo i skierowało się na północ. Tracchia spoglądał
przez chwilę za oddalającym się samochodem i szybko ruszył do telefonu. Zanim uzyskał
połączenie z Vignolles, jak zwykle nastąpiła denerwująca przerwa. W końcu jednak złapał
Jacobsona.
- Harlow odjechał właśnie z panią MacAlpine i z małym - powiedział. - Przed wyjazdem
gdzieś dzwonił, jestem prawie pewien, że do Vignolles, zawiadomić MacAlpine'a, że wraca z jego
żoną. Na twoim miejscu wyszedłbym tylnymi drzwiami.
- Spokojna twoja głowa - odrzekł Jacobson nie tracąc pewności siebie. - Wychodzę tylnymi
drzwiami. Po drabince przeciwpożarowej. Mam już w astonie nasze teczki, a w kieszeni paszporty.
Teraz idÄ™ po nasz trzeci paszport. Na razie.
Tracchia odłożył słuchawkę i właśnie miał zamiar otworzyć drzwi budki telefonicznej, gdy
[ Pobierz całość w formacie PDF ]