
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Christie Agatha Pajć™czyna
- 150 Mortimer Carole Weekend z szefem
- 2005 27. Z duszć… na ramieniu 3. Jensen Muriel Facet z piekśÂ‚a rodem
- 2. Rodzinne wić™zy Bevarly Elizabeth Niewolnica miśÂ‚ośÂ›ci [318. Harlequin Desire]
- Eddings_Dav
- Anne Emery Cecilian Vespers, a Mystery (pdf)
- Coraje La alegrĂÂÂa de vivir peligrosamente by Osho
- wundt outlines of psychology
- Cyborg Seduction 4 Touching Ice
- Morey Trish Bal maskowy
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- acwpower.xlx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Mam ogromny zaszczyt prosić cię o rękę. Jednocześnie obiecuję spełnić
wszystkie twoje oczekiwania wobec małżeństwa. Przyrzekam, że nie zawiedziesz się
na mnie w żadnym aspekcie.
Tego było za wiele. W żadnym aspekcie! Co mu przychodzi do głowy? Poczuła
przygnębienie, znużenie, chłód.
- Wyjdz - odpowiedziała.
Był zdziwiony.
- Rozumiem, że mogłaś zrazić się do tej instytucji, jednak ja, wiesz dobrze,
jestem kimś diametralnie różnym od twojego eksmęża.
DziewczynÄ… wstrzÄ…snÄ…Å‚ dreszcz.
- I nie pokazuj mi się więcej na oczy - dodała znacznie głośniej.
Robert Gondor nie spełnił jej życzenia. Przez chwilę milczał ze wzrokiem
utkwionym gdzieÅ› w dal.
- Ciągle jeszcze myślisz o tej jasnej, przerzedzonej grzywce? - zapytał
konkretnie. - O pseudointelekcie z telewizyjnymi spojrzeniami? - Zdumiona Karina
aż wstrzymała oddech. - Byle blondi, nieważne, że cię upokarza, a potem oszukuje,
ale i tak ciągle będzie najważniejszy na świecie!
Ponieważ stojąc za krzesłem, do tej pory trzymał ręce na jego oparciu, teraz z
irytacją zaczął nim dość gwałtownie stukać.
- Czy ty jesteś przez niego opętana, czy masz własny charakter wiecznej
niewolnicy? - coraz bardziej podnosił głos.
Kompletnie zaskoczona powoli odzyskiwała zdolność mówienia.
- Proszę cię, nie demoluj mieszkania. I przyjmij do wiadomości, że nie myślę o
byłym mężu, natomiast wez pod uwagę coś takiego - odważyła się w końcu - że
może niekoniecznie mi się podobasz.
Nie zamordował jej, nie dostał ataku szału, tylko wzruszył ramionami i z
pełnym przekonaniem pokręcił głową.
- Akurat niemożliwe w tej sytuacji.
- Słucham? - Oburzona aż poderwała się z miejsca. - Co ty opowiadasz? W
jakiej znowu sytuacji! Wyszłam za mąż zakochana, jak Kopciuch w królewiczu. I
spotkała mnie porażka. Nie jestem, wbrew twoim diagnozom, przybłędą z małego
miasteczka, polującą na karierę w stolicy. Więc i teraz nie mam najmniejszego
powodu rzucać się komuś z zachwytem na szyję tylko dlatego, że akurat szczęśliwie
pasuję mu na żonę.
Nie odpowiedział, zaczął krążyć naokoło pokoju krokiem, z powodu którego
dziewczyna przewidująco usunęła się pod ścianę. W końcu stanął przy oknie,
popatrzył na witający ich słońcem poranek, po czym całkiem niespodziewanie i z
potężnym hukiem uderzył pięścią w drewniany parapet.
Karina odruchowo złapała się za głowę.
Gondor trochę uspokojony, z rękami w kieszeniach, patrzył na nią wzrokiem,
jakim pewnie zaszczycał najistotniejsze dla firmy dokumenty finansowe.
- Dobrze - zagryzł wargi. - Powiem ci dokładnie wszystko. Otóż... ponad rok
temu, kiedy pierwszy raz mnie spotkałaś, od razu byłem chamski i złośliwy. -
Skinęła z głębokim przekonaniem. - I miałem powód, którego nie znasz. Gdy
zobaczyłem ciebie, żonę Wińskiego, doznałem szoku. Dziewczyna nie tylko
uderzająco piękna, ale jeszcze w jakiś niewytłumaczalny sposób od razu moja,
należała, do innego. Nigdy przedtem, ani pózniej, nie czułem niczego podobnego do
żadnej kobiety.
Odetchnął z widoczną ulgą. Nie oczekiwał reakcji ze strony znieruchomiałej ze
zdumienia rozmówczyni.
- Nie mogłem znieść, że jesteś tak zadurzona w swoim blondynie. %7łe jesteś
nieosiągalna, a ja mogę tylko cię oglądać z daleka. Potem musiałem jakoś sobie to
ułożyć, bo jak na złość ciągle z różnych powodów spotykaliśmy się. Zbudowałem
więc teorię, w której ty byłaś po prostu sprytną panienką łapiącą męża, i tak uparcie
ją lansowałem, aż sam zaczynałem w nią wierzyć.
Karina słuchała. Owszem, zgadzało się wszystko. Prócz tego, co nie do
uwierzenia.
- Los i własna głupota włożyły mi w ręce twoje baśnie, które pokazały, jak
bardzo nie miałem racji. Tak, dotknięciem różdżki odczarowały mnie. Odważyłem
się powiedzieć sobie, że cię kocham. Karina - podszedł do niej - kocham cię i zrobię
dla ciebie wszystko.
Poczuła ciepło jego dłoni, tej samej co ze snu.
- Nie umiałem się oświadczyć, ale proszę, nie odtrącaj mnie. Z czasem
nabierzesz do mnie przekonania.
Spojrzała na jego śniadą twarz i wpatrzone w nią intensywnie ciemne oczy.
- A właściwie dlaczego uważałeś za wykluczone, że jesteś dla mnie nie do
przyjęcia?
Uniósł brwi.
- Jeżeli na mnie działasz w taki sposób, to chociaż odrobina chemii musiała iść i
w twoim kierunku.
Zastanowiła się.
- Może i masz trochę racji. Odrobinę.
Chciała coś dodać, ale zamknął jej usta pocałunkiem.
- Powiedz, że się zgadzasz. - Przytulił ją.
- Mam wybór?
Odgarnął jej włosy.
- %7Å‚adnego.
Sen wrócił i trwał dalej. Teraz w ramionach mężczyzny znowu wiedziała, że
należą do siebie. Na całe życie.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]