
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 2002 03. Świąteczne podarunki 2. Greene Jennifer Dzieci szczęścia Gwiazdkowy Dom
- Akademia Mitu 02 Pocałunek Gwen Frost Estep Jennifer
- Jennifer Roberson Cheysuli 8 A Tapestry of Lions
- Armentrout Jennifer L. Onyx . Tom 2
- Frederico Moccia Mężczyzna, którego nie chciała pokochać
- Harvard Lampoon Zmrok
- Horowitz Anthony Wróg publiczny numer 2 & Upiorna szkośÂ‚a.
- 200508
- Zane Grey The_Day_Of_The_Beast
- Antologia SF StaśÂ‚o sić™ jutro 30 Marcin Wolski
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Spróbuj wstać. Odwiozę cię do domu. Wezmę twoje
pakunki. Położę cię do łóżka, a chłopców zabiorę na
obiad. PostawiÄ™ im hamburgery.
- Zawsze ratujesz mnie z opresji.
Pewnie! Po to jest rodzina, stwierdziła w duchu Mag-
gie, wyprowadzajÄ…c JoannÄ™ z kawiarni. Nagle przypo-
mniała sobie uwagę wypowiedzianą kiedyś przez An-
dy'ego. Mówił o ludziach, którzy, zamiast stawić czoło
kłopotom, wolą przed nimi uciekać. Chodziło mu o oso-
by, które złamały prawo. Ale jej siostra to całkiem inny
problem. Maggie nie miała innego wyjścia. Rodzinie
trzeba pomagać.
Andy'ego bolały plecy i kark. Miał za sobą męczący
dzień. Powinien wrócić do domu i położyć się do łóżka,
ale poczucie obowiązku mu na to nie pozwalało. Z rę-
koma w kieszeniach chodził po głównej ulicy. Znieg
S
R
skrzypiał pod butami. Sklepy zamykano o dziewiątej.
Minęła jedenasta. Ruch w centrum handlowym dawno
zamarł, a samochody odjechały z parkingów.
Szeryf skręcił za róg i przystanął na widok znajome-
go auta. To biały dżip, własność Maggie. Zza auta do-
biegł metaliczny zgrzyt oraz niski kobiecy głos, mam-
roczący coś z irytacją. Poznał go od razu i natychmiast
się uśmiechnął.
Na świecie była tylko jedna dziewczyna, zdolna
w każdej sytuacji przywrócić mu pogodę ducha. Do-
strzegł zgrabną sylwetkę i podszedł bliżej, by lepiej się
przyjrzeć. Maggie usiłowała wciągnąć do bagażnika
skuter śnieżny, ale pojazd był dla niej zbyt ciężki.
- Cześć, moja śliczna. Przygotowujesz się do napa-
du na bank?
Maggie pisnęła, wyprostowała się i typowym dla ko-
biet gestem położyła rękę na sercu. Wyglądała tak, jakby
szeryf rzeczywiście przyłapał ją na gorącym uczynku.
Po chwili ochłonęła i spojrzała na niego przytomniej.
Zielone oczy rozjaśnił blask radości. Z buńczuczną mi-
ną wsparła dłonie na biodrach.
- Na mam teraz czasu na takie głupstwa jak rabo-
wanie banków. Niech cię diabli, Gautier! Nie sądziłam,
że mnie śledzisz. Chcesz złapać biedną Maggie na go-
rÄ…cym uczynku, tak?
- Od dawna próbuję ci dać do zrozumienia, że prze-
stępca prędzej czy pózniej zostaje schwytany. Mam jed-
nak pewne wątpliwości, czy w tym wypadku istotnie
nastąpiło wykroczenie.
- Słuszna uwaga. Nie popełniłam żadnego przestę-
S
R
pstwa. Z jednym wyjątkiem: jechałam skuterem śnież-
nym przez środek miasta. To chyba zabronione. Zaraz
ci powiem, co się dzieje. Musiałam odwiezć siostrę do
domu. Pojechałyśmy jej autem. Spędziłam z rodziną
cały dzień. Samochód zostawiłam tutaj. Poczekałam, aż
centrum opustoszeje, i przyjechałam tu po niego skute-
rem. Miałam nadzieję, że o tej porze nikt się mną nie
zainteresuje, ale zapomniałam o wścibskim szeryfie.
- Strasznie to skomplikowane, co dowodzi, że mó-
wisz prawdę. Gdybyś chciała mnie oszukać, historyjka
byłaby znacznie bardziej przekonująca. Nie wlepię ci
mandatu, bo popełniłaś czyn o minimalnej szkodliwości
społecznej, a poza tym chciałaś pomóc siostrze. Odsuń
się. Sam załaduję ten skuter. - Gdy pojazd został umie-
szczony w bagażniku, dodał z uśmiechem: - W okresie
świątecznym wszyscy są okropnie zaaferowani i dlate-
go przymykam oko na drobiazgi. Jak powiedziałem, i to-
bie się upiecze, bo szczerze wyznałaś swoje winy. - Ob-
rzucił ją karcącym spojrzeniem. - Prawdę mówiąc, nie
wiem, czy ci to wyjdzie na dobre. W głębi ducha kryjesz
chyba niebezpieczną skłonność do łamania prawa.
Maggie bez słowa podeszła do Andy'ego i pocało-
wała go w usta. Wargi miała chłodne. Zwykłe cmoknię-
cie skończyło się zupełnie inaczej. Smukłe dłonie ukryte
w rękawiczkach spoczęły na szerokich barkach, a długi,
namiętny pocałunek rozgrzał krew.
- No proszę - mruknął, - Już zaczynasz rozrabiać.
Jesteś niepoprawna! Co miał oznaczać ten całus?
- Miłość, namiętność, i, rzecz jasna, wdzięczność.
Bez ciebie nie poradziłabym sobie z tym żelastwem.
S
R
Niechętnie się do tego przyznaję. Lubię być samowy-
starczalna.
- Skoro cudza pomoc sprawia ci przykrość, nastę-
pnym razem przykujÄ™ siÄ™ kajdankami do latarni, by
zapanować nad samarytańskimi odruchami. Sama bę-
dziesz się męczyła. A co do całusa, moim zdaniem to
[ Pobierz całość w formacie PDF ]