
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Ancient Greek Metaphysics Aristotle
- Bradbury_Ray_ _451_Fahrenheita
- ebook History Egypt Egyptian Myth and Legend
- Awakened The Guardian Legacy_Book 1 Ednah Walters
- LE Modesitt Recluce 14 Natural Ordermage v1.2
- Carlo Levi Cristo si e fermato a Eboli
- Ew
- Filosofia do Sec. XX BACHELARD, G. O Direito de Sonhar
- J. C. Owens Wings 1 Wings
- Horowitz Anthony Wróg publiczny numer 2 & Upiorna szkośÂ‚a.
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
- Owszem - odparłam. - Ale wolałabym pójść z tobą.
Zawahał się.
- No cóż... nie jestem jeszcze umówiony, więc chyba może
być, jak sądzę.
- Hej, Adam! - zawołałam przez całą klasę.
- Belle, proszę - zaoponował pan Franklin. - Staram się
wpoić wam trochę wiedzy.
Niemniej sam ten fakt, że zawołałam do Adama, musiał dać
mu do zrozumienia, że jestem w stanie skrajnej desperacji - i to
desperacji miłosnej - bo tylko westchnął głośno i wrócił do tabeli
wyników analizy komórki.
- Ja już jestem umówiony, Belle - odpowiedział Adam
głośnym szeptem.
- Tom! - wykrzyknęłam.
- Belle! - rzucił z przyganą w głosie pan Franklin.
Z satysfakcją odchyliłam się na oparcie krzesła, bo Edwart
gapił się już na mnie ze zdziwieniem.
Nim skończyliśmy lekcje, padało tak mocno, że niemal
musiałam pożeglować moim wozem z powrotem do domu.
Wyprostowałam się na dachu szoferki, zaciskając dłonie na
końcu długiej tyczki, jakbym była w Nowym Orleanie i
zamierzała ratować Edwarta z potopu.
- A zatem, Belle... - zaczął mój tata tego wieczoru przy
kolacji. - Wpadł ci już w oko jakiś chłopak ze szkoły? Co myślisz
na temat Toma Newta? Sprawia wrażenie sympatycznego.
- No, jest niezły - mruknęłam, wyobrażając sobie, co by to
było, gdyby Tom miał wygląd Edwarta. Byłby godny pożądania.
- Będziesz jadł ten szpinak czy nie?
36
- Masz na niego ochotÄ™, skarbie?
- Nie, ty powinieneś go zjeść - odparłam. - I jeszcze wziąć
dokładkę z mojej porcji. Szpinak jest bardzo zdrowy. No, śmiało,
tato. Otwórz buzię!
Nabrałam na widelec tyle szpinaku, ile tylko się dało, i
wyciągnęłam go w kierunku jego ust. Część jednak spadła na
podkładkę pod talerzem, a część na jego kolana.
- Szeroko! Nadjeżdża pociąg! - Zaintonowałam. - Ciuch,
ciuch, ciuch...
- Belle, pociągi wydają zupełnie inne odgłosy -
zaprotestował. - To jest Ciuuuch - ciuch - ciuch... z akcentem na
pierwsze ciuch .
- Może tak jest w Switchblade - odparłam z
powątpiewaniem, jako że nie zamierzałam się wycofywać ze
zdobytej właśnie pozycji.
Nazajutrz chciałam wyglądać szczególnie dobrze na biologii,
gdyż byłam pewna, że Edwart jako trzeci poprosi mnie, bym mu
towarzyszyła podczas balu promocyjnego. Na noc owinęłam
sobie włosy wokół sprężyn z fotela z salonu, żeby zrobić sobie
loki. Kupiłam nawet plastikową nakładkę ze sztucznymi zębami.
Toteż w drodze do szkoły następnego ranka czułam się dzika i
swobodna, choć może tylko dlatego, że kilku sprężyn nie
zdołałam wyplątać z włosów.
Zajęłam miejsce pod salą biologii już po czwartej przerwie,
by mieć całkowitą pewność, że nie przegapię szóstej lekcji.
Szybko zrobiło się ciemno, a pan Franklin akurat rozstawiał
umyte zlewki do szafek. Pozwolił, żebym zjadła lunch przy stole
laboratoryjnym, gdyż obiecałam, że zakryję cały blat folią
aluminiową, by niczego nie skazić.
Kiedy rozległ się dzwonek, wyprostowałam się na krześle i
przywołałam na usta mój promienny uśmiech pełen równych,
białych, plastikowych zębów. Do sali zaczęli wchodzić
uczniowie. Tom, Adam, Lucy, jeszcze inni znajomi. Ale nie było
37
Edwarta. Przestałam się uśmiechać i wyjęłam sztuczne zęby.
Przemknęło mi przez myśl, że ledwie zaczęłam traktować
Edwarta jak normalnego, zazdrosnego chłopaka, zrobił coś
nieprzewidywalnego i nie przyszedł na zajęcia z bukietem róż.
- Uwaga! - zaczął pan Franklin. - Mojemu siostrzeńcowi jest
potrzebna transfuzja, chciałbym więc poznać, jakie macie grupy
krwi.
Mówił tak, jakby był dumny z tego pomysłu. Włożył
gumowe rękawiczki, które złowieszczo strzelały, ilekroć
puszczony ściągacz stykał się ze skórą dłoni. Skrzywiłam się z
niesmakiem. Trzask. Trzask. Trzask.
- W porządku, więcej nie będę - obiecał. - Ale to taki
przyjemny odgłos!
Edwarta nadal nie było. Dlaczego właśnie tego dnia nie
zjawił się na lekcji biologii? Przecież był na angielskim.
Wiedziałam to, gdyż osobiście dostarczałam mu do klasy
wiadomość z gabinetu dyrektora . Brzmiała tajemniczo: Hej
QT . Od razu pożałowałam, że nie jestem dyrektorką.
Natychmiast zamknęłabym go w kozie. Zasługiwał na to właśnie
dlatego, że nie zjawił się na lekcji, podczas której miał mnie
poprosić, bym mu towarzyszyła na bal.
Pan Franklin zaczął wyjaśniać:
- Będę chodził od ławki do ławki z formularzami gotowości
do oddania krwi, więc nie wychodzcie, dopóki do was nie dojdę.
Ci, którzy mają inną grupę krwi niż AB, mogą zebrać się z tyłu
klasy. - Rozległy się pojedyncze wiwaty, więc dodał szybko: -
Ale dopiero wtedy, gdy poznam grupę krwi każdego z was! Na
razie ostrożnie nakłujcie sobie opuszki palców czubkiem
któregoś z moich kuchennych noży...
Chwycił za rękę Adama i szybkim ruchem odciął mu czubek
palca wskazującego. Krew trysnęła nie tylko na laboratoryjny
fartuch pana Franklina, lecz także na plecy siedzącej z przodu
dziewczyny.
Kiedy spojrzałam na tryskający łukiem w górę strumyk krwi,
38
zrobiło mi się słabo. Gdzie on się podziewał? Dlaczego nie zjawił
się właśnie na tych zajęciach, na których mógłby znalezć tyle
satysfakcji?
I oto nagle się pojawił. Edwart. Ten sam Edwart, lekko
naburmuszony, z masywną kwadratową dolną szczęką i głową
otoczoną aureolą zmierzwionych jasnych włosów. Między
zębami miał coś krwistoczerwonego. Wraz z kolejną falą mdłości
[ Pobierz całość w formacie PDF ]