
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Lifestyle by Design 3 Ray of Love
- Blake's Progress Ray Nelson
- William Shatner Tek War 5 Tek Secret
- Przemilczane zbrodnie Jerzy Robert Nowak
- 0528.Litlle Kate Jak kupić‡ uczucie
- William R. Forstchen Wing Commander 04 Heart of the Tiger
- Gilowska Z., Podstawy prawne funkcjonowania administracji publicznej w RP
- OpowieśÂ›ci z Borgaanu 01 Oko W晜źa Rejdak PaweśÂ‚
- Harry Harrison To the Stars Trilogy
- Edigey_Jerzy_ _As_Trefl
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- stirlic.htw.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
najlepiej, gdyby samych strażaków spalono.
Guy!
Automat przy drzwiach frontowych zaczął wołać delikatnie:
Pani Montag, pani Montag, ktoś przyszedł. Pani Montag, pani Montag, ktoś przy-
szedł.
Delikatnie.
Odwrócili się wpatrując się w drzwi, a książki piętrzyły się dokoła.
Beatty! szepnęła Mildred.
Niemożliwe.
Wrócił szepnęła.
Automat przy drzwiach znowu zawołał miękko: Ktoś przyszedł...
Nie otworzymy.
Montag oparł się o ścianę, a następnie opuścił się z wolna na klęczki i zaczął w oszo-
łomieniu dotykać książek kciukiem i palcem wskazującym. Drżał i pragnął przede
wszystkim wsadzić je znowu do wentylatora, ale wiedział, że nie potrafi spojrzeć jeszcze
raz w oczy Beatty emu. Przykucnął, potem usiadł, a głos przy drzwiach frontowych wo-
łał znowu, bardziej natarczywie. Montag podniósł z podłogi mały tomik.
Gdzie zaczynamy? zapytał. Otworzył książkę w połowie i patrzył w nią.
Sądzę, że zaczniemy od samego początku.
On przyjdzie powiedziała Mildred i spali nas razem z książkami.
Głos przy drzwiach wejściowych zamilkł wreszcie. Zapanowała cisza. Montag czuł,
że ktoś znajduje się za drzwiami, czekając, nasłuchując. Potem rozległy się kroki kogoś
odchodzÄ…cego chodnikiem.
Zobaczmy, co to jest rzekł Montag.
Powiedział te słowa urywanie, ze straszliwą świadomością. Przeczytał kilkanaście
stron w różnych miejscach i wreszcie trafił na następujące zdanie: Na jedenaście tysię-
cy liczą ludzi, którzy różnymi czasy woleli śmierć ponieść, aniżeli poddać się prawu tłu-
czenia jaj z cieńszego końca.
Mildred siedziała po drugiej stronie hallu. Co to znaczy? To nie znaczy nic!
Kapitan miał rację.
Zobaczymy powiedział Montag. Zaczniemy znowu od początku.
Część druga
Sito i piasek
Czytali przez długie popołudnie, podczas gdy chłodny listopadowy deszcz padał
z nieba na spokojny dom. Siedzieli w hallu, ponieważ salon był pusty i szary bez ścian
oświetlonych pomarańczowymi i żółtymi confetti i fajerwerkami, bez kobiet w suk-
niach ze złotej siatki i mężczyzn w czarnym aksamicie wyciągających stufuntowe kró-
liki ze srebrnych kapeluszy. Salon był martwy, a Mildred wciąż spoglądała nań z tępym
wyrazem twarzy, gdy Montag spacerował w tę i tamtą stronę i siadał, by niekiedy aż
dziesięć razy przeczytać głośno stronicę książki: Nie możemy ustalić dokładnego mo-
mentu, kiedy kształtuje się przyjazń. Jak przy napełnianiu naczynia kropla po kropli
znajdzie się wreszcie kropla, która przelewa naczynie, tak w serii życzliwości jest jedna
ostatnia, która przepełnia serce .
Montag siedział słuchając deszczu.
Czy to było w tej dziewczynie z sąsiedniego domu? Tak się męczyłem, by to okre-
ślić.
Ona nie żyje. Mówmy o kimś żyjącym, na miłość boską.
Montag nie spojrzał na żonę, gdy drżąc przeszedł do kuchni, gdzie stał przez długi
czas w oknie patrząc na bijący o szyby deszcz i czekając, aż minie mu drżenie, by wró-
cić z powrotem do hallu pogrążonego w szarym świetle.
Otworzył inną książkę.
Ten ulubiony przedmiot: ja.
Zezował na ścianę. Ten ulubiony przedmiot: ja.
To przynajmniej rozumiem powiedziała Mildred.
Ale ulubionym przedmiotem Klarysy nie była ona sama. Jej ulubionym przedmio-
tem byli inni ludzie i ja między innymi. Ona była pierwszą od wielu lat osobą, którą na-
prawdę polubiłem. Była pierwszą osobą, którą sobie przypominam, że patrzyła prosto
na mnie, jak gdybym coś znaczył. Podniósł dwie książki. Ci ludzie nie żyją od dłu-
giego czasu, ale wiem, że ich słowa w ten czy inny sposób odnoszą się do Klarysy.
47
Za drzwiami na deszczu delikatne skrobanie. Montag skamieniał. Ujrzał, jak Mildred
rzuca się i przyciska do ściany, dysząc ciężko.
Ktoś... przy drzwiach... dlaczego automat nam nie powiedział...
Wyłączyłem go.
Przy progu powolne badawcze węszenie, trzask elektrycznej iskry.
Mildred roześmiała się. To tylko jakiś pies, nic innego! Chcesz, żebym go odpę-
dziła?
Nie ruszaj siÄ™ z miejsca!
Milczenie. Szum chłodnego deszczu. I zapach błękitnej elektryczności przenikający
zza zamkniętych drzwi.
Wracajmy do roboty powiedział Montag spokojnie.
Mildred kopnęła książkę. Książki nie są ludzmi. Ty czytasz, a ja oglądam wszyst-
ko, ale w nich nie ma nikogo!
Patrzył nieruchomo na salon, który był martwy i szary jak wody oceanu, ale który
mógłby zakipieć życiem, gdyby tylko włączyli elektronowe słońce.
A moja rodzinka rzekła Mildred to są ludzie. Mówią mi różne rzeczy. Ja się
śmieję i oni się śmieją! A kolory!
Tak, wiem.
A poza tym, gdyby kapitan Beatty wiedział o tych książkach... zastanowiła się.
Na jej twarzy pojawiło się zdumienie, a potem groza. Mógłby przyjechać, spalić dom
i rodzinkę . To straszne! Pomyśl, ile pieniędzy wydaliśmy. Dlaczego mam czytać? Po
co?
Po co! Dlaczego! krzyknął Montag. Onegdajszej nocy widziałem najbardziej
przeklętego węża w świecie. Był martwy, ale był żywy. Mógł widzieć i nie mógł widzieć.
Chcesz zobaczyć tego węża? Znajduje się w szpitalu pogotowia, gdzie już złożyli ra-
port o tych wszystkich bzdurach, które wąż z ciebie wyciągnął! Chciałabyś iść i spraw-
dzić ich kartotekę? Może musiałabyś zajrzeć pod Guy Montag , a może pod Strach
przed wojną . Chciałabyś pójść do tego domu, który się wczoraj spalił? I rozgrzebać po-
pioły szukając kości kobiety, która sama podpaliła swój dom! A co powiesz o Klarysie
McClellan, gdzie jej szukać? W kostnicy? Słuchaj!
Bombowce przelatywały na niebie, przelatywały nad domem, chrapiąc, mrucząc,
świszcząc jak ogromny niewidoczny wachlarz, krążący w próżni.
Jezu powiedział Montag. Co godzina cholerne samoloty na niebie. Jak, u dia-
bła, te bombowce tak wżarły się w każdą sekundę naszego życia! Dlaczego nikt nie chce
o tym mówić! Rozpętaliśmy i wygraliśmy dwie wojny atomowe od roku 1960! Czy dla-
tego, że tak się świetnie bawimy w domu, zapomnieliśmy o świecie? Czy to dlatego, że
jesteśmy bogaci, a reszta świata biedna, a nas po prostu to nie obchodzi, że inni są bied-
ni? Słyszałem pogłoski, że świat kona z głodu, ale my jesteśmy dobrze odżywieni Czy to
48
prawda, że świat pracuje ciężko, a my się bawimy? Czy dlatego jesteśmy tak znienawi-
dzeni?! Raz bardzo wiele lat temu słyszałem również pogłoski o nienawiści. Wiesz, dla-
czego nas nienawidzą? Ja nie wiem, to pewne! Może książki pomogą nam choćby czę-
ściowo wyjść z tej klatki! Może mogłyby nas powstrzymać od popełniania wciąż tych
samych cholernych wariackich błędów! Nie słyszałem, żeby ci durnie w twoim salonie
[ Pobierz całość w formacie PDF ]