
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- Laurell K. Hamilton Meredith Gentry 01 A Kiss Of Shadows
- Meredith Amy Dotyk Ciemności 01 Cienie
- Odwaznie_o_seksie
- Barry Eisler John Rain 06 Requiem for an Assassin
- 03.Harry Potter und der Gefangene von Askaban
- 12 Wrzosy (Ksi晜źna)
- Laura Anthony Samotni kochankowie
- Hill_Livingston_Grace_ _Bliśźej_serca_03_ _SzkarśÂ‚atne_róśźe
- Lois McMaster Bujold 11 Memory
- Balzac, HonorĂŠde GroĂ¼e und kleine Welt
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- soffa.pev.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
zostawiła pod ladą rejestracji, i podszedł z nim do
zlewu. Ella nie płakała, ale tarła zawzięcie nieist-
niejÄ…cÄ… plamÄ™ na kubku.
Dawny przyjaciel? zagaił Nash, siląc się na
swobodny ton.
Ella odstawiła kubek, podeszła do stolika i zaczęła
zbierać notatki, które zostawił dla niej Rick.
To było w innym życiu mruknęła, a Nash nie
bardzo wiedział, czy to odpowiedz na jego pytanie,
czy powiedziała to do siebie.
Za którym tęsknisz? spytał, zakładając, że te
słowa skierowane były jednak do niego.
Nie twój interes, Nash.
Nie mój? Zauważ, że próbujesz namówić moją
matkę, żeby sprzedała ci praktykę. Co zamierzasz?
Poprowadzić ją jakiś czas, zbić kasę, a potem od-
sprzedać ją z zyskiem i wrócić do miasta do faceta,
który wyraznie bardziej dba o swój żołądek niż
o ciebie? Do faceta, który nie ukrywa, że nie lubi
dzieci? A co z pacjentami? Z ludzmi, którzy ci za-
ufali? Co z Edenvale?
Zdawał sobie sprawę, że przeholował, jakież więc
było jego zdziwienie, kiedy Ella, zamiast odpowie-
dzieć mu w podobnym tonie, spojrzała na niego
z najsmutniejszym uśmiechem, jaki kiedykolwiek
widział.
Wątpię, czy Edenvale by za mną tęskniło rzek-
ła cicho, a kierując się do drzwi, dodała: A już
Rickowi na pewno mnie nie brakuje.
Wybiegł za nią.
Nie możesz mówić takich rzeczy i wychodzić
zaprotestował. I nie rób takiej smutnej miny. Co
się stało? Kochałaś go? Skrzywdził cię? Brianna jest
jego córką? O to chodzi? On wyraznie nie chce mieć
dzieci. Postanowiłaś donosić ciążę wbrew jego życze-
niom?
Ella spojrzała na niego szeroko otwartymi oczami,
a potem ściągnęła gniewnie brwi.
Słuchaj, Nash wycedziła przez zęby. To nie
czas ani miejsce na taką rozmowę, a właściwie to ja
w ogóle nie mam na nią ochoty. Moje życie, przeszłe
czy obecne, to nie twój interes.
Chciała powiedzieć coś jeszcze, ale w tym mo-
mencie zawyła syrena.
Muszę lecieć oznajmiła. Będziesz musiał
sam rozpocząć popołudniowy dyżur. Może to nic
poważnego, na przykład pali się trawa, i nie będę
potrzebna. W takim przypadku wrócę szybko.
Podeszła do biurka, postawiła na nim swoją czarną
torbę lekarską, otworzyła ją i przejrzała szybko za-
wartość.
Przecież to syrena Ochotniczej Służby Kryzyso-
wej zauważył. Nie czekasz, aż cię wezwą?
Jestem członkiem Służby wyjaśniła. Ochot-
ników jest teraz tak niewielu, że przyjmują każdego,
kto się zgłosi. Uśmiechnęła się. Nawet drobne,
słabe, podszyte tchórzem kobiety. I już jej nie było.
Ella pobiegła na akcję? spytała z rejestracji
Marg, kiedy Nash wyszedł do poczekalni.
Tak odmruknÄ…Å‚.
Dobrze, że chociaż ty zostałeś. Będzie miał kto
przyjmować chorych. Normalnie to ona bierze udział
tylko w nocnych akcjach, ale teraz jest okres przed-
świąteczny, sporo osób powyjeżdżało i ochotników
można policzyć na palcach jednej ręki. Oczywiście,
na sobotni festyn stawili siÄ™ wszyscy. Do zabawy
pierwsi, ale jak coÅ› siÄ™ wydarzy, to ich nie ma.
Dlaczego ochotników jest teraz tak mało? spy-
tał Nash.
Wielu starych członków, tych którzy zakładali
Służbę Kryzysową, przeszło niemal w tym samym
czasie na emeryturę. Potem osiedliło się tu sporo ludzi
z dużych miast, gdzie takimi rzeczami zajmują się
jednostki zawodowe. Owszem, dajÄ… pieniÄ…dze, przy-
chodzą na festyny, na których zbierane są datki na
działalność, ale do głowy im nie przyjdzie, żeby brać
udział w cotygodniowych ćwiczeniach, albo wbijać
się w mundur i wdrapywać na czyjś dach, żeby okryć
go plandekÄ…, kiedy zanosi siÄ™ na burzÄ™.
Mieszczuchy! dorzuciła pogardliwie wcho-
dzÄ…ca do rejestracji Carol.
Poczekalnia powoli się zapełniała, trzeba się było
zająć pacjentami.
Nash odprowadzał właśnie do drzwi cierpiącą na
astmę panią Horowitz, kiedy do przychodni wpadła
Ella w workowatym, jasnopomarańczowym mundu-
rze Ochotniczej Służby Kryzysowej.
To był pożar trawy na przylądku. Nie chciałomi
się wracać na drugi koniec miasta po mój samochód,
więc przyjechałam stamtąd ciężarówką prosto tutaj
wyjaśniała, ściągając z siebie gorący, ciężki kom-
binezon.
Potem usiadła na krześle w rejestracji, żeby zdjąć
ciężkie buciory.
O cholera! Zapomniałam o swoich butach. Zo-
stały w remizie.
W dolnej szufladzie biurka masz ,,wyjściowe
sandałki przypomniała jej Marg.
Ella podziękowała rejestratorce uśmiechem i zwró-
[ Pobierz całość w formacie PDF ]