
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 342. Mayo Margaret PowrĂłt do Hiszpanii
- Leczenie astmy u dorosłych Aktualne wytyczne Global Initiative for Asthma
- Elizabeth Chandler 04 Wieczna tć™sknota
- Christopher Buecheler The Blood That Bonds (pdf)
- Jack London Michael, Brother of Jerry
- 032 Prawda rodzi nienawiÂść
- 05. Roberts Nora Jedyna taka noc
- Koontz Dean Mć…śź
- James Axler Deathlands 00 Encounter
- Dibben Damian Straśźnicy historii 03 ChiśÂ„ski ekspres
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- alpsbierun.opx.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Cole spojrzał jej w oczy i lekko pochylił się w jej stronę. Najchętniej
wziąłby ją teraz w ramiona i pocałował. Jednak zdawał sobie sprawę, że nigdy
nie potrafiłby się nią nasycić.
S
R
- Zasługujesz na wszystko, co najlepsze - powiedział, patrząc na pędzące
samochody. - Również na kogoś solidniejszego niż włóczęga, który nie ma
domu ani stałych zarobków.
Rachel uniosła głowę zaczepnym gestem.
- Nie potrzebuję mężczyzny, który zapewni mi dom. Teraz najważniejsze
dla mnie jest wychowanie siostrzenicy. Poza tym doskonale wiem, jak smakuje
samotność - mówiła z przekonaniem. - Wkrótce odziedziczę ranczo i będę
sama decydować o wydatkach. Mogłabym płacić ci trochę więcej, gdybyś
jednak zdecydował się zostać.
Cole po raz pierwszy miał prawdziwą ochotę skorzystać z tej propozycji.
- Już mówiłem, że zostanę tylko przez jakiś czas, dopóki nie znajdziemy
kogoś na moje miejsce. Potem muszę wyjechać. Wierz mi, że tak będzie
lepiej... dla wszystkich. Prędzej czy pózniej i tak bym wyjechał. Proponuję ci
więc kilka tygodni.
Zastanawiała się przez dłuższą chwilę.
- W takim razie chętnie skorzystam z twojej propozycji. Dziękuję za to,
co już zrobiłeś, i za zakupy dla dziecka - dodała z uśmiechem.
Cole również się uśmiechnął.
- To była najłatwiejsza część zajmowania się dzieckiem. Naprawdę
potrafi zwalić z nóg codzienna opieka, która trwa przez całą dobę.
Następnego dnia około dziesiątej rano oficjalnie przyznano Rachel opiekę
nad siostrzenicą. Zamierzała jak najszybciej zacząć formalności adopcyjne, ale
na razie trzeba było pojechać z dzieckiem na ranczo.
Nigdy nie przyszłoby jej do głowy, że nagle i w taki sposób zostanie
matką. Jednak nie miało to znaczenia. Stojąc nad grobem siostry, przyrzekła
zajmować się dzieckiem jak własnym, najlepiej, jak potrafi.
S
R
Cole przyniósł piękny kwiat azalii i odszedł dyskretnie, by Rachel mogła
pożegnać się z siostrą. W końcu otarła łzy i pchając wózek z małą Hannah,
poszła do samochodu.
Jechali bez zatrzymywania, dopóki Hannah nie zaczęła domagać się
karmienia. Przy okazji postoju kupili sobie hamburgery w przydrożnej knajpce
i zjedli je w samochodzie, by nie tracić czasu.
Na szczęście Hannah spokojnie spała przez większą część drogi. Z radia
dobiegała cicha muzyka i wielogodzinna podróż mijała niemal niepostrzeżenie.
Rozmawiali, unikając osobistych tematów. W końcu wczesnym wieczorem
dotarli na ranczo.
Rachel dotychczas nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo lubi swój dom.
Był trochę zapuszczony z zewnątrz, a najbliższa szopa wyraznie czekała na
odmalowanie. Jednak wszystko było solidnie zbudowane i mogło służyć jesz-
cze długie lata. Z przyjemnością spojrzała na ogródek warzywny obok domu i
kolorowe bratki wokół werandy. To jest jej miejsce na ziemi... a od tej chwili
także miejsce Hannah.
Cole zaparkował przed tylnym wejściem.
- Dotarliśmy! - zawołał.
- W ostatniej chwili, bo Hannah właśnie się budzi i znów jest głodna.
- W takim razie zabierz ją do domu, a ja i Cy wniesiemy bagaże.
Rachel skinęła głową na powitanie nadzorcy, który właśnie zszedł po
schodkach z werandy.
- Witaj w domu - powiedział, obejmując ją.
Uśmiechnęła się do niego.
- Dobrze jest wrócić - przyznała.
W tym momencie z tylnego fotela samochodu rozległo się ciche
popłakiwanie.
S
R
- Zdaje się, że nasza nowa współlokatorka przypomina o swoim istnieniu
- powiedziała, otwierając drzwi. - Będziesz musiał się przyzwyczaić, bo
Hannah głośno i wyraznie daje znać, kiedy czegoś chce.
- Cóż, chodzmy do środka. Będę mógł dokładnie przyjrzeć się małej.
Rachel weszła do kuchni. Na blacie zauważyła garnek pachnącego
gulaszu.
- Bud Campbell przyszedł mi pomóc i przy okazji przyniósł gorącą
kolację, którą Mary przygotowała specjalnie dla nas - wyjaśnił Cyrus.
- To naprawdę miło z jej strony - rzekła Rachel. Przynajmniej nie musi
myśleć o gotowaniu i może zająć się Hannah, która krzyczy coraz głośniej.
Cyrus starał się ją uspokoić, ale niewiele to dawało. Cole wkroczył do
środka z ogromną paczką pieluch.
- Dzięki - powiedziała i odwróciła się do Cyrusa. - Mógłbyś potrzymać
butelkę pod kranem z ciepłą wodą? - spytała Rachel. - Ja tymczasem przewinę
dziecko.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]