
pobieranie * pdf * do ÂściÂągnięcia * download * ebook
Podobne
- Strona startowa
- 67.Alan Dean Foster Era Rebelii Spotkanie na Mimban
- Cynthia Vespia [Demon Hunter 01] The Chosen One (pdf)
- 273. Hunter Kelly Władza i pieniądze
- Maximum R
- 143. Harlequin Romance Winters Rebecca Ich dwoje
- Loius L'Amour Comstock_Lode_v1.0_(BD)
- Bodyweight Martial Arts Exercises
- jas
- 122. Baxter Mary Lynn Moje maleśÂ„stwo
- Armentrout Jennifer L. Onyx . Tom 2
- zanotowane.pl
- doc.pisz.pl
- pdf.pisz.pl
- spholonki.keep.pl
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
Przyszedł tu ze względu na brata, a może również dlatego, że nie potrafił trzymać
się z daleka od Madeline Delacourte. Gdy opowiadała o swoim dzieciństwie, widział w
jej oczach załamane dziecko. Dostrzegał niepewność, z jaką nosiła drogie błyskotki. Do-
piero teraz zaczął rozumieć, dlaczego władza i pieniądze były dla niej tak ważne: zapew-
niały bezpieczeństwo bezdomnemu dziecku, temu samemu dziecku, które nie potrafiło
przejść obojętnie obok Po.
Na widok tego dziecka serce mu się krajało.
- Jesteś gotów? - zapytała lekko Madeline.
- Zupełnie nie - uśmiechnął się.
Podeszli do drzwi, obok których stał drobny mężczyzna z listą gości.
- Madeline Delacourte - powiedział ze szczerą radością. - Niezmiernie mi miło
znów panią widzieć. Zbyt długo się pani nie pokazywała.
- Artur - odrzekła Madeline z uprzejmym uśmiechem. - Ty draniu. Co ty tu robisz?
- Pracuję. Stoi przed panią ostatni kurator galerii - przyłożył dłoń do piersi. - Artur
wreszcie stanÄ…Å‚ na nogach.
- Gratuluję. - Madeline spojrzała na Luke'a. - William kolekcjonował starą chińską
porcelanÄ™.
R
L
T
Artur bardzo lubił znajdować dla niego kolejne eksponaty. Ostatnią rzeczą, jaką
znalazł, była przepiękna urna grobowa. Kosztowała majątek, nawet według standardów
Williama.
- Ach, ale to było arcydzieło - westchnął Artur.
- To prawda i muszę powiedzieć, że ta urna bardzo się przydała.
Artur pobladł.
- Chyba pani tego nie zrobiła?...
- Ależ tak - odrzekła Madeline z rozbawieniem i przemknęła przez przesuwane
szklane drzwi.
Luke rzucił spojrzenie na wstrząśniętego portiera i poszedł za nią.
- Rozumiem, że William spoczywa obecnie w tej urnie.
- Bardzo ją lubił. Wydawało mi się, że powinnam to dla niego zrobić.
- Chyba nie. - Luke potrząsnął głową. - Mniejsza o to.
- Mniejsza o co?
- Nic. Tylko że...
Madeline czekała, aż skończy zdanie.
- Jak William zmarł?
- To było bardzo dziwne. Wyszedł na ulicę i przejechała go ciężarówka.
Pierwszy obrazu przedstawiał biały krąg na czarnym tle. Pośrodku kręgu znajdo-
wała się czarna kropka, ze środka której wychodziły jaskrawoczerwone zygzaki. Przy-
pominało to oko pijaka. Luke zdecydowanie nie miałby ochoty patrzeć na ten obraz, bu-
dzÄ…c siÄ™ co rano.
Na widok ceny uśmiechnął się szeroko. Przechylił głowę i jeszcze raz popatrzył na
obraz. Nie, to nie było oko pijaka. To było oko trupa.
- Ciężarówka, mówisz.
- Uhm.
Madeline podeszła do kolejnego obrazu. Tu było więcej plam w różnych kolorach.
W środek obrazu wbity był widelec.
- Naprawdę nie rozumiem tej symboliki - mruknęła.
R
L
T
- Nic nie szkodzi. - Luke dostrzegał wystarczająco wiele symboliki dla nich dwoj-
ga. - A więc William kupił urnę pogrzebową.
- Prawdę mówiąc, to ja ją kupiłam, chociaż William ją wybrał. To był prezent uro-
dzinowy.
Luke wzdrygnÄ…Å‚ siÄ™.
- A więc ty kupiłaś Williamowi urnę pogrzebową, a potem przejechała go cięża-
rówka i zginął.
Madeline odwróciła się i spojrzała na niego z rozbawionym niedowierzaniem.
- Czy jesteÅ› przesÄ…dny?
- Nie - mruknÄ…Å‚. - Nie za bardzo.
W tej chwili jednak podeszła do nich ciemna, drobna, ciemnowłosa matrona w sza-
rej sukni.
- Elena - uśmiechnęła się Madeline. - Miło mi cię widzieć.
- Gdy Bruce powiedział mi, że znów pokazujesz się w świecie, bardzo się ucieszy-
łam. - Głos Eleny brzmiał szczerze. - Sześć lat zamknięcia na świat to stanowczo za dłu-
go dla młodej wdowy. - Zmierzyła Luke'a przenikliwym spojrzeniem. - A pan to z pew-
nością Luke?
- Tak, proszÄ™ pani.
- Jianne mówi, że nigdy nie spotkała piękniejszej rodziny wojowników. Nigdy nie
widziałam Jacoba, ale jeśli jest choć trochę podobny do pana, to mówiła prawdę. - Spoj-
rzenie Eleny wróciło do twarzy Madeline. - Czy tak jest w istocie?
- Znam tylko Jacoba i Luke'a.
Bruce Yi podszedł do żony i powitał ich serdecznie.
- Jak wam siÄ™ podobajÄ… obrazy?
- Dopiero zaczęliśmy je oglądać - odpowiedziała Madeline dyplomatycznie.
- Któż by pomyślał, że wystawa malarstwa może być tak kształcąca - dodał Luke.
- Bruce, może przedstawisz Madeline tym menedżerom, którzy chcą ją poznać -
zaproponowała Elena. - Luke może tu na razie zostać ze mną.
R
L
T
Dziel i rządz. Luke dobrze znał te metody. Nie darmo był środkowym synem z pię-
ciu. Madeline spojrzała na niego pytająco. Skinął lekko głową. Idz, powiedział jej w mil-
czeniu. Idz i zajmij siÄ™ interesami.
- Próbowałam przekonać Jianne, żeby przyszła dzisiaj na przyjęcie - mówiła Elena,
prowadząc go powoli w stronę następnego obrazu. - Przyleciała z Szanghaju w odwie-
dziny. Niestety, była już umówiona gdzieś indziej.
[ Pobierz całość w formacie PDF ]